emu
psy
syn

Idzie turysta i nagle...

Idzie turysta i nagle widzi bac─Ö kucaj─ůcego sobie w krzakach.
- Baco, co robicie?
- No srom, nie widzisz?
- A gacie?
- Łoo k***a!!

Co my┼Ťli Ryszard Rembiszewski...

Co my┼Ťli Ryszard Rembiszewski gdy siedzi na sedesie?
- Komora losowania jest pusta, nast─Öpuje zwolnienie blokady...

Urodziny killera. Zebrali...

Urodziny killera. Zebrali si─Ö koledzy z bran┼╝y, siedz─ů, pij─ů, jedz─ů ciasteczka, wymieniaj─ů do┼Ťwiadczenia zawodowe. Przysz┼éa pora wr─Öczania prezent├│w. Wstaje najlepszy kumpel solenizanta i powiada:
- Mowa moja b─Ödzie kr├│tka, super z ciebie go┼Ť─ç, my┼Ťmy si─Ö z kolegami z┼éo┼╝yli - i podaje solenizantowi pi─Ökny sk├│rzany futera┼é.
Solenizant otwiera, w ┼Ťrodku najnowszy krzyk mody w dziedzinie karabin├│w snajperskich - z lazernym celownikiem, cynglem-sznellerem, ┼éadowark─ů i wygrawerowan─ů dedykacj─ů.
- Nooo, chłopaki! - wzruszył się solenizant.
- Poczekaj, to jeszcze nie wszystko - musisz go wypr├│bowa─ç - tu wr─Öczaj─ů mu kontrakt na kropni─Öcie klienta za milion zielonych.
- Takiego prezentu jak żyję nie dostałem - rozczula się solenizant.
- Poczekaj, to jeszcze nie wszystko!
Prowadz─ů go do ogrodu, a tam do drzewa przywi─ůzany facet z workiem na g┼éowie.
- To jest ten klient, co go masz kropn─ů─ç!
Killer rozklejony zupe┼énie, ┼ézy wzruszenia mu si─Ö do oczu cisn─ů, tymczasem jeden z go┼Ťci podchodzi do klienta z workiem na g┼éowie, ┼Ťci─ůga worek, a facio dr┼╝─ůcym g┼éosem zaczyna ┼Ťpiewa─ç:
"Happy birthday to you, happy birthday to you!...."

Szpital, oddział położniczy......

Szpital, oddział położniczy...
Trzy kobiety (murzynka, wrocławianka, warszawianka) urodziły synów, niestety pielęgniarki były roztargnione i pomyliły dzieci.
Jako ze matki nie doszły jeszcze do siebie postanowiono aby to ojcowie rozpoznali swoich synów.
Przychodzi wrocławianin, lekarz się pyta:
- "Kt├│ry jest pana syn?"
Na to ojciec wskazuje na murzyna. Lekarz zw─ůtpi┼é i pyta si─Ö:
- "Czy jest pan pewien?"
Na to Wrocławianin:
- "Tak, nie będę ryzykował Warszawiaka"

Ładna, młoda dziewczyna...

┼üadna, m┼éoda dziewczyna posz┼éa ze swojej wsi na targ do pobliskiego miasteczka na zakupy. Poby┼éa jednak przy straganach d┼éu┼╝ej ni┼╝ zamierza┼éa i musia┼éa wraca─ç po zmierzchu. Traf chcia┼é, ┼╝e w tym samym czasie t─ů sam─ů drog─ů wraca┼é do wsi tak┼╝e ros┼éy, cichy ch┼éopak z s─ůsiedniego gospodarstwa. Id─ů, id─ů d┼éu┼╝sz─ů chwil─Ö, po czym dziewczyna rzuca:
- Wiesz, zastanawiam si─Ö, czy s┼éaba i bezbronna dziewczyna, taka jak ja, powinna w─Ödrowa─ç po ciemku z silnym, wielkim m─Ö┼╝czyzn─ů, takim jak ty.
Ch┼éopak ignoruje j─ů i nic nie odpowiada. Id─ů dalej i za kilka minut ona znowu zaczyna:
- Prawie mi straszno tak i┼Ť─ç samej z tob─ů, w tych ciemno┼Ťciach. Jeszcze przysz┼éoby ci co┼Ť do g┼éowy...
- S┼éuchaj - m├│wi ch┼éopak - wracam z targu, w jednej r─Öce nios─Ö kur─Ö i ┼éopat─Ö, a w drugiej trzymam wiadro i sznurek, na kt├│rym prowadz─Ö koz─Ö. Jak mia┼ébym ci co┼Ť zrobi─ç?
Dziewczyna po d┼éu┼╝szym namy┼Ťle odpowiada:
- Przysz┼éo mi tylko tak do g┼éowy, ┼╝e gdyby┼Ť wbi┼é w ziemi─Ö ┼éopat─Ö, przywi─ůza┼é do niej koz─Ö, a kur─Ö przykry┼é wiadrem - to wtedy by┼éabym dopiero w tarapatach!

- Oskar┼╝ony, przyznajecie...

- Oskarżony, przyznajecie się do wzięcia łapówki?
- Tak.
- Co zrobili┼Ťcie z pieni─Ödzmi?
- Podarowa┼éem wysokiemu s─ůdowi.
- .... Zarz─ůdzam przerw─Ö do 16:00.