Z życia wzięte

Zawsze wiem, kiedy moja...

Treść tylko dla dorosłych. Zaloguj się lub zarejestruj aby potwierdzić swój wiek.

SZTUCZKA...

SZTUCZKA

Siedzimy sobie na grillu. Piwko. No góra sześć. Nagle wpada córka naszych znajomych (lat 5) i krzyczy:
- Mama! Mama! A Marek (lat3) umie sztuczkę zrobić! Mama!
- Jaką sztuczkę skarbie?
- Potrafi trzymać wyprostowanego siusiaka bez trzymania rękami!

CAŁE ŻYCIE CZŁOWIEK SIĘ UCZY...

CAŁE ŻYCIE CZŁOWIEK SIĘ UCZY

Zaliczywszy uprzednio sporą glebę z własnego bicykla, postanowiłem udać się do najbliższego szpitala celem opatrzenia krwawiącej tętniczo rany. Po perturbacjach na izbie przyjęć zostałem w końcu przyjęty na Szpitalny Oddział Ratunkowy. Zamontowałem się na jednej z leżanek w sali zabiegowej i zaczynam nasłuchiwać dochodzące zewsząd odgłosy: jęki zszywanej obok facetki, to znów krzyki menela awanturującego się z policjantem. W końcu do moich uszu dochodzi rozmowa dwóch pielęgniarek:
- Fredzia, robiłaś ty kiedy EKG? Bo brakuje nam personelu.
- W sumie to nie, ale mogę zroobić...
I bądź tu, pacjencie, spokojny o swe zdrowie...

KOMBINACJE BRATA...

KOMBINACJE BRATA

Leżę sobie pewnej nocy w łóżku i jestem bliski zaśnięcia, gdy nagle słyszę w kuchni jakieś głosy. Było już trochę po północy, więc się zdziwiłem, że więcej niż jeden członek mojej rodziny jeszcze nie śpi. Po chwili przysłuchiwania się stwierdziłem, że to mój brat przeprowadza monolog po cichu, który brzmiał mniej więcej tak:
- Taaak... Strzelę sobie malutką tableteczkę na dobry sen i popijemy tym Zaje****ym proszkiem to może będę miał fajną fazę w nocy.
I w tym momencie daje się słyszeć złowieszczy śmiech... (powagi sytuacji odbiera trochę fakt, że starał się nikogo nie obudzić). Zaniepokojony eksperymentami otwieram drzwi i mówię:
- Powaliło cię? Co tym tam bierzesz?
- Popijam Alermed wapnem, a co?
Brat ma alergię...

WESOŁA ORKIESTRA...

WESOŁA ORKIESTRA

Tournee orkiestry symfonicznej po Hiszpanii... Ostatnia impreza, wszyscy schlani w trupa i jeden koleś schlany do nieprzytomności. Podobno od dawna miał depresję, myśli samobójcze i tego właśnie wieczoru postanowił skończyć ze swoim życiem. Gdy wyskoczył z drugiego piętra, nikt nawet nie zauważył. Myśląc, że poszedł na dziwki, koledzy spakowali mu wszystkie rzeczy (razem z paszportem) i pojechali na lotnisko z nadzieją, że w ostatniej chwili dołączy. Nie dołączył. Za to zadzwonił z konsulatu następnego dnia, a jego opowieść zaczynała się od słów:
- Budzę się spieczony na raka, w samych bokserkach, rozglądam się i patrzę, że leżę na markizie nad knajpą pełną ludzi…

WPADKA POLICJANTA...

WPADKA POLICJANTA

Tak mi się przypomniała historia znajomego policjanta.

Stał sobie policjant od rana na skrzyżowaniu, zły, bo zimno, nudno i nogi bolą. Gwizdnął, obrócił się i macha babie za kierownicą, żeby jechała. Baba stoi. Macha dalej, baba nic. W końcu zły powiedział cicho w przestrzeń:
- No jedź, ty głupia k***o!
Baba jak na zawołanie pojechała. Za chwilę przychodzi do niego na piechotę i wręcza mu karteczkę. A na karteczce napisane:
- Jestem osobą głuchoniemą, czytam z ruchu warg. Dlaczego nazwał mnie pan głupią k***ą?

JEDNAK ROZPOZNAJĄ...

JEDNAK ROZPOZNAJĄ

Tytułem wprowadzenia - kolega, fajtłapa taki trochę, zalał aparat fotograficzny piwem. Konkretnie - wrzucił go do plecaka razem z 2 butelkami Perły, a potem potknął się o plecak, butelki się stłukły, aparat się wykąpał. I umarł. Dziś siedzimy sobie z nim i z innymi kolegami przy piwku i w/w kombinuje, co tu zrobić i pyta mnie o serwis.

[K1] - Paweł, ale oni rozpoznają, że go zalałem?
[Ja] - Rozpoznają...
[K1] - Ale słuchaj, jak?
[Ja] - (Tłumaczę jak rozpoznają.)
[K1] - No, ale ja go wypłukałem z tego piwa i wysuszyłem, chwilę potem działał, to może jednak nie rozpoznają, że zalany?
[Ja] - Rozpoznają.
[K1] - Ale ja go z tego piwa wypłukałem, jak poznają, że zalałem go piwem?

W tej chwili włącza się kolega drugi, znudzony już męczeniem kolegi pierwszego:

- Zbadają go kufa alkomatem.

Dyskusja na temat aparatu została zakończona.

PIECZYSTE...

PIECZYSTE

Wielu rzeczy w życiu nie robię, a do tego grona zaliczają się dwie:
a) nigdy nie jeżdżę na działkę - alergie mam,
b) nigdy się nie opalam - lubię swoją skórę.
Traf chciał, że byłam zmuszona jechać, a że wiaterek był i raz chmurki, raz słoneczko to nawet nie zauważyłam, kiedy moje plecy przybrały kolor purpury.
Odrobiwszy pańszczyznę, stęskniona komplementów pojechałam do mojego chłopaka. Wchodzę, piszczę, że mnie te nieszczęsne plecy bolą i czekam na całusa. Wtem z drugiego końca mieszkania słychać jego matkę przebywającą w kuchni:
- Co tam?
On banan na twarzy i odkrzykuje:
- Pieczyste przyszło!
Ona:
- Dzisiaj to jest wieprzowina gotowana!
Chłopak woła na mnie teraz moja wieprzowinko.

NAUKA NIE IDZIE W LAS...

Treść tylko dla dorosłych. Zaloguj się lub zarejestruj aby potwierdzić swój wiek.

MA PLAN...

MA PLAN

Mieszkałem w tym roku w akademiku. Mieszkał też Antek - doktorant z wydziału biologii czy czegoś pokrewnego (nigdy mi się to głowy nie trzymało). Któregoś razu siedzieliśmy sobie przy piwku i Antek rozżalony opowiada.
- No nie potrafię tego pojąć. Często mi się zdarza wracając spod prysznica zabrać żel do pokoju. Siadam sobie na przykład do komputera i po jakiejś godzince olśnienie: "Zostawiłem żel!". Wracam do łazienki, otwieram kabinę, a tam tylko pusta butelka. No chamstwo normalnie. Bo już nie chodzi do pieniądze, tylko o pewne zasady.
No cóż począć przyznałem rację, Antek ciągnie dalej z błyskiem w oku:
- Ale teraz mi do głowy przyszedł pomysł, jak załatwić takich cwaniaczków. Spreparuję w laboratorium (tu padła nazwa jakiejś substancji), wleję ją do pustej butelki po żelu i zostawię pod prysznicem. Ktoś się natrze nieswoim żelem - proszę bardzo. Tylko, że ta substancja jest rakotwórcza. Po jakimś czasie organizm zacznie niedomagać, a po dłuższym okresie możliwy jest zgon - morderstwo doskonałe!
W tym momencie zaśmiał się złowieszczo, zrobił pauzę i zaczął znowu:
- Albo nie! Mam lepszy plan! Wezmę butelkę po żelu, naleje do niej oleju i zostawię w kabinie.

MAŁY PORUCZNIK...

MAŁY PORUCZNIK

Kolega zwierzył mi się niedawno, po pijaku, że ma pewne problemy z erekcją. Co prawda dziewczynę ma wyrozumiałą, ale męska duma cierpi jak cholera. Jako że weekend spędzaliśmy razem (w dwie pary), podczas niedzielnego śniadania zadałem mu wiele mówiące pytanie:
- I jak tam?
- Spoko, mój mały porucznik spisał się na medal!
Na co ja z pewną konsternacją:
- Ej, przecież on zawsze był mały kapitan?
- Po tym, co odj*bał w zeszły piątek został dożywotnio zdegradowany...

WYZWANIE DLA FRYZJERKI...

WYZWANIE DLA FRYZJERKI

Dzisiaj z synem (czterolatek, to ten z foty w moim profilu) poszliśmy do fryzjera (syn zarośnięty jak Ukrainiec, jak mawia mój tata, cokolwiek by to miało znaczyć). Namawiałem go od dłuższego czasu, a dziś w końcu łaskawie wyraził zgodę i po wyjściu z przedszkola nastał sądny dzień.
Przed samym salonem płacz, bojaźń i wszelkie możliwe wykręty, bo ja się boję, a czy będzie bolało itd, itp, i po ok. 20 min, jest zgoda, w końcu wchodzimy. Szymek powiedział, że idzie za mną, tedy ja pewnym krokiem do jednej z Pań, zęby suszę z radości że w końcu i w te oto słowa:
- Czy da Pani radę obciąć małego?
No i tutaj mina dziewczyny i dwóch koleżanek obok (całkiem apetycznej zresztą;-)), jak to mówią, bezcenna.

Dopiero po kilku sekundach odnalazłem młodego schowanego za jednym z filarów.

DOBRZE PRACUJĄCE WINO...

DOBRZE PRACUJĄCE WINO

Nastawiliśmy z żonem wino. Balon postawiliśmy w sypialni bo tam najmniej przeszkadza.
Coś nie chciało zacząć pracować i poskarżyłam się żonu, że nie bombluje. W końcu zaczęło! Po jakimś czasie znowu nie słyszę bulbul. Patrzę, w rurce wody nie ma. Mówię do żona, że strasznie mocno musi pracować skoro wypluwa całą wodę z rurki. Dolałam wody.
Za czas jakiś przychodzi żon do kuchni, mało ze śmiechu nie pęknie. Pytam: Co jest? A on na to: To nie wino tak pracuje, że wodę wypluwa, to Natala (lat 3) ją wypija.
Podchodzi wyciąga rurkę i chlup!

DZIECKO WINNE...

DZIECKO WINNE

Koleżanka z pracy opowiadała o swojej córce - mała ma parę miesięcy:
Od dwóch miesięcy mówi "tata" i "baba" (to o opiekunce), a "mama" jakoś nie miała ochoty powiedzieć. W końcu, kiedy zmywałam naczynia, a ona chciała czegoś ode mnie - powiedziała: "mama". No i z radości to aż łzy mi zaczęły lecieć. Zawołałam męża, powiedziałam mu co się stało, a on [do małej] z wyrzutem:
- No i co zrobiłaś? Teraz mama płacze.

ORSZAK ŚLUBNY...

ORSZAK ŚLUBNY

Sobota, leniwe popołudnie - obiad, jakiś film itp. Za oknem przejeżdża kawalkada trąbiących i ustrojonych w balony pojazdów.
Zastanawiam się:
- "Ciekawe, kto właśnie wziął ślub?".
Syn (z powagą i kamienną twarzą):
- "Może miejscowy proboszcz?"

JAK ZOSTAĆ OFIARĄ...

JAK ZOSTAĆ OFIARĄ

Zdarzyło się Szwagierce, że korzystając z usług PKP została okradziona/zagubiła wszelkie dokumenty, portfel oraz telefon komórką zwany. Stało się to z dala od miejsca zamieszkania, więc o perypetiach związanych z powrotem nawet nie wspomnę. Akcja ma miejsce już po powrocie do domu, gdzie cała rodzina stara się dociec: co? jak? kiedy? dlaczego? w jaki sposób? i najważniejsze - co teraz?
Wszyscy mędrkują, a nagle odzywa się siedzący do tej pory cicho Dziadek:
- Wiesz co Monisiu, musisz Ty iść na policję zgłosić te dokumenty. Tylko zgłoś że Ci ukradli - to będziesz ofiara, bo jak powiesz, że zgubiłaś, to będziesz pierdoła.

WARUNKI GWARANCJI...

WARUNKI GWARANCJI

Byłam z moją przyjaciółką na próbnym czesaniu fryzury ślubnej. (Nie, to nie ja w ten kierat dożywotni wchodzę lecz ona) Po zakończonym czesaniu fryzjer się produkuje:
- Wie pani, to jeszcze będzie w dzień ślubu zupełnie inaczej wyglądało. Ja tu jeszcze końcówki podetnę i taki lakier mrożący położę. Ale jak już będzie po wszystkim, to nie, że narzeczony coś chce ten tego tylko głowę pod zimną wodę i nie ruszamy włosów!

KTO MIAŁ RACJĘ?...

KTO MIAŁ RACJĘ?

Kumpel mi dzisiaj opowiadał jak wracali z urlopu w Chorwacji w parę osób busem. Z tyłu siedział kolega, który zaraz po przekroczeniu granicy rozpoczął powrót do polskich korzeni tzn. powrotny ochlaj polskich alkoholi, za ostatnie polskie pieniądze, na każdej stacji.
Byli już kilkanaście kilometrów od Warszawy. Prędkość około 40-50 km/h, bo jadą akurat przez jakieś miasteczko niewielkie. Kolega siedzący z tyłu wyczaił jakieś laski na chodniku co mu się bardzo podobały. Otworzył jedno skrzydło drzwi w busie i trzymając się drugiego zaczął coś tam do tych lasek bełkotać (znaczy się bajera maksymalna itp.). Nie zauważył przy tym, że drugie skrzydło drzwi nie było zabezpieczone i jak to skrzydła czasami mają w naturze - też się rozwinęło... no i poleciał. Bez Red Bull'a...
Kumpel będący kierowcą widział tą całą akcję w lusterku wstecznym. Podobno wyglądało jak na kreskówkach. Koleś wypadł, przeturlał się kilkanaście razy jak piłka (a raczej jak szmaciana lalka) i zniknął mu z pola widzenia. Masakra. Pisk hamulców. W samochodzie cisza. No zabił się jak nic!
Wylatują z samochodu i lecą go szukać. I proszę. Kolo nieco zamroczony siedzi na chodniku, ale jest przytomny. Łokcie i kolana jedna krwawa miazga. Łeb rozbity. Pluje krwią. Masuje sobie te kolana pokrwawione pokrwawionymi dłońmi, łeb ze krwi obciera... Piła X normalnie...
Pochylają się nad nim i pytają się go:
- DŻIZUS SMARIA !!! Stary - Ty żyjesz ?
A koleś (nadal ze 3 promile oczywiście):
- No i zobaczcie... yyy... zobaczcie... a miałem założyć te nowe długie spodenki, co se kupiłem, bo mówiliście, że będzie zimnoooo... a nie jest zimnoooo... i założyłem krótkieeeee... a tak to bym se je na kolankach poprzecierałłłłłłłłł... No i kto miał rację??? JAAAAK ZWYKLEE JAAAA!

TAKT PERKUSISTY...

TAKT PERKUSISTY

Kolega perkusista wyjechał na wakacje grać na statku i dyscyplinarnie wrócił po tygodniu...
Pytamy, co się stało:
- Widzicie...Drugiego dnia w trakcie bankietu zaczął się sztorm. Była jedna babka na wózku inwalidzkim i nie zaciągnęła sobie hamulca. Po którymś z przechyłów poleciała z 20 metrów po równi pochyłej i przypieprzyła w ścianę. I w trakcie grobowej ciszy, która zapadła, ja chciałem rozładować atmosferę i...
- No co zrobiłeś, kretynie? Mów!
- Walnąłem tusz... ''tududum - tsst''

ZŁA KOLEJNOŚĆ...

Treść tylko dla dorosłych. Zaloguj się lub zarejestruj aby potwierdzić swój wiek.

HONOR OBRONIONY...

HONOR OBRONIONY

Opowiedział mi to znajomy, a jego żona to potwierdziła.
Oto jego relacja.
Byliśmy parą przez kilka lat już na studiach.
Po nich zamieszkaliśmy razem w innym mieście, ale do ślubu nie było nam spieszno.
Zacząłem więc bywać (ale tylko na wielkich) imprezach rodzinnych rodziny mojej, wówczas tylko -dziewczyny.
Kiedyś pojawiły się dwie ''Stare Panny'', ciotki obecnej żony. Obie typu mohery. Obie po pięćdziesiątce.
Zaczęły temat:
- Jak wam nie wstyd mieszkać razem BEZ ŚLUBU!!
By uciąć temat rzuciłem pół-żartem, pół-serio:
- Teraz to pouczacie, ale za młodu na pewno nie byłyście takie święte. Też pewnie po krzakach poznawałyście życie.
Poskutkowało. Obie wyniośle odpłynęły w dal. Za dwa miesiące znowu impreza. Typu imieniny przyszłego teścia. Te dwie ciotki pojawiły się także, obie z takimi triumfującymi minami. Olałem te miny. Jednak, gdy zasiedliśmy wszyscy przy stole, te stare panny podeszły do mnie, i każda z nich położyła przede mną kopertę.
Po czym usłyszałem:
- I co TERAZ powiesz MŁODY CZŁOWIEKU?????
Zajrzałem do kopert, a tam znalazłem dwa zaświadczenia od ginekologa. Potwierdzały, że każda z nich jest dziewicą.

Publicznie B R O N I Ł Y swojego honoru.

DOBRE WYTŁUMACZENIE...

DOBRE WYTŁUMACZENIE

Wchodzę z kumplem na piwo.
Przy takiej ladzie gdzie pije się na stojąco stoi R. lat 19.
Pomimo młodego wieku już ma drżące ręce.
Czyta gazetę. Gazeta trzepie się jak w przeciągu. Kumpel podchodzi do R i pyta:
- Co ta gazeta tak ci lata? Może ci potrzymać?
Odpowiedź:
- Ja specjalnie, bo przyzwyczaiłem się czytać w autobusach!

PIERWSZE SKOJARZENIE...

PIERWSZE SKOJARZENIE

Ostatnimi czasy spędzamy z ekipą miło czas grając w grę "Tabu". W skrócie polega ona na przekazaniu słowa bez użycia pewnych słów kluczowych. Kumpel opowiada hasło "Golić się".
Kolega:
- No hmm... to jest taka czynność (patrzy na mnie i na kumpla, oboje mamy brody) przydałaby się temu i tamtemu.
Koleżanka pewnym głosem:
- Odwyk