Kt贸r臋dy nad morze?

Dw贸ch typk贸w pyta mieszka艅c贸w Szczecina, kt贸r臋dy doj艣膰 nad morze. Reakcje ludzi bezcenne!

Julia jak zwykle sta艂a...

Julia jak zwykle sta艂a na balkonie. Czeka艂a.
Powoli zapada艂a noc, a jego nie by艂o. Wygl膮da艂a go ju偶 od kilku dni,
skubi膮c ze zniecierpliwienia i tak ju偶 porwane firanki. Zazwyczaj stawa艂
pod oknem i g艂o艣nym okrzykiem obwieszcza艂 swoje przybycie. Tym razem
jednak mocno si臋 sp贸藕nia艂. Kiedy ju偶 mia艂a zamkn膮膰 okno i uda膰 si臋 na
spoczynek, us艂ysza艂a jego - wywo艂uj膮cy dr偶enie serca - mocny, m臋ski
g艂os:

- PANI JULIO!!! RENTA!!!

Pracownik cz臋sto sp贸藕nia艂...

Pracownik cz臋sto sp贸藕nia艂 si臋 do pracy, bo zasypia艂. Kierownik zagrozili ch艂opu zwolnieniem i biedak kupi艂 sobie kilka budzik贸w. Kt贸rego艣 dnia budzi si臋 rano 8:15 (do pracy na 8). Budziki nawet nie gdakn臋艂y. Przera偶ony leci do s膮siada - dentysty i m贸wi:
- Rwij pan 4 z臋by z przodu i poma偶 pan mi twarz krwi膮, powiem, 偶e mia艂em wypadek.
Po zabiegu, pyta dentysty ile si臋 nale偶y, ten m贸wi 400z艂. Go艣膰 zdziwiony m贸wi, 偶e normalnie jest 40z艂 od sztuki, dentysta na to:
- Tak, ale dzisiaj jest niedziela...

Lech Kaczy艅ski umar艂....

