psy
#it
hit
fut
lek
emu
syn

AWARIA SPRZĘTU...

AWARIA SPRZĘTU

Było sobie dwóch moich kolegów. Jeden "techniczny inaczej", tj. dwie lewe nogi do prostych czynności eksploatacyjnych i naprawczych sprzętu bardziej skomplikowanego od młotka, drugi - jeszcze większy techniczny analfabeta.
Pewnego dnia jadąc razem samochodem, odwiedzili stację benzynową. Ten większy niedojda postanowił, że dopompuje koło.
Jak postanowił, tak zaczął wdrażać. Poszedł po sprzęt i zaczął go taszczyć w kierunku zaparkowanego samochodu. Tymczasem z budynku stacji wyszedł pracownik i z coraz większym zainteresowaniem przyglądał się całej operacji.
Niosący sprzęt poczuł na sobie spojrzenie, odwrócił się i zapytał:
- Co, zepsute jest?
Na co pracownik stacji flegmatycznie:
- Co zepsute? Ta gaśnica?

OKAZJA ŻEBY SIĘ POCHWALIĆ...

OKAZJA ŻEBY SIĘ POCHWALIĆ

Pojechałem wczoraj do marketu. Nie lubię, ale jak trzeba to trudno, co robić...
Jak zwykle problem ze znalezieniem miejsca na parkingu - czyli standard. Wtem - jest! Widzę gościa przy samochodzie - stop, lewy kierunkowskaz, wychylam się przez okienko i grzecznie pytam:
- Wyjeżdża pan?
Facet odpowiedział błyskawicznie, z nieskrywaną dumą i radością:
- Tak! Na dwa dni do Zakopanego...

PAKOWANIE...

PAKOWANIE

Słowem wstępu: znajoma moja wraz ze swym "nawleczonym" przeprowadzili się byli do mieszkania jej kuzynki w celu opiekowania się nieletnią córką tejże. Młoda dziś miała lecieć do Irlandii, gdzie aktualnie wojaże prowadzą jej rodzice.
Hist(o/e)ria właściwa:
My siedzimy w dużym, młoda w swoim pokoju wraz ze swym chłopakiem. Cisza u nich jak makiem zasiał, więc pada pytanie:
- Młoda pakujesz się?
Otrzymała zwięzłą odpowiedź:
- Nie, bo mnie Zenek* pakuje.
Jeszcze nigdy nie widziałem takiego sprintu w wykonaniu mej znajomej.

*- imię zmienione celowo

Pokłóciłam się dzisiaj...

Pokłóciłam się dzisiaj z chłopakiem podczas jazdy do pracy kolejką. Tak się na mnie wkurzył, że wysiadł na najbliższym przystanku. Chwilę później pojawili się kanarzy i dostałam mandat za jazdę bez biletu, który miał przy sobie mój chłopak. YAFUD

Jechał facet samochodem...

Jechał facet samochodem i zachciało mu się do WC . Dojechał do stacji benzynowej i udał się do kibla. Kiedy już siedział i skoncentrował się, usłyszał jak ktoś wchodzi do kabiny obok. Po chwili z tejże kabiny dobiegło pytanie:
- Cześć, co tam u ciebie słychać?
Facet głupio się poczuł, na ogół nie rozmawiał z obcymi i to jeszcze takim miejscu... Ale niepewnie odpowiedział.
- Nic, wszystko w porządku...
- Słuchaj, a powiedz mi co zamierzasz tutaj zrobić?
- No, nie wiem... - facet coraz bardziej czuł się skrępowany tą wymianą zdań.
- A gdzie jedziesz?
- Jadę do Gdańska a potem wracam do Katowic...
- Wiesz co, zadzwonię do ciebie później. Jakiś debil w kiblu obok odpowiada na wszystkie moje pytania!

Kobiecy narząd rozrodczy...

