#it
emu
psy
syn

- Co┼Ť taka markotna, Halina?...

- Co┼Ť taka markotna, Halina?
- Prze┼╝ywam wielkie rozczarowanie!
- A co się stało?
- Zakocha┼éam jest w Norbercie, bo by┼é milcz─ůcy i dobrze zbudowany.
- No i...?
- Okaza┼éo, ┼╝e nie mo┼╝e m├│wi─ç, gdy wci─ůga brzuch!

Matka krzyczy na c├│rk─Ö:...

Matka krzyczy na c├│rk─Ö:
- Zabraniam ci wraca─ç tak p├│┼║no do domu. Masz dopiero 17 lat. Ja w twoim wieku...
- Wiem, wiem. - przerywa c├│rka - siedzia┼éa┼Ť stale w domu... Bo ja mia┼éam pi─Ö─ç miesi─Öcy...

Siedzi rumunka z dzieckiem...

Siedzi rumunka z dzieckiem i ┼╝ebrze i smaruje kanapk─Ö dla dziecka g├│wnem. Idzie Amerykanin zobaczy┼é to i z ┼╝alu rzuci┼é jej 100$. Ale rumunka dalej siedzi i t─ů kanapk─Ö smaruje g├│wnem i biadoli daj daj, idzie Niemiec te┼╝ szkoda mu jej si─Ö zrobi┼éo to da┼é 100ÔéČ. Za jaki┼Ť czas idzie Polak i zobaczy┼é kobiet─Ö, kt├│ra dalej smaruje dziecku kanapk─Ö tym g├│wnem i p┼éacze pan bieda daj daj. Na to Polak do niej:
- To po co tak grubo smarujesz

Matematykowi zepsuł się...

Matematykowi zepsu┼é si─Ö kaloryfer. Wezwa┼é hydraulika, ten postuka┼é jakim┼Ť kluczem, pokr─Öci┼é i woda przesta┼éa ciekn─ů─ç. Rado┼Ť─ç matematyka szybko si─Ö sko┼äczy┼éa, gdy fachowiec poda┼é cen─Ö us┼éugi.
- Panie, ale to połowa tego, co zarabiam.
- A gdzie pan pracuje?
- Na uniwersytecie.
- No to przenie┼Ť si─Ö pan do naszej sp├│┼édzielni, pochodzisz pan, popukasz i zarobisz pan cztery razy tyle, co na tym ca┼éym uniwersytecie. Musisz tylko pan p├│j┼Ť─ç do biura, z┼éo┼╝y─ç podanie i ju┼╝. Tylko podaj pan, ┼╝e masz pan siedem klas, bo wy┼╝sze wykszta┼écenie u nas nie pop┼éaca.
Matematyk zrobi┼é tak, jak poinstruowa┼é go fachowiec. Od tej pory jego dola wyra┼║nie si─Ö poprawi┼éa. Ale pewnego dnia przysz┼éo zarz─ůdzenie o podnoszeniu kwalifikacji za┼éogi i skierowano wszystkich, kt├│rzy mieli siedem klas do wieczorowej klasy ├│smej. Pierwsza lekcja - matematyka. Nauczycielka wita wszystkich:
- Dzie┼ä dobry, b─Ödziemy si─Ö uczy─ç matematyki, na pewno wszyscy dostan─ů ┼Ťwiadectwo uko┼äczenia ├│smej klasy. A na razie przypomnimy sobie, co pami─Ötamy jeszcze ze szko┼éy. Mo┼╝e napisze pan wz├│r na pole ko┼éa? - wskaza┼éa na matematyka.
Ten wsta┼é, podszed┼é do tablicy i zacz─ů┼é wyprowadza─ç, bo akurat zapomnia┼é wzoru. Wyprowadza, wyprowadza, zapisa┼é ju┼╝ ca┼é─ů tablic─Ö i w ko┼äcu otrzyma┼é wynik "minus pi er kwadrat". Ten minus mu si─Ö nie podoba, wi─Öc liczy od nowa. Zmaza┼é tablic─Ö, znowu zapisuje wzorami i znowu wynik z minusem.
Zrezygnowany patrzy na klas─Ö oczekuj─ůc podpowiedzi, a wszyscy szepcz─ů:
- Zmień granicę całkowania...

Stalin przemawia do ludu...

Stalin przemawia do ludu i nagle kto┼Ť kichn─ů┼é. Rozjuszony wrzeszczy:
- Kto kichn─ů┼é!
Nikt si─Ö nie odzywa. Stalin na to:
- Rozstrzela─ç pierwszy rz─ůd!
I zn├│w wrzeszczy:
- Kto kichn─ů┼é!
I zn├│w cisza, wi─Öc Stalin wnerwiony m├│wi:
- Rozstrzela─ç drugi rz─ůd!
I zn├│w krzyczy:
- Kto kichnał!
Na to jaki┼Ť staruszek podnosi r─Ök─Ö i m├│wi:
- Ja.
A Stalin na to:
- A to na zdrowie, na zdrowie...

- Cze┼Ť─ç! W┼éa┼Ťnie si─Ö...

- Cze┼Ť─ç! W┼éa┼Ťnie si─Ö dowiedzia┼éem, ┼╝e moja stara zaci─ů┼╝y┼éa!
- A mo┼╝esz mi powiedzie─ç dlaczego walisz z tym do mnie?! Cz┼éowieku, mnie w tym czasie to nawet w mie┼Ťcie nie by┼éo...

Jeden sakrament potrzebuje...

Jeden sakrament potrzebuje ┼Ťwiadka,
Bo to nie tylko sakrament, lecz wpadka.
(Jan Sztaudynger)