Kawały O Zuzi

Kolacja, normalna chrześcijańska rodzina. Nagle dwunastoletnia dziewczynka odzywa się
- Nie jestem już dziewicą...
Cisza. Kilka dłuuugich minut podczas których możnaby usłyszeć jak mucha się drapie po tyłku. Nagle rozpoczęło się piekło.
Ojciec zaczął wrzeszczeć na starszą z sióstr.
- To twoja wina! Non stop się pie*****sz z tym swoim chłopakiem na kanapie w salonie a mała to widzi!
Matka nie pozostała dłużna.
- Tak?! Jej wina?! To ty latasz za spódniczkami na ulicy w biały dzień, to ty pieprzysz się z każdą sekretarką, wciąż znajduje na twoim kołnieżu szminkę i kobiece włosy, a Zuzia to wszystko widzi!
-Taaak?! Nie powiem kto ubiera się jak k***a, kto prowokuje przechodniów! Jesteś zwykłą suką a nie matką!
Matka nie słuchała, zwróciła się do małej Zuzi.
- No cukiereczku, kiedy to sie stało? Kto ci to zrobił?
Mała spoglądała na to wszystko z szeroko otwartymi oczami i wydukała
- Pani w szkole powiedziała że nie będe grać na przedstawieniu Dziewicy tylko Pastereczkę...

Pani pyta na lekcji dzieci:
-jak robi kotek?
Zgłasza sie małgosia i mowi:
-Miau miau prosze pani.
-Dobrze małgosiu a teraz mi powiedzcie jak robi krówka?
Zgłasza sie Zuzia i mowi
-Muu muu prosze pani.
-Dobrze zuziu a teraz powiedzcie mi jak robi piesek?
Zgłasza sie jasio i mowi:
-Na ziemie skur*ysynu i rece na głowe.

Na ławce pod 10 piętrowym blokiem siedzą Trzy Koleżanki... Nagle na ramię jednej spada coś białego i mokrego... Bierze na palec, do buzi i mówi...
- Jogurt
Druga bierze na palec i do buzi...
- No co Ty, ptasie gówno
Trzecia bierze na palec i do buzi...
- Nie... To Rysiek z dziewiątego

Pani pyta dzieci:
- Powiedzcie mi, jaka największa rzecz może zmieścić się w buzi.
Małgosia mówi:
- Myślę, że śliwka.
Pani mówi:
- Bardzo dobrze.
Zgłasza się Jasiu:
- Myślę, że lampa.
Pani:
- Przecież to nie możliwe.
Jasiu:
- Ale wczoraj wieczorem słyszałem jak mama mówiła do taty:
- Zgaś lampę to wezmę do buzi!!

idzie dziewczyna z chłopakiem leśną ścieżką i nagle on ją prosi o zrobienie mu loda. Początkowo dziewczyna nie jest zachwycona pomysłem swojego partnera ale po dłuższej chwili namówień zgadza się na prośbę chłopaka pod jednym warunkiem, mianowicie miał się jej nie spuszczać do buzi, na co on skwitował "dobrze". Po czasie, kiedy to chłopak dochodził zapomniał się i pozwolił swojemu nasieniu trafić do buzi dziewczyny, na co ona się wkurzyła, wrzeszczała, że miał tego nie robić, na co on odpowiedział "oj tam oj tam"

Nauczycielka pyta dzieci:
- Jaki jest największy przedmiot, który można wziąć do buzi?
Dzieci mówią: gruszka, banan, pączek... Gdy przyszła kolej na Jasia, ten mówi:
- Lampa!
- Jak to, Jasiu? Chyba coś ci się pomyliło?
- Nie, proszę pani. Jak wieczorem mama idzie spać, to mówi do taty: Zgaś lampę, to wezmę do buzi

Dyskoteka. Panienka robi z dresem wkrętke na parkiecie. Poszli w ślimaka. Nagle panienka przerywa i zaczyna cmokać i cyckać coś w ustach (tak jak by cos jej wlazło między zęby), tfu, tfu (tak jakby paliła popularne bez filtra )) Nic. Drechu z lekka zdziwiony, ale za chwilkę znowu ślinka i sytuacja się powtarza. Z deczka podirytowany, ale "nerwy na wodzy" odprowadza ja do domciu zgarniając po drodze trzy "bezpańskie radia". Jak to bywa pod domeczkiem buzi buzi. A ona znowu to samo pomieliła jęzorem po zębach i tfu tfu aż jej treska podskakuje. Koleś nie wytrzymał i pyta o co loto? -A wiesz ja dzisiaj robiłam laskę Michałowi, a on jechał w kakao Justynę, no a ona wczoraj jadła makowiec

Marysia pyta się mamy:
- Mamo! Czy jak będę duża i znajdę sobie pana to będę tak jak ty z tatą?
- Oczywiście córciu.
- A jak nie znajdę sobie pana to będę tak jak ciocia Zuzia starą panną?
- Tak córciu.
- Kurna, fajne perspektywy.

Pani Kowalska pyta dzieci w klasie:
- Jaka część człowieka idzie najpierw do nieba?
Zuzia podnosi rękę i mówi:
- Myślę, że dusza, bo trzeba mieć czystą duszę, żeby dostać się do nieba.
- Bardzo dobrze - mówi pani Kowalska - Rysiu, a ty jak myślisz?
- Serce - mówi Rysio - bo trzeba mieć dobre serce, żeby dostać się do nieba.
- Naprawdę, świetnie - chwali go pani - A ty Jasiu jak sądzisz?
- Stopy.
- Dlaczego stopy? - dziwi się pani.
- Bo kiedy nakryłem moją mamę i listonosza, jej nogi były w górze, a ona krzyczała: Boże, dochodzę!