Treść tylko dla dorosłych. Zaloguj się lub zarejestruj aby potwierdzić swój wiek.

KLUCZ DO SUKCESU...

KLUCZ DO SUKCESU

Mój ojciec, jako klient VIP w Selgrosie, miał dostać klucze do miejsca parkingowego VIPowskiego. Zależało mu nich bardzo i udał się do zarządcy obiektu, aby dostać je jak najszybciej – jeszcze przed galą, na której wszyscy oficjalnie mieli je dostać. Zarządca nie chciał się zgodzić, bo kluczyk był jeden i nie było jeszcze kopii, ale zamęczany długimi prośbami, w końcu się zgodził. Tato klucz dostał, dorobił sobie i oddał.
Na gali z wielką fetą wręczono kilkanaście kluczy, które pasowały do... ojca skrzynki. Bo Tato zamienił niechcący kluczyki i oddał nie ten.

We furmankę z dużą siłą...

We furmankę z dużą siłą walnęło BMW.
Kierowca wysiadł i patrzy.
Wóz cały rozwalony, konie leżą w stanie agonalnym, woźnica bez nóg.
Żal mu się zrobiło koni, więc wyjąl pistolet i zastrzelił jednego konia potem drugiego.
W końcu podchodzi do woźnicy a ten widząc co się dzieje zarzucił kurtkę na obcięte nogi i mówi:
- Panie mnie nawet nie drasnęło.

MOŻE LEPIEJ NIE POMAGAĆ?...

Treść tylko dla dorosłych. Zaloguj się lub zarejestruj aby potwierdzić swój wiek.

BALLADA O GŁODNYM SKINIE...

BALLADA O GŁODNYM SKINIE

Pracuję ci ja od miesięcy już zbyt wielu na nocnej zmianie na stacji benzynowej w Nowej Zelandii. Praca jak praca - da się wyżyć, jednakże ze względu na właśnie nocną porę miałem niejednokrotnie okazję poznać "podziemie" Kiwilandii: ot, przynajmniej raz czy dwa dziennie (nocnie?) przypałęta mi się jakiś (najczęściej maoryski) "gangsta", panienki z pobliskiego domku rozrywki wpadną wraz z "menadżerem" po słodycze, czasem pojawi się jakiś nawiedzony (jak dziadek na wózku obwieszony łańcuchem-krowiakiem z dredami owiniętymi wokół klamerek do wieszania bielizny). Aż razu pewnego drzwi otworzył pan o nieco bardziej znajomym wyglądzie:
Wysokie glany, szerokaśne białe szelki spinające spodnie moro, koszulka "White Power" i oczywiście znaczny ubytek owłosienia na głowie.
Jak już mówiłem nie takie rzeczy widziałem, więc zgodnie z zasadą "nasz klient nasz, k*wa, pan" grzecznie pozdrawiam i zapytuję czy szanowny pan ma dobry wieczór. Zamiast odpowiedzieć młodzian wskazał mi wyciągniętą ręką mniej więcej w kierunku sufitu (zapewne wskazując iż powinienem wytrzeć pajęczyny z kątów) po czym zaczął badać zawartość mojego sklepiku. Z aryjską pogardą ominął półkę z czekoladę, nawet nie spojrzał w kierunku chińskich zupek, nie on będzie wspierał amerykańskie żydostwo z Coca-Coli... Wreszcie oczy jego padły na chleb. Biały. Niemal defiladowym krokiem podszedł do półki i przygarnął w ramiona ze dwa bochenki... Po czym iście olimpijskim sprintem uciekł ze sklepu.
Ok, trochę mnie to zszokowało... Spisuję więc numery jego samochodu i dzwonię na policję:
- Haloo, miałem tu jednego skina...
- Taak, wiemy, ponoć 10 minut temu ukradł kurczaka z rożna z innego nocnego.
- No popatrz pan, do mnie wpadł po chlebek... Pewno do tego kurczaka.