Z życia wzięte

WYŻEBRANY LAPTOP...

WYŻEBRANY LAPTOP

Znajomy mieszkający na drugim końcu Polski często molestuje mnie telefonami w stylu "padł mi komputer (a nic nie robiłem) i co teraz". Tak się złożyło, że odwiedził rodzinę w mojej okolicy i wyżebrał ode mnie na kilka dni laptopa. Dzwoni razu pewnego i mówi do mnie:
- Nie da się wyłączyć.
Mówię, że wyłącza się tak samo jak jego desktopa. Odpowiedź:
- Hmm. Wyciągam wtyczkę z gniazdka i nic się nie dzieje.

Zawsze wiem, kiedy moja...

Treść tylko dla dorosłych. Zaloguj się lub zarejestruj aby potwierdzić swój wiek.

KOMBINACJE BRATA...

KOMBINACJE BRATA

Leżę sobie pewnej nocy w łóżku i jestem bliski zaśnięcia, gdy nagle słyszę w kuchni jakieś głosy. Było już trochę po północy, więc się zdziwiłem, że więcej niż jeden członek mojej rodziny jeszcze nie śpi. Po chwili przysłuchiwania się stwierdziłem, że to mój brat przeprowadza monolog po cichu, który brzmiał mniej więcej tak:
- Taaak... Strzelę sobie malutką tableteczkę na dobry sen i popijemy tym Zaje****ym proszkiem to może będę miał fajną fazę w nocy.
I w tym momencie daje się słyszeć złowieszczy śmiech... (powagi sytuacji odbiera trochę fakt, że starał się nikogo nie obudzić). Zaniepokojony eksperymentami otwieram drzwi i mówię:
- Powaliło cię? Co tym tam bierzesz?
- Popijam Alermed wapnem, a co?
Brat ma alergię...

WESOŁA ORKIESTRA...

WESOŁA ORKIESTRA

Tournee orkiestry symfonicznej po Hiszpanii... Ostatnia impreza, wszyscy schlani w trupa i jeden koleś schlany do nieprzytomności. Podobno od dawna miał depresję, myśli samobójcze i tego właśnie wieczoru postanowił skończyć ze swoim życiem. Gdy wyskoczył z drugiego piętra, nikt nawet nie zauważył. Myśląc, że poszedł na dziwki, koledzy spakowali mu wszystkie rzeczy (razem z paszportem) i pojechali na lotnisko z nadzieją, że w ostatniej chwili dołączy. Nie dołączył. Za to zadzwonił z konsulatu następnego dnia, a jego opowieść zaczynała się od słów:
- Budzę się spieczony na raka, w samych bokserkach, rozglądam się i patrzę, że leżę na markizie nad knajpą pełną ludzi…

JAK ZEPSUĆ BRATU ŚLUB...

JAK ZEPSUĆ BRATU ŚLUB

Tuż przed złożeniem przez Młodych przysięgi małżeńskiej, księżulo zaczął przedmowę:
- Zatem witam stojącą tu przed nami parę, o ile mogę jeszcze tak powiedzieć, MŁODYCH ludzi...
W tym momencie nie wytrzymałem (brat młodszy ode mnie o cztery lata...) i "po cichu" wycedziłem przez zęby:
- Nawet mnie nie wkurzaj...Z chichotów dokoła mnie wywnioskowałem, że to jednak nie było po cichu, a dziki wzrok księżula skierowany w moją stronę utwierdził mnie w tym...

NOWY ADRES...

NOWY ADRES

Współmałżownik upomniał się żebym mu podała nowego e-mila. Jako, że od lat korzystam z wp, więc końcówka była standardowa: wp.pl. Początek natomiast związany z konkretną działalnością, nazwijmy ją (lekko modyfikując dla niepoznaki): koral szczecin. I co zrozumiał mój boski mąż: oral szczecin @ w dupe pl

JAK BABA...

JAK BABA

Dzisiaj po nocnej zmianie, wpadam do sklepu, gdzie zazwyczaj robię zakupy, wiadomo, śniadanko itp. Siłą rzeczy jako stały klient kojarzę Panie (one mnie też), co czasami owocuje miłą pogawędką nie tylko o tym, co mam w koszyku.
Dzisiejsza rozmowa była jednak wyjątkowa.
Wyłożyłem na ladę, co tam miałem, pani na kasę nabiła, kartę wzięła, śmig, przez terminal i w tym momencie ja:
- O kurcze miałem jeszcze coś kupić.
- To nie problem, zaraz wycofamy i nabijemy jeszcze raz (czy coś w ten deseń).
- Niiie, no nie będę robił kłopotu, dajmy spokój, mogłem głupi, niemądry pomyśleć wcześniej…(i na moje nieszczęście pod nosem odruchowo mi się wyrwało):
- No jak Baba normalnie, jak baba.
Na co Pani:
- Że co proszę? Jak to jak baba?
Ohhho widzę, że leżę i kwiczę:
- To znaczy nieee, to tak tylko w przenośni (mętnie się tłumaczę).
Na co Pani, nachylając się nad ladą w moim kierunku, z dziwnym uśmiechem:
- To ja ci jak nie baba powiem, że w nocy okres dostałam i lepiej dla wszystkich będzie, jak nikt od rana wk*rwiał mnie nie będzie…
Wymiękłem. Jak ja się tam jutro pokażę?

JEDNAK ROZPOZNAJĄ...

JEDNAK ROZPOZNAJĄ

Tytułem wprowadzenia - kolega, fajtłapa taki trochę, zalał aparat fotograficzny piwem. Konkretnie - wrzucił go do plecaka razem z 2 butelkami Perły, a potem potknął się o plecak, butelki się stłukły, aparat się wykąpał. I umarł. Dziś siedzimy sobie z nim i z innymi kolegami przy piwku i w/w kombinuje, co tu zrobić i pyta mnie o serwis.

[K1] - Paweł, ale oni rozpoznają, że go zalałem?
[Ja] - Rozpoznają...
[K1] - Ale słuchaj, jak?
[Ja] - (Tłumaczę jak rozpoznają.)
[K1] - No, ale ja go wypłukałem z tego piwa i wysuszyłem, chwilę potem działał, to może jednak nie rozpoznają, że zalany?
[Ja] - Rozpoznają.
[K1] - Ale ja go z tego piwa wypłukałem, jak poznają, że zalałem go piwem?

W tej chwili włącza się kolega drugi, znudzony już męczeniem kolegi pierwszego:

- Zbadają go kufa alkomatem.

Dyskusja na temat aparatu została zakończona.

PIECZYSTE...

PIECZYSTE

Wielu rzeczy w życiu nie robię, a do tego grona zaliczają się dwie:
a) nigdy nie jeżdżę na działkę - alergie mam,
b) nigdy się nie opalam - lubię swoją skórę.
Traf chciał, że byłam zmuszona jechać, a że wiaterek był i raz chmurki, raz słoneczko to nawet nie zauważyłam, kiedy moje plecy przybrały kolor purpury.
Odrobiwszy pańszczyznę, stęskniona komplementów pojechałam do mojego chłopaka. Wchodzę, piszczę, że mnie te nieszczęsne plecy bolą i czekam na całusa. Wtem z drugiego końca mieszkania słychać jego matkę przebywającą w kuchni:
- Co tam?
On banan na twarzy i odkrzykuje:
- Pieczyste przyszło!
Ona:
- Dzisiaj to jest wieprzowina gotowana!
Chłopak woła na mnie teraz moja wieprzowinko.