#it
emu
psy
syn

Uciekaj─ů partyzanci,...

Uciekaj─ů partyzanci, goni─ů ich Niemcy. Wpadli do obory, patrz─ů sk├│ra z krowy le┼╝y na s┼éomie, no to bach, Franek poszed┼é w prz├│d, J├│zek w ty┼é i udaj─ů krow─Ö. Niemcy wpadli do obory, zobaczyli zachudzone zwierz─Ö, a ┼╝e to gospodarny nar├│d, to postanowili co┼Ť z tym zrobi─ç. Franek (ten z przodu) z przera┼╝eniem szepce do J├│zka:
- Jezus Maria, oni kube┼é siana nios─ů, co robi─ç ?
- Jedz Franiu jedz, bo si─Ö wyda.
W┼Ťciek┼éy Franio ze┼╝ar┼é co mu dali i widzi, ┼╝e id─ů z dok┼éadk─ů.
- Jezus Maria, oni drugi kube┼é siana nios─ů, co robi─ç ?
- Jedz Franiu jedz, bo si─Ö wyda.
Zeżarł, a za chwilę:
- Rany Boskie oni z wiadrem wody id─ů. Co robi─ç ?
- Pij Franiu pij, bo si─Ö wyda.
Wypił, i jak głupi rechocze. Pyta się Józek:
- Ty, Franek z czego tak rechoczesz ?
- Trzymaj si─Ö mocno J├│ziu. Oni byka prowadz─ů

Polak, Rosjanin i Niemiec...

Polak, Rosjanin i Niemiec sa na pustyni, ledwo zywi. Nagle spotykaja lampe z dzinem. Glaskaja ja i wychodzi dzin:
- Jest was trzech, wiec kazdy ma jedno zyczenie.
Rosjanin:
- Chce do mamy!
Niemiec:
- Chce do domu!
Na to Polak:
- Hmm, zostalem sam, troche smutno. Chce zeby tamci dwaj wrocili!

Ukrainiec żenił się z...

Tre┼Ť─ç tylko dla doros┼éych. Zaloguj si─Ö lub zarejestruj aby potwierdzi─ç sw├│j wiek.

Do hotelu w Zwi─ůzku Radzieckim...

Do hotelu w Zwi─ůzku Radzieckim p├│┼║n─ů por─ů przyby┼é podr├│┼╝ny:
- Poprosz─Ö o pok├│j na jedn─ů noc.
- Niestety, mamy tylko wolne jedno miejsce w pokoju pi─Öcioosobowym.
- Może być, w końcu to tylko jedna noc - odpowiedział podróżny i pomaszerował do wskazanego pokoju.
U┼éo┼╝y┼é si─Ö wygodnie i zamierza┼é zasn─ů─ç, ale wsp├│┼étowarzysze grali w bryd┼╝a, opowiadali sobie kawa┼éy i co chwila wybuchali g┼éo┼Ťnym ┼Ťmiechem.
Podróżny ubrał się i zszedł do recepcji:
- Poprosz─Ö 5 herbat na g├│r─Ö za jakie┼Ť 10 minut.
Wrócił do pokoju i mówi:
- Panowie tak swobodnie opowiadacie sobie dowcipy, a przecież tutaj może być założony podsłuch!
- Co pan! W hotelu?
- Możemy to łatwo sprawdzić - panie kapitanie! Poproszę 5 herbat pod 14-stkę.
Rzeczywi┼Ťcie, w tym momencie przynosz─ů herbat─Ö.
Wsp├│┼étowarzysze z lekk─ů obaw─ů k┼éad─ů si─Ö spa─ç.
Rano podr├│┼╝ny wstaje i widzi, ┼╝e pr├│cz niego w pokoju nie ma nikogo.
Schodzi do recepcji:
- Co się stało z moimi współlokatorami?
- Rano zabrała ich milicja.
- A mnie dlaczego nie zabrali?
- Bo kapitanowi spodoba┼é si─Ö ten dowcip z herbat─ů.

Jechali poci─ůgiem Polak,...

Jechali poci─ůgiem Polak, Niemiec i Rusek. Za┼éo┼╝yli si─Ö o to, kto jest szybszym z┼éodziejem.
Niemiec m├│wi:
- Dajcie mi dwadzie┼Ťcia sekund i zga┼Ťcie ┼Ťwiat┼éo.
Po dwudziestu sekundach zapalaj─ů, niby nic si─Ö nie zmieni┼éo, a tu nagle Niemiec oddaje im zegarki.
Rusek m├│wi:
- Dajcie mi dziesi─Ö─ç sekund i zga┼Ťcie ┼Ťwiat┼éo.
Po dziesi─Öciu sekundach zapalaj─ů, niby nic si─Ö nie zmieni┼éo, a tu nagle Rusek oddaje im kalesony.
Polak m├│wi:
- Dajcie mi pi─Ö─ç sekund i zga┼Ťcie ┼Ťwiat┼éo.
Po pi─Öciu sekundach zapalaj─ů, niby nic si─Ö nie zmieni┼éo, a tu nagle wchodzi konduktor i m├│wi:
- Panowie koniec jazdy, kto┼Ť nam zakosi┼é lokomotyw─Ö

Na lotnisku w Bostonie...

Na lotnisku w Bostonie z samolotu wysiada facet i biegnie do męskiej toalety. W toalecie jest dosyć tłoczno, ale jednak udało mu się znaleźć wolny pisuar przy którym mógł sobie ulżyc po wypiciu paru drinków w czasie lotu.
Sika sobie spokojnie, kiedy facet przy pisuarze obok m├│wi do niego:
- Jest Pan ┼╗ydem?
- Tak
- Pochodzi Pan z Sadbury?
- Tak
- Pana rodzina ucz─Öszcza┼éa do synagogi w tym mie┼Ťcie?
- Tak - m├│wi po raz kolejny - Ale nie przypominam sobie ┼╝eby┼Ťmy sie znali. Sk─ůd Pan tyle o mnie wie?
- St─ůd drogi Panie, ┼╝e rabbi Mi┼äski z synagogi w Sadbury, jest jedynym znanym mi rabbim, kt├│ry podczas obrzezania tnie pod k─ůtem, a Pan w┼éa┼Ťnie leje mi do buta!

Władze rosyjskie postanowiły...

Władze rosyjskie postanowiły wydać Czukczom dowody osobiste.
Do takich dowod├│w potrzeba naturalnie zdj─Ö─ç. Jedynemu fotografowi na Czukotce szybko si─Ö robota znudzi┼éa i stwierdziwszy, ┼╝e i tak wszyscy jednakowo wygl─ůdaj─ů, doszed┼é do wniosku, ┼╝e wystarczy sfotografowa─ç jednego, a wszystkim pozosta┼éym robi─ç odbitki z tego jednego negatywu.
Wszystko szło pięknie do momentu, kiedy jeden z Czukczów zgłosił reklamację:
- To nie moje zdj─Öcie!
- No jak┼╝e nie twoje? Twoje! Twoja morda!
- Morda moja, kufajka nie moja.

Wchodzi Amerykanin do...

Wchodzi Amerykanin do baru w Polsce i m├│wi:
- S┼éysza┼éem, ┼╝e wy Polacy to jeste┼Ťcie straszni pijacy. Za┼éo┼╝─Ö si─Ö o 500$, ┼╝e ┼╝aden z was nie wypije litra w├│dki jednym haustem. W barze cisza. Ka┼╝dy boi si─Ö podj─ů─ç zak┼éad. Jeden go┼Ťciu nawet wyszed┼é. Mija kilka minut, wraca ten sam go┼Ťciu, podchodzi do Amerykanina i m├│wi:
- Czy tw├│j zak┼éad jest wci─ů┼╝ aktualny?
- Tak. Kelner! Litr w├│dki podaj!
Go┼Ťciu wzi─ů┼é g┼é─Öboki oddech i fruuu... z litra w├│dki zosta┼éa pusta butelka. Amerykanin stoi jak wryty, wyp┼éaca 500$ i m├│wi:
- Je┼Ťli nie mia┼éby┼Ť nic przeciwko, m├│g┼ébym wiedzie─ç, gdzie wyszed┼ée┼Ť kilka minut wcze┼Ťniej?
- A, poszedłem do baru obok sprawdzić, czy mi się uda...

Przy wsp├│lnym obiedzie...

Przy wsp├│lnym obiedzie rozmawiaj─ů katolik, protestant, muzu┼émanin i ┼╝yd.
Katolik:
- Jestem tak bogaty, ┼╝e zamierzam kupi─ç CitiBank.
Protestant:
- Ja jestem bardzo bogaty i kupi─Ö sobie General Motors.
... Muzułmanin:
- Ja jestem bajecznie bogatym ksi─Öciem... Kupi─Ö Microsoft
Zapad┼éa cisza, wszyscy czekaj─ů co odpowie ┼╝yd. Ten spokojnie zamiesza┼é kaw─Ö, obliza┼é ┼éy┼╝eczk─Ö i od┼éo┼╝y┼é j─ů na spodek. Nast─Öpnie popatrzy┼é na pozosta┼éych biesiadnik├│w i m├│wi:
- A ja nie sprzedaj─Ö.

Starsza kobieta sprz─ůtaj─ůc...

Starsza kobieta sprz─ůtaj─ůc strych znalaz┼éa pe┼én─ů, zakurzon─ů butelk─Ö. Z grubsza j─ů przeciera i odczytuje, ┼╝e na butelce napisane jest:
"Kon jak".
My┼Ťli sobie pewnie koniak.
Schodzi ze strychu i m├│wi do dziadka:
- Dziadek patrz co znalazłam. Pełna buteleczka koniaku. Pewnie stara.
Dziadek na to:
- To dawaj j─ů op─Ödzlujemy.
Wypili ca┼é─ů butelk─Ö, poszli do ┼é├│┼╝ka i figlowali a┼╝ do rana.
Rano dziadek m├│wi do babki:
- Babka co to za butla była?
Babka przeciera butelkę do końca i czyta:
- Koń jak nie może dwie krople na wiadro.