emu
psy
syn

PAN W KLASIE BIZNES...

PAN W KLASIE BIZNES

Rzecz mia┼éa miejsce w firmie LOT, do┼Ť─ç dawno (jakie┼Ť sze┼Ť─ç, siedem lat temu). Pracowa┼é tam wtedy pewien steward, znany ze swojej bezpo┼Ťrednio┼Ťci (zw┼éaszcza, gdy kto┼Ť mu si─Ö narazi┼é). A oto jeden z jego "numer├│w".

Razu pewnego samolotem w charakterze pasa┼╝era lecia┼é pewien nowobogacki typek z gatunku takich, co to jak si─Ö wykosztuje na bilet w klasie biznes, to si─Ö wydaje, ┼╝e ca┼éy samolot do niego nale┼╝y. No i rozsiad┼éo si─Ö panisko w fotelu i zaraz po starcie wezwa┼éo naszego bohatera, pokaza┼éo na otwarty stolik i w┼éadczym tonem o┼Ťwiadczy┼éo: "prosz─Ö mi tu postawi─ç wszystko, co mi si─Ö nale┼╝y". Pan ka┼╝e, s┼éuga musi. Pocz┼éapa┼é wi─Öc steward do kuchni, wzi─ů┼é taki fajny, plastikowy kubeczek i wla┼é po trochu wszystkiego, co znalaz┼é: coli, soczku, wina, piwa itd. Wr├│ci┼é do pana, postawi┼é kubeczek i powiedzia┼é: "Tu jest wszystko, co si─Ö panu nale┼╝y".

Podobno od jakiego┼Ť czasu ju┼╝ nie pracuje w Locie, ciekawe czemu...

Dziki Zach├│d. Do saloonu...

Dziki Zachód. Do saloonu wchodzi kowboj i woła:
- Poka┼╝─Ö sztuczk─Ö, jak mi kto┼Ť postawi whiskey!
Kto┼Ť mu postawi┼é. Facet wypi┼é, podrzuca szklaneczk─Ö w powietrze, wyci─ůga kolta, mierzy w ni─ů i krzyczy:
- St├│j!
Szklanka zawis┼éa w powietrzu. Facet po chwili gwizdn─ů┼é i szklanka upad┼éa.
Z oniemiałego tłumu wychodzi oldboy i mówi:
- Synku! Jestem w takim wieku, ┼╝e ju┼╝ nie staje, a viagr─Ö za sto lat z ok┼éadem wymy┼Ťl─ů. Pom├│┼╝ staremu!
Kowboj wymierzył w dziadkowy interes i woła:
- St├│j!
Dziadkowi wyr├│s┼é namiot. Po chwili ten┼╝e dziadek wyci─ůga kolty i krzyczy do t┼éumu:
- Id─Ö teraz do naszej k***y Mary. A jak kto┼Ť gwizdnie - zabij─Ö!

CZEGO NIE NALE┼╗Y WYPOMINA─ć...

CZEGO NIE NALE┼╗Y WYPOMINA─ć KOBIETOM

Rozmowa z moj─ů partnerk─ů, z kt├│r─ů lubimy zwraca─ç si─Ö do siebie za pomoc─ů niewybrednych epitet├│w:
Ja: ... bo ju┼╝ stara k***a z Ciebie
Ona: Prosz─Ö... nie wypominaj mi mojego wieku...

SYZYFOWA PRACA...

SYZYFOWA PRACA

Sobotnia parapet├│wka u kumpla z okazji bli┼╝ej nie okre┼Ťlonej,
godzina ok 1-2 w nocy, wszyscy juz "senni". La─ç mi si─Ö zachcia┼éo wiec id─Ö do WC, no ale kto┼Ť mnie uprzedzi┼é, siedz─Ö wi─Öc i czekam grzecznie. Min─Ö┼éo 5 minut, czekanie si┼é─ů rzeczy mi si─Ö znudzi┼éo, wi─Öc pukam do drzwi i grzecznie pytam:
[Ja] - Puk, Puk?
[KtosTam] - Jeszcze chwilka.
[Ja] - Wymiotujesz?
[KtosTam] - Nie, sr*m sobie...
[Ja] - Ehe, no i jak idzie?
[KtosTam] - Kiepsko...
[Ja] ÔÇô Uuu, a to dlaczego? Problemy jakie┼Ť?
[KtosTam] - Nooo, sr*m, sr*m i g├│*no z tego wynika...

Przychodzi polityk do...

Przychodzi polityk do restauracji, siada.
- Co poda─ç? - pyta kelner.
- Stek.
- Jaki ten stek?
- M├│j ulubiony - stek bzdur.

Rz─ůd planuje zalegalizowa─ç...

Rz─ůd planuje zalegalizowa─ç prostytucj─Ö. T─Ö "przydrogow─ů". Jeden warunek: ka┼╝da kure*ka ma obowi─ůzek dba─ç r├│wnie┼╝ o asfalt na odcinku drogi, na kt├│rym stoi.

Zgadza┼éem si─Ö na ka┼╝d─ů...

Zgadza┼éem si─Ö na ka┼╝d─ů ofert─Ö mailow─ů jaka przychodzi┼éa mi na skrzynk─Ö. M├│j penis ma teraz 230 metr├│w d┼éugo┼Ťci

PALI SI─ś!...

PALI SI─ś!

Jaki┼Ť czas temu do┼Ťwiadczyli┼Ťmy niemi┼éej sytuacji - wybuch┼é sobie po┼╝ar. Zapali┼é si─Ö ┼Ťmietnik stoj─ůcy w pomieszczonku na dole bloku, czyli tam, gdzie spadaj─ů ┼Ťmieci z zsypu. Akurat Moje Kochanie wychodzi┼éo do pracy (przed 5.00 rano) i to On zauwa┼╝y┼é dym i p┼éomienie. Dzwoni do mnie, ┼╝ebym si─Ö obudzi┼éa i wyjrza┼éa przez okno, a sam poszed┼é budzi─ç s─ůsiad├│w z parteru; po zakrztuszeniu si─Ö dymem stwierdzi┼éam, ┼╝e mo┼╝e warto zadzwoni─ç po stra┼╝. Ognie boj─Ö si─Ö jak cholera, wi─Öc spanikowa┼éam:
- Dzień dobry, dzwonię, żeby zgłosić pożar, ulica Warszawska* 15 mieszkania 110... A nie, przepraszam... To nie u mnie się pali...

Ale Moje Kochanie było lepsze (w międzyczasie tez zadzwonił):
- Dzień dobry, w czym mogę pomóc?
- Prosz─Ö pani, tu si─Ö pali!!!
- Ale gdzie?
- No na dole w zsypie!!!
- ...

* dane zmienione, nie szukajcie tam spalonych ┼Ťmietnik├│w

- Jak doszło do wypadku?...

- Jak doszło do wypadku?
- Panie doktorze, żona mnie rzuciła!
- Ale czy to jest pow├│d, ┼╝eby skaka─ç z 3-go pi─Ötra?
- Nie rozumie pan. Mówię "żona mnie rzuciła", a nie "zostawiła"!

- Halina, kuźwa, co Święty...

- Halina, kuźwa, co Święty Mikołaj robi w szafie?!
- Spełnia moje życzenia.