#it
emu
psy
syn

CUDA...

CUDA

Siedzimy sobie przy piwku. Kumpel niedawno ochajtany chwali się swoim nowym sprzętem AGD zakupionym do wspólnego małżeńskiego mieszkania:
- Stary! Ta pralka ma takie bajery o kt├│rych cz┼éowiek nie ┼Ťni┼é (tu podaje te wszystkie nowinki technologiczne...). Jednym s┼éowem ta pralka jest cudowna!
Na co drugi kumpel:
- Cudowna to jest woda w Licheniu...

MOŻE ŁYŻKĄ DO BUTÓW?...

MOŻE ŁYŻKĄ DO BUTÓW?

Jestem w biedronce, stoj─Ö przy kasie, na ta┼Ťmie pierdo┼éy pierwszej potrzeby w tym jajka. Pani nabija, jedzie po kolei, dosz┼éa do jajek. Przesuwa i przesuwa po czytniku, a ta bestia nic. Stara si─Ö dziewczyna - a tu ze strony jajek echo... Zdenerwowana wrzeszczy do jakie┼Ť kole┼╝anki:
- Jaaaaaaaadzia, jajka mi nie wchodz─ů!
Ja w jokera, a facet za mn─ů;
- Wie pani, jajka zazwyczaj nie wchodz─ů...

Modlitwa dziewczyny przed...

Tre┼Ť─ç tylko dla doros┼éych. Zaloguj si─Ö lub zarejestruj aby potwierdzi─ç sw├│j wiek.

MO┼╗E LEPIEJ NIE POMAGA─ć?...

Tre┼Ť─ç tylko dla doros┼éych. Zaloguj si─Ö lub zarejestruj aby potwierdzi─ç sw├│j wiek.

Salcie przychodzi do...

Salcie przychodzi do Mo┼Ťka i m├│wi:
- Mosiek, zaszłam...
- To odejd┼║...
- Ale to nie jest do odchodzenia, tylko do pieprzenia.
- To odpieprz si─Ö...

Przyjecha┼éy┼Ťmy z przyjaci├│┼ék─ů...

Przyjecha┼éy┼Ťmy z przyjaci├│┼ék─ů na studia do Krakowa, gdzie wynaj─Ö┼éy┼Ťmy mieszkanie. Okolica super, ch┼éopaki wok├│┼é jeszcze lepsi. Zrobi┼éy┼Ťmy jedn─ů dom├│wk─Ö, poznaj─ůc przy tym naszych nowych s─ůsiad├│w, kt├│rzy byli mega fajni. Jakie┼Ť dwa tygodnie p├│┼║niej zaprosi┼éy┼Ťmy ich znowu. Przyszli "z lekka zawiani", na tyle dobrze, by w naszej kuchni powiedzie─ç do siebie "p├│┼észeptem", tak aby┼Ťmy nie s┼éysza┼éy: "Ch┼éopie, ale one brzydkie, ale maj─ů sish─Ö!" Dla nas mega YAFUD bo s┼éysza┼éy┼Ťmy to, a dla koleg├│w z Brzeska serdeczne pozdrowienia. YAFUD

I O TO CHODZI!...

Tre┼Ť─ç tylko dla doros┼éych. Zaloguj si─Ö lub zarejestruj aby potwierdzi─ç sw├│j wiek.

Zaczn─Ö od tego i┼╝ je┼╝d┼╝─Ö...

Zaczn─Ö od tego i┼╝ je┼╝d┼╝─Ö konno od parunastu ju┼╝ lat. Par─Ö lat temu rozwa┼╝a┼éam wykupienie specjalnego ubezpieczenia dla je┼║d┼║c├│w. Jako i┼╝ by┼éam wtedy niepe┼énoletnia przedstawi┼éam sw├│j pomys┼é rodzicom, kt├│rym przypad┼éo to do gustu, gdy┼╝ skoki kt├│re trenuje s─ů niezwykle urazow─ů dyscyplin─ů. Um├│wi┼éam si─Ö z tat─ů i┼╝ za┼éatwimy to zaraz po weekendzie. Na weekend tymczasem pojecha┼éam jak zwykle do stajni w kt├│rej trenowa┼éam, na cotygodniowy weekend w siodle. W tym czasie tak nieszcz─Ö┼Ťliwie spad┼éam z konia, i┼╝ sko┼äczy┼éo si─Ö to 2 operacjami (strzaskany piszczel, z┼éamanie otwarte) i ponad rokiem w gipsie. YAFUD

PERFEKCYJNE WYKONANIE...

PERFEKCYJNE WYKONANIE

To by┼é jeden z tych nudnych poniedzia┼ék├│w, kt├│re nachodz─ů z regu┼éy po niedzielach. Nie spodziewa┼éem si─Ö niczego, co mog┼éoby poprawi─ç m├│j humor, bezwzgl─Ödnie zepsuty przez budzik elektroniczny marki Thompson. Na budzik by┼éem obra┼╝ony ┼Ťmiertelnie, gdy┼╝ z uporem bezrozumnej i bezdusznej maszyny, kaza┼é mi wstawa─ç do roboty.
Przy kawie sprawdzi┼éem tylko jeszcze list─Ö stu najbogatszych ludzi na ┼Ťwiecie...
Nie by┼éo mnie... Dopi┼éem kaw─Ö, westchn─ů┼éem ci─Ö┼╝ko, ogarn─ů┼éem si─Ö troch─Ö, po czym wsiad┼éem do samochodu z zamiarem udania si─Ö do tyrki.
Sta┼éem w┼éa┼Ťnie, oczekuj─ůc na luk─Ö ┼╝eby w┼é─ůczy─ç si─Ö do ruchu, zg┼éo┼Ťni┼éem radio, gdy to zobaczy┼éem...
Po przeciwleg┼éym pasie ruchu, porusza┼é si─Ö osobnik w garniturze i s─ůdz─ůc po jego kocich ruchach, w stanie lekko-p├│┼é-┼Ťmiesznym, z r─Ök─ů ostrzegawczo wyci─ůgni─Öt─ů przed siebie ala "M┼éode Wilki", zmuszaj─ůc nadje┼╝d┼╝aj─ůce samochody do omini─Öcia go szerokim ┼éukiem.
Kilka w┼éa┼Ťnie go omin─Ö┼éo, gdy z przeciwka nadjecha┼é nie pierwszej ┼Ťwie┼╝o┼Ťci Kamaz...
Kierowca zatrzyma┼é si─Ö przed go┼Ťciem, wyszed┼é z kabiny, strzeli┼é mu niez┼é─ů pecyn─Ö w ┼éeb, a┼╝ tamten wywali┼é si─Ö na trawnik, na poboczu. Niby nic ┼Ťmiesznego... Z os┼éupienia wyrwa┼éy mnie s┼éowa piosenki lec─ůcej w radiu:
ÔÇ×...TRZEBA WIEDZIE─ć KIEDY ZE SCENY ZEJ┼Ü─ć... NIEPOKONANYM...ÔÇŁ
- ┼Üwi─Öta racja - pomy┼Ťla┼éem i w ko┼äcu ruszy┼éem...

HERBATKA...

HERBATKA

Cz┼éapi─Ö sobie dzi┼Ť z rana do poide┼éka, ┼╝eby kubeczek czarnej, na oprzytomnienie sobie sporz─ůdzi─ç. Podchodz─Ö, a przede mn─ů stoi kole┼╝anka. Mi┼ée i urocze dziewcz─Ö, ale jako┼Ť tak ma┼éo rozgarni─Öte raczej. Zapewne nie by┼éo by nic podchwytliwego w robieniu herbaty, gdyby nie fakt, ┼╝e cukier w cukiernicy wyszed┼é dzie┼ä wcze┼Ťniej i kto┼Ť podrzuci┼é troch─Ö cukru w saszetkach z promocji "Twillings". Owe saszetki wygl─ůdaj─ů, jak torebki herbaty, znaczy maja nadrukowana perforacje, sznureczek i wystaj─ůcy kartonik z logo Twillings. I jakie┼╝ by┼éo moje zdumienie, gdy ujrza┼éem dwie takie papierowe saszetki gor─ůczkowo mieszane przez kole┼╝ank─Ö w kubku herbaty. Nic nie powiedzia┼éem. Zala┼éem swoja kawusie, po czym demonstracyjnie oddar┼éem gore saszetki z cukrem, wsypuj─ůc zawarto┼Ť─ç do kubka.
Mina kole┼╝anki - bezcenna.
A teraz siedzi i tak dziwnie zerka na mnie z za monitora.
Nie b├│j si─Ö, nikomu nie powiem...