#it
emu
psy
syn

Dzisiaj w ko┼Ťciele, bardzo...

Dzisiaj w ko┼Ťciele, bardzo du┼╝o os├│b przypatrywa┼éo mi si─Ö uwa┼╝nie, a nawet ksi─ůdz spojrza┼é na mnie znacz─ůco. By┼éo to co najmniej dziwne, a nie wiedz─ůc o co chodzi, ca┼éy czas poprawia┼éem fryzur─Ö. Odetchn─ů┼éem z ulg─ů kiedy msza sko┼äczy┼éa si─Ö i kiedy wyszed┼éem z ko┼Ťcio┼éa, si─Ögn─ů┼éem po odtwarzacz mp3, ┼╝eby pos┼éucha─ç muzyki w drodze powrotnej. S┼éuchawek nie by┼éo. Mia┼éem je w uszach. YAFUD

Jestem lekarzem. Dzisiaj...

Jestem lekarzem. Dzisiaj pierwszy raz w ┼╝yciu pacjentka zaproponowa┼éa mi ┼éap├│wk─Ö. W postaci dw├│ch z┼éotych, pi─Ö─çdziesi─Öciu groszy. Zapewni┼éa jednocze┼Ťnie o ca┼ékowitej dyskrecji. YAFUD

Przy kasie w supermarkecie...

Przy kasie w supermarkecie - autentyk:
Kolejka przed kas─ů... a w niej stoi facet z kurczakiem.
Po┼éo┼╝y┼é kurczaczka na ta┼Ťmie, ale poniewa┼╝ by┼éa jaka┼Ť dziura w opakowaniu z kurczaka zacz─Ö┼éo ciekn─ů─ç.
Kasjerka uruchomi┼éa ta┼Ťm─Ö - a tu za kurczakiem krwawa plama....
Kasjerka chwyciła za telefon i krzyczy na cały supermaket:
- Prosz─Ö o przybycie pracownika do kasy nr 6 w celu posprz─ůtania ta┼Ťmy. Panu z ptaka pociek┼éo...

Polska reprezentacja...

Polska reprezentacja siatkarzy wygra┼éa z reprezentacj─ů Rosji. Po meczu do prezydenta Polski dochodzi telegram od prezydenta Rosji:
"Gratulacje STOP ropa STOP gaz STOP"

CZEKAM CIERPLIWIE MOMENCIK...

CZEKAM CIERPLIWIE MOMENCIK
Pracuj─Ö w redakcji tygodnika powiatowego. Wysz┼éa raz sprawa nieporz─ůdk├│w ko┼éo remontowanej przychodni lekarskiej. Dzwoni─Ö do szefa firmy, kt├│rej pracownicy beztrosko siej─ů resztki styropianu i innych ┼Ťmieci w promieniu dwustu metr├│w od remontowanego obiektu. Szef zapewnia, ┼╝e jutro posprz─ůtaj─ů, ┼╝e to naprawi─ů, ┼╝e oczywi┼Ťcie, Panie Redaktorze, ┼╝e poczuwamy si─Ö do winy, Panie Redaktorze... Dziesi─Ö─ç minut rozmowy i zapewnie┼ä. Na koniec Standardowa Formu┼éka Rozmowy Telefonicznej:
- Dobrze, Panie Dyrektorze, poprosz─Ö jeszcze Pana imi─Ö i nazwisko do umieszczenia w tek┼Ťcie.
- Momencik...
Czekam cierpliwie. W końcu nie wiadomo, co facet po drugiej stronie robi - może sekretarka kawę przyniosła, albo szuka dowodu osobistego...
- Już Pan zapisał?
- Nie, czekam, a┼╝ Pan mi poda imi─Ö i nazwisko...
- No mówię: Stanisław Momencik.

Wieszałam na balkonie...

Wiesza┼éam na balkonie pranie. Nagle w oddali zobaczy┼éam moje kole┼╝anki. Zacz─Ö┼éy mi macha─ç, wi─Öc te┼╝ im odmacha┼éam. Przesta┼éy macha─ç i spojrza┼éy si─Ö na mnie i krzykn─Ö┼éy: - kim jeste┼Ť? - to ja! okaza┼éo si─Ö ┼╝e to nie by┼éy moje kole┼╝anki i macha┼éy do mojej s─ůsiadki z do┼éu.

ŻARTOWNIŚ...

ŻARTOWNIŚ

Poleciałem rano do spożywczaka bo mi się skończyły różne zapasy...
UWAGA BYŁA ÓSMA RANO! TO WAŻNE!
Przede mn─ů stoi takie indywiduum, kt├│re ostatni raz kontakt z myd┼éem mia┼éo wtedy, kiedy Hannibal powiedzia┼é, ┼╝e ko┼Ťci niejada... czy jako┼Ť tak... i je wyrzuci┼é... czy rzuci┼é... jako┼Ť tak...
Pani sprzedaj─ůca m├│wi :
- Co potrzeba panie Heniu ?
- Chleb kochanieńka...
- Chleb?!
- Hyhy! Żartowałem! Jasne, że winko!

Spotyka kr├│l Edyp Syzyfa...

Spotyka kr├│l Edyp Syzyfa i m├│wi:
- Joł, Rolling Stones!
- Joł, mother fu**er!

KULTURALNE PRZYWITANIE...

KULTURALNE PRZYWITANIE

Jedna z naszych starszych kole┼╝anek zosta┼éa przez nas nakr─Öcona, co by se towara na parkiecie wyrwa┼éa. Sami go wybrali┼Ťmy i za chwil─Ö densowali dzielnie. Wyszli┼Ťmy z sali, na zewn─ůtrz, do naszego stolika.
Kole┼╝anka po chwili wr├│ci┼éa ze swoj─ů "zdobycz─ů". Kole┼Ť tak na oko ze 20 lat, ca┼ékiem nawet pocieszny, ale znalaz┼é si─Ö w z┼éym miejscu, o z┼éym czasie.
- To zapoznaj si─Ö. To moi przyjaciele.
Kolo kiwn─ů┼é g┼éow─ů i m├│wi:
- Cze┼Ť─ç Wam. Kubu┼Ť jestem.
Wyci─ůgn─Öli┼Ťmy do niego ruki:
- Cze┼Ť─ç Kubu┼Ť. A my jeste┼Ťmy Hefalumpy...

PRAWDZIWY CUD...

PRAWDZIWY CUD

Lat temu hoho, siedzimy sobie z kole┼╝ank─ů na schodkach schroniska gdzie┼Ť w polskich g├│rach, wiecz├│r, ┼Ťwierszcze graj─ů, owiewa nas ciep┼éy wieczorny wietrzyk, nagle w tym b┼éogim raju da┼éo si─Ö s┼éysze─ç szybkie, rytmiczne "klap, klap, klap, klap..." W ┼Ťlad za d┼║wi─Ökiem, zza rogu, wybieg┼é osobnik odziany jedynie w bia┼ée slipy, roze┼Ťmiany, dzier┼╝─ůcy w d┼éoni flaszk─Ö, biegn─ůcy z t─ů zdobycz─ů w niewiadomym kierunku.
I nagle jebuuuuuuuut... Osobnik zrobił salto, upadł na krawężnik, przeturlał się, wstał cały zakrwawiony, z rozbitej czachy płynęła mu struga po brodzie, w obdartych kolanach można było dostrzec powbijane drobne kamyczki... Popatrzył na siebie, na flaszkę...:
- TO CUD, CUD, ONA JEST CAŁA!
Klap, klap, klap... I pobiegł dalej...