#it
emu
psy
syn

W mojej rodzinie jest...

W mojej rodzinie jest tradycja, ┼╝e drugie imi─Ö dziewczynki dostaj─ů po babci. Tote┼╝ moja c├│reczka dosta┼éa w spadku rzadkie imi─Ö: Wirydiana. Niestety w USC chyba akurat mieli na sta┼╝u jakiego┼Ť kretyna i dopiero jak dziecko sz┼éo do szko┼éy zorientowa┼éem si─Ö, ┼╝e w akcie urodzenia wpisa┼é jej jako drugie imi─Ö Waleriana. YAFUD

Przychodzi McGuyver do...

Przychodzi McGuyver do sklepu:
-Poprosz─Ö zestaw kluczy narz─Ödziowych, szybko.
-Przykro nam, ale nie ma kluczy.
-A co jest?
-Ketchup
-Mo┼╝e by─ç.

Dzi┼Ť znalaz┼éem Jezusa....

Dzi┼Ť znalaz┼éem Jezusa. Z┼éa wiadomo┼Ť─ç jest taka, ┼╝e znalaz┼éem go w formie betonowej figury, kt├│ra przewr├│ci┼éa si─Ö na moje auto. YAFUD

Przy kasie w supermarkecie...

Przy kasie w supermarkecie - autentyk:
Kolejka przed kas─ů... a w niej stoi facet z kurczakiem.
Po┼éo┼╝y┼é kurczaczka na ta┼Ťmie, ale poniewa┼╝ by┼éa jaka┼Ť dziura w opakowaniu z kurczaka zacz─Ö┼éo ciekn─ů─ç.
Kasjerka uruchomi┼éa ta┼Ťm─Ö - a tu za kurczakiem krwawa plama....
Kasjerka chwyciła za telefon i krzyczy na cały supermaket:
- Prosz─Ö o przybycie pracownika do kasy nr 6 w celu posprz─ůtania ta┼Ťmy. Panu z ptaka pociek┼éo...

Zawsze marzy┼éam o pier┼Ťcionku...

Zawsze marzy┼éam o pier┼Ťcionku z brylantem, cho─ç na co dzie┼ä (poza obr─ůczk─ů) nie nosz─Ö bi┼╝uterii. Z czas├│w przedma┼é┼╝e┼äskich mam trzy z┼éote pier┼Ťcionki, kt├│re spokojnie le┼╝─ů w barku i czekaj─ů na synowe. Na 25-lecie ma┼é┼╝e┼ästwa m├│j m─ů┼╝ wraz z synami kupili mi pier┼Ťcionek z 0,2 karatowym, pi─Öknie wtopionym w bia┼ée z┼éoto brylantem, bior─ůc za wz├│r star─ů bi┼╝uteri─Ö. M├│j wymarzony diament nie wchodzi mi nawet na ma┼éy palec. YAFUD

Bo┼╝e Narodzenie...

Bo┼╝e Narodzenie
Najpierw trzeba, ku**a, kupi─ç prezenty. Oznacza to, ┼╝e b─Öd─Ö lata┼é po sklepach, przepycha┼é si─Ö przez spoconych ludzi z ob┼é─Ödem w oczach, ┼╝eby wyda─ç mn├│stwo kasy na jakie┼Ť pierdo┼éy. Co gorsza, wszystko ju┼╝ kiedy┼Ť komu┼Ť kupi┼éem. Wujek Edek dosta┼é w zesz┼éym roku flaszk─Ö, a przecie┼╝ nie kupi─Ö mu w tym roku ksi─ů┼╝ki, bo ten facet nigdy nie przeczyta┼é nic ponad tekst na etykiecie p├│┼élitr├│wki. <!--break--> Ciocia Jadzia rok temu ukontentowa┼éa si─Ö kremem nawil┼╝aj─ůcym, co go kupi┼éem z przeceny, bo za tydzie┼ä ko┼äczy┼é si─Ö termin wa┼╝no┼Ťci. W tym roku jedynym kosmetykiem dla tej lampucery by┼éby krem przeciwzmarszczkowy, ale po pierwsze, takich zmarszczek ┼╝aden krem nie wyg┼éadzi, a po drugie, przecie┼╝ nie wydam na kosmetyki ca┼éej kasy na Bo┼╝e Narodzenie. I tak ze wszystkimi. Dziecko mord─Ö drze o jaki┼Ť nowy program komputerowy, cho─ç i tak wiadomo, ┼╝e przestanie si─Ö nim zajmowa─ç po 2 godzinach, bo ka┼╝da gra jest dla tego p├│┼é m├│zga za trudna. ┼╗ona b─Ödzie mia┼éa jak zwykle pretensje, ┼╝e Kowalska z jej biura dostanie co┼Ť ┼éadniejszego. W rezultacie kupi─Ö byle co, jak co roku. Potem ┼Ťledzik w pracy z lud┼║mi, kt├│rych mordy s─ů mi nienawistne i patrzenie na m─Öki szefa, kt├│ry ┼╝yczy nam "du┼╝o pieni─Ödzy", cho─ç wszyscy wiedz─ů, ┼╝e dopiero wtedy by┼éby szcz─Ö┼Ťliwy, gdybym pracowa┼é za misk─Ö zupy z brukwi przykuty ┼éa┼äcuchem do komputera. Krwiopijca. Potem wszyscy si─Ö nawal─ů jak szpaki, a pan Henio ob┼Ťlini biust pani Bo┼╝eny z ksi─Ögowo┼Ťci, zamkn─ů si─Ö oboje w archiwum, bo oni zawsze wal─ů si─Ö jak kr├│liki, kiedy s─ů naprani. Nast─Öpnego dnia kac, w dodatku ┼╝ona b─Ödzie robi─ç wym├│wki. Jeszcze tylko trzeba jebn─ů─ç w baniak karpia, bo ma┼é┼╝onka - uwa┼╝acie - wra┼╝liwa jest i na m─Öki zwierz─ůtka nie mo┼╝e patrze─ç, cho─ç mnie m─Öczy od 15 lat bez zmru┼╝enia oka. Garbata owca. A jeszcze przynie┼Ť─ç i przystroi─ç choink─Ö. Z dzieckiem, "┼╝eby mia┼éo ciep┼ée wspomnienia z dzieci┼ästwa", a ono w dupie ma choink─Ö, mnie, Bo┼╝e Narodzenie i wszystko. Jak taki glon emocjonalny mo┼╝e mie─ç jakiekolwiek wspomnienia? No i kolacyjka wigilijna. Rodzinna, ma─ç ich w t─Ö i z powrotem. Jedna wielka m─Öka. Co za kutas wymy┼Ťli┼é ten ┼ézawy termin "rodzinna wieczerza"? Przyjd─ů wszyscy ci, od kt├│rych na co dzie┼ä trzymam si─Ö z daleka z dobrym skutkiem. Usi─ůdziemy za sto┼éem... A nie, pardon, najpierw prezenty! Trzeba b─Ödzie si─Ö k┼éamliwie ucieszy─ç, cho─ç z g├│ry wiem, ┼╝e ten chu**wy krawat kupiony na bazarze od Wietnamczyk├│w dope┼éni┼éby liczn─ů kolekcj─Ö podobnych g├│wien, gdybym oczywi┼Ťcie zawali┼é szaf─Ö takim badziewiem, a nie zaraz nast─Öpnego dnia wyrzuci┼é wszystko do ┼Ťmietnika. Dostan─Ö te┼╝ najta┼äszy koniak i jakie┼Ť kosmetyki. Jakie? B─Öd─Ö wiedzia┼é ostatniego dnia przed Wigili─ů, kiedy w pobliskim supermarkecie zaczn─ů wyprzedawa─ç to, czego nie uda┼éo si─Ö upchn─ů─ç ludziom do wigilii. Po prezentach si─Ö zacznie. Te same krety┼äskie dowcipy wuja Bronka, zw┼éaszcza, ku**a, ten o g─ůsce Balbince. Wszyscy b─Öd─ů dokarmia─ç mojego psa po to, ┼╝eby narzyga┼é w nocy na mnie i po┼Ťciel, bo przecie┼╝ wiadomo ┼╝e ┼Ťpi─Ö z psem. Ciotka za┼ézawi si─Ö po dw├│ch godzinach ┼╝ucia ┼╝arcia z wytrwa┼éo┼Ťci─ů tapira i zacznie p┼éaka─ç, "jak to dobrze, ┼╝e trzymamy si─Ö razem". G├│wno prawda akurat, co wyka┼╝─ů nast─Öpne dwie godziny, kiedy to nawaliwszy si─Ö ju┼╝, zacznie wyzywa─ç swojego ┼Ťlubnego od z┼éamanych chu**w. To oczywi┼Ťcie prawda. Jedyna nadzieja, ┼╝e akurat w tym roku 6-letnia latoro┼Ťl kuzynostwa z ┼üodzi nie nawali w gacie w po┼éowie kolacji i nie zakomunikuje o tym rado┼Ťnie jeszcze przed deserem. Bo to, ┼╝e co┼Ť wywali sobie na ┼éeb ze sto┼éu, to pewne jak w banku. Jeszcze tylko musz─Ö prze┼╝y─ç debilne gadki o polityce, przy kt├│rych wszyscy oczywi┼Ťcie skocz─ů sobie do garde┼é i na siebie si─Ö po obra┼╝aj─ů. Na koniec ciotula Jadzia pu┼Ťci male┼äkiego pawika na ┼Ťcian─Ö ko┼éo swojego fotela i mo┼╝na b─Ödzie odtr─ůbi─ç koniec m─Öczarni. A nie, by┼ébym zapomnia┼é. Kolejn─ů rozrywk─ů b─Ödzie wyprawa na pasterk─Ö, bo to religijna rodzina. No to p├│jd─Ö, cho─ç nikt nigdy nie wyja┼Ťni┼é, po nag┼é─ů cho**r─Ö t┼éuc si─Ö po nocy, ┼╝eby sta─ç na mrozie w bezruchu przez godzin─Ö czy wi─Öcej. Ciekawe, czy moja ma┼é┼╝onka znowu wywinie or┼éa na ryj na schodkach ko┼Ťci├│┼éka - jak to robi od kilku lat z uporem godnym lepszej sprawy? W ko┼Ťciele, je┼Ťli tam si─Ö dopcham, b─Ödzie cuchn─ů─ç jak w gorzelni, bo wierni tylko dlatego stoj─ů na w┼éasnych nogach, bo za du┼╝y t┼éok, ┼╝eby upa┼Ť─ç. Czasem tylko kto┼Ť beknie albo pu┼Ťci g┼éo┼Ťno b─ůka, ale i tak nikt na to nie zwr├│ci uwagi, bo wszyscy drzemi─ů na stoj─ůco. Wracaj─ůc trzeba tylko b─Ödzie uwa┼╝a─ç na ch┼éopc├│w z osiedla, bo w Wigili─Ö katolicka m┼éodzie┼╝ szczeg├│lnie lubi wpi**doli─ç bli┼║niemu. Rok temu zglanowali wujka Edka, ale on chyba tego nie zauwa┼╝y┼é, bo by┼é zalany w p┼éaskorze┼║b─Ö. Wreszcie wychodz─ů z cha┼éupy, wory jedne. Moment zamykania drzwi za ostatnim z tych troglodyt├│w jest najszcz─Ö┼Ťliwsz─ů chwil─ů w moim ┼Ťwi─ůtecznym ┼╝yciu. Kilka dni odpoczynku. Ale mijaj─ů jak z bata strzeli┼é, bo wielkimi krokami zbli┼╝a si─Ö kolejny krety┼äski wynalazek...

Sylwester
Ludzie! Kto to kur**a wymy┼Ťli┼é?! Ju┼╝ od listopada ┼Ťlubna wydala z siebie idiotyczne pomys┼éy, ┼╝eby p├│j┼Ť─ç na "jaki┼Ť bal". Jakby┼Ťmy srali pieni─Ödzmi... Albo ┼╝eby gdzie┼Ť wyjecha─ç, gdzie gor─ůco. A niech se w┼é─ůczy farelk─Ö pod fikusem, b─Ödzie mia┼éa tropiki w cha┼éupie. I tak przecie┼╝ sko┼äczy si─Ö na balandze u Witka. Jasne, trzeba ┼éadnie si─Ö ubra─ç, bo wszystkim si─Ö wydaje, ┼╝e to jaki┼Ť uroczysty dzie┼ä. Czyli ┼╝ona najpierw pu┼Ťci w tr─ůb─Ö p├│┼é bud┼╝etu domowego na jak─ů┼Ť kieck─Ö, w kt├│rej wygl─ůda jak zwykle, czyli jak w worku po nawozach sztucznych. Ale cena taka, ┼╝e za to mo┼╝na by ┼╝ywi─ç jeden powiat w Somalii przez kwarta┼é. Ja si─Ö wbijam w garnitur, bo europejska cywilizacja wymy┼Ťli┼éa, ┼╝e m─Ö┼╝czyzna wygl─ůda dobrze, gdy wdzieje na siebie marynark─Ö, co pije pod pachami. Pod szyj─ů zawi─ů┼╝─Ö sobie kolorowy postronek. I tak mam przewag─Ö, bo prysn─Ö na dzi├│b jak─ů┼Ť wod─Ö kolo┼äsk─ů i jazda, a ma┼é┼╝onka k┼éadzie sobie tapety tyle, ┼╝e palec w to wchodzi do pierwszego stawu, a daje rezultat mumii Tutenchamona zaraz przed konserwacj─ů. I zajmuje ze trzy godziny. ┼üazienka, oczywi┼Ťcie, zaj─Öta i wszyscy pozostali domownicy musz─ů szcza─ç do zlewu. Wiadomo mamusia si─Ö szykuje na sylwestra. U Witka ten sam zestaw ludzki, ale czasem trafia si─Ö co┼Ť nowego, na czym mo┼╝na by oko zawiesi─ç. Jak zwykle nic z tego nie wyjdzie, bo chocia┼╝ Witu┼Ť ma du┼╝─ů cha┼éup─Ö, to ryzyko za du┼╝e. Zreszt─ů ka┼╝da kobitka jeszcze przed p├│┼énoc─ů doprowadza si─Ö do stanu, w kt├│rym wygl─ůda jak kupa. W tym dniu trzeba by─ç radosnym jak m┼éody pies, szczerzy─ç z─Öby w u┼Ťmiechu i rusza─ç w tany, nawet je┼Ťli "ni pyty" nie mam o tym poj─Öcia. Zreszt─ů nikt nie ma, za to wszyscy miotaj─ů si─Ö w konwulsjach i po kr├│tkim czasie cuchn─ů, jak gdyby nie myli si─Ö z tydzie┼ä. Baby w szczeg├│lno┼Ťci. Z facetami jest prostsza sprawa, bo ju┼╝ ko┼éo jedenastej s─ů pijani w sztok i be┼ékocz─ů albo chc─ů rucha─ç wszystko, na co trafi─ů. O p├│┼énocy trzeba obca┼éowa─ç wszystkie te o┼Ťlinione i ┼Ťmierdz─ůce w├│d─ů mordy, ob┼éudnie ┼╝ycz─ůc wszystkiego najlepszego, cho─ç jedyne, o czym wtedy my┼Ťl─Ö, to ┼╝eby ich szlag trafi┼é czym pr─Ödzej. Potem sylwestrowa noc, banalna do b├│lu - rozmazane makija┼╝e kobitek (najlepszy tusz nie wytrzyma, gdy w┼éa┼Ťcicielka walnie mord─ů w sa┼éatk─Ö), ┼Ťpi─ůcy pokotem faceci, jacy┼Ť zarzygani klienci w kiblu. Norma. Ja, oczywi┼Ťcie, nawal─Ö si─Ö ju┼╝ przed p├│┼énoc─ů, ┼╝eby unikn─ů─ç konieczno┼Ťci pota┼äc├│wek i dialog├│w z w┼éasn─ů ┼╝on─ů, bo co jej mo┼╝na nowego powiedzie─ç po 15 latach ma┼é┼╝e┼ästwa? Trzeba tylko doczeka─ç do rana, kiedy rusz─ů pierwsze autobusy, bo zam├│wienie taks├│wki graniczy z cudem. Pijany i ┼Ťmierdz─ůcy autobus dowiezie nas jako┼Ť do domu. Mo┼╝na spa─ç. Prze┼╝y┼éem. Do siego roku.

KOSZTOWNE PIWO...

KOSZTOWNE PIWO

Siedzieli┼Ťmy z ma┼é┼╝owinem w jakiej┼Ť kawiarnio-piwiarni w Dziwn├│wku. Przy stoliku obok siedzia┼éo dw├│ch go┼Ťci w wieku ┼Ťrednim, ka┼╝dy z nich dzielnie dzier┼╝y┼é w d┼éoni kufelek z┼éocistego napoju i tak sobie rozprawiali do┼Ť─ç lu┼║no o "d*pie Maryny". Nagle do jednego z nich podesz┼éa kobieta i za┼╝─ůda┼éa 20 pln. Facet niech─Ötnie si─Ögn─ů┼é do kieszeni, po czym, z wyra┼║nym smutkiem w oczach, wr─Öczy┼é jej banknot. Kobieta oddali┼éa si─Ö ┼Ťwi┼äskim truchtem w kierunku knajpy znajduj─ůcej si─Ö za rogiem. Facet odetchn─ů┼é z ulg─ů i wr├│ci┼é do rozmowy z koleg─ů. Kiedy jego kufelek by┼é ju┼╝ opr├│┼╝niony do po┼éowy, nagle, tu┼╝ obok niego wyros┼éo jak spod ziemi nastoletnie dziewcz─Ö i za┼╝─ůda┼éo kolejnych 20 pln. Facet pomamrota┼é co┼Ť pod nosem, pogrzeba┼é w kieszeni i wr─Öczy┼é banknot c├│rce, kt├│ra oddali┼éa si─Ö niezw┼éocznie. O ma┼éo nie spad┼éam z krzes┼éa, kiedy po kilkunastu minutach przy owym smutnym panu pojawi┼éo si─Ö dzieci─Ö p┼éci ┼╝e┼äskiej i be┼ékocz─ůc co┼Ť w sobie tylko znanym dialekcie (dzieci─Ö ze wzgl─Ödu na m┼éody wiek jeszcze nie zd─ů┼╝y┼éo przyswoi─ç sobie j─Özyka ludzkiego), bez pardonu wsadzi┼éo facetowi r─Ök─Ö do kieszeni. Go┼Ť─ç ca┼ékowicie zrezygnowany wyci─ůgn─ů┼é kilka monet i wr─Öczy┼é dziecku, kt├│re natychmiast odbieg┼éo kaczym k┼éusem za r├│g. Go┼Ť─ç dopi┼é piwo i rzek┼é do kolegi:
- Widzisz J├│zek, ile mnie kurna to jedno piwo kosztuje, jak mnie dziecia znajdo...

KULTURA PRZEDE WSZYSTKIM...

KULTURA PRZEDE WSZYSTKIM

Id─Ö ulic─ů miasteczka. Ludzi wok├│┼é niewiele, ja zatopiony w my┼Ťlach i s┼éonecznym skwarze.
Dziecięcy głosik:
- Dzień dobry!
Rozgl─ůdam si─Ö zaskoczony. Sam umiem przywita─ç dobrym s┼éowem osob─Ö zupe┼énie nieznajom─ů, a i obce dzieci potrafi─ů czasami odezwa─ç si─Ö tak do mnie; teraz jednak nie spodziewa┼éem si─Ö niczego takiego, gdy┼╝ ulica zupe┼énie pusta.
Kto woła?
Aha. Po drugiej stronie, za bram─ů, na ciasnym podw├│rku pomi─Ödzy niezbyt zadbanymi budynkami stoi ch┼éopiec - przedszkolak, mo┼╝e pocz─ůtkuj─ůcy ucze┼ä podstaw├│wki, jednym s┼éowem: f─ůfelek. Stoi bokiem, prawie ┼╝e ty┼éem, ale g┼éowa wykr─Öcona patrzy na mnie i czeka na odpowied┼║.
- Dzie┼ä dobry - odpowiadam i od razu uznaj─Ö f─ůfelka za dziecko kulturalne a┼╝ do przesady, skoro wita przechodnia krocz─ůcego kilka metr├│w za plecami. Jednocze┼Ťnie widz─Ö, ┼╝e ├│w dobrze wychowany ch┼éopiec nieprzypadkowo stoi frontem w inn─ů stron─Ö.
On odlewa si─Ö na krzak porzeczki.

Dzi┼Ť m├│j ch┼éopak powiedzia┼é,...

Dzi┼Ť m├│j ch┼éopak powiedzia┼é, ┼╝e nie k─ůpa┼é si─Ö od kiedy zacz─Öli┼Ťmy by─ç par─ů. Jeste┼Ťmy razem ju┼╝ trzy tygodnie. YAFUD

Wróciłem po 2 latach...

Wr├│ci┼éem po 2 latach z misji. ┼╗ona rzuci┼éa mi si─Ö w ramiona, szukam syna. Okaza┼éo si─