Lech Kaczy艅ski umar艂. Jego dusza pow臋drowa艂a do bram nieba, gdzie czeka艂 na niego 艣w. Piotr. Piotr zatrzymuje Lecha i m贸wi:
- S艂uchaj, stary. Z kim艣 takim jak ty nie mamy do czynienia na co dzie艅, mamy wi臋c specjaln膮 procedur臋 dla takich przypadk贸w. Szef ka偶e ci sp臋dzi膰 jeden dzie艅 w piekle, i jeden w niebie, 偶eby艣 m贸g艂 sobie sam wybra膰 miejsce zamieszkania. Tam, gdzie wybierzesz, sp臋dzisz wieczno艣膰.
U艣miechni臋ty Kaczy艅ski odpowiada:
- Ale ja ju偶 wybra艂em, chce do nieba!
Na to Piotr:
- Przykro mi, takie s膮 zasady.
Wi臋c Lech wsiad艂 najpierw do windy prowadz膮cej do piek艂a. Winda si臋 zatrzyma艂a, drzwi si臋 otwieraj膮. Widok wprawia pasa偶era w zaskoczenie.
Przed nim jest zielone pole golfowe, obok wida膰 pawilon klubowy. Siedz膮 tam wszyscy jego nie偶yj膮cy przyjaciele, rodzina, elegancko ubrani. Na jego widok biegn膮 z otwartymi ramionami i witaj膮 go rado艣nie, a nast臋pnie zapraszaj膮 na wytrawn膮 kolacj臋 z szampanem i kawiorem. Przy kolacji odwiedza ich diabe艂, tak samo elegancko ubrany, czysty, ogolony itd. Przynosi im lody.
Gdy Lech ko艅czy pi膮ty kieliszek szampana, diabe艂 m贸wi:
- 艢mia艂o, Leszku, wypij nast臋pny.
- No, nie wiem czy to wypada...
- Spoko, tu jest piek艂o i wszystko wolno!
**
Po 24 godzinach sp臋dzonych w piekle Lech zaczyna si臋 powa偶nie zastanawia膰. "W sumie diabe艂 to fajny go艣膰, kulturalny, opowiada 艣mieszne dow...y. Nie jest tak 藕le, ale zobaczymy, jak b臋dzie w niebie."
Przysz艂a kolej na wizyt臋 w niebie. Co prawda czysto, 艂adnie, wok贸艂 sami mili ludzie i oczywi艣cie Szef. Lech czuje si臋 troszk臋 nieswojo, zw艂aszcza 偶e zamiast dobrego klubu jest zwyczajna jad艂odajnia, nikt nie opowie 艣wi艅skiego dow...u ani wulgarnie nie za偶artuje. W dodatku wszyscy ci膮gle powtarzaj膮 o "wieczystym pokoju" i generalnie jest mi艂o, ale nieciekawie.
Gdy przyszed艂 czas na wyb贸r, Kaczy艅ski przychodzi do 艣w. Piotra i m贸wi:
- Widzisz, Piotrze... niebo niew膮tpliwie te偶 ma zalety itd, ale chyba jednak wola艂bym p贸j艣膰 do piek艂a...
Piotr oczywi艣cie nie kwestionowa艂 wyboru. Nagle Kaczy艅ski poczu艂, 偶e traci grunt pod nogami i po kr贸tkim locie twardo wyl膮dowa艂 na spalonej, ognistej ziemi. Rozejrza艂 si臋 wok贸艂 i z przera偶eniem stwierdzi艂, 偶e piek艂o ju偶 nie jest wspania艂膮 sielank膮. Przed nim by艂a tylko smo艂a, sadza i unosi艂 si臋 smr贸d palonych zw艂ok. Ujrza艂 swoich przyjaci贸艂 poddawanych okrutnym torturom, skutych 艂a艅cuchami. Nagle poczu艂 kud艂at膮, 艣mierdz膮c膮 艂ap臋 diab艂a na swoim garniturze. Przestraszony, spyta艂:
- Kolego diable, a gdzie si臋 podzia艂o pole golfowe, klub i szampan? Czemu nie jest ju偶 tak pi臋knie, jak by艂o tu wczoraj?
Na to diabe艂 z u艣miechem:
- Wczoraj mieli艣my kampani臋 wyborcz膮. Dzi艣, synku, zag艂osowa艂e艣 na nas.

Mam dow贸d w kszta艂cie...

Mam dow贸d w kszta艂cie ko艂a, ze zdj臋ciem w rogu.

Gdzie jest najwi臋ksza...

Gdzie jest najwi臋ksza niesprawiedliwo艣膰?
W ko艣ciele. Wszyscy si臋 sk艂adaj膮, a tylko jeden pije.

Sprzecza si臋 dw贸ch peda艂贸w:...

Tre艣膰 tylko dla doros艂ych. Zaloguj si臋 lub zarejestruj aby potwierdzi膰 sw贸j wiek.

Pewnego razu Romek i...

Pewnego razu Romek i Jarek stan臋li obok siebie przy pisuarach.
K膮tem oka Romek zauwa偶y艂, 偶e cz艂onek Jarka jest kr臋ty niczym korkoci膮g.
- Cholercia - rzek艂 Romek przygl膮daj膮c si臋 uwa偶niej. - Nigdy w 偶yciu takiego
nie widzia艂em!
- To znaczy jakiego?
- Tak zawini臋tego jak 艣wi艅ski ogon!
- A tw贸j jest jaki? - zagai艂 Jarek.
- No... Normalny, prosty. Sam zobacz.
- Popatrz no... Do dnia dzisiejszego my艣la艂em, 偶e wszystkie s膮 takie jak m贸j - odpar艂 zbity z tropu Jarek i zaduma艂 si臋 g艂臋boko.
Roman sko艅czy艂 szasowanie balastu i zacz膮艂 energicznie potrz膮sa膰 swoim przyrodzeniem.
- Co robisz? - zainteresowa艂 si臋 Jarek. - Po co to?
- Wiesz, strz膮sam ostatnie kropelki. Jak zwykle.
- Psia ma膰! - j臋kn膮艂 Jarek. - Ja od dziecka wykr臋cam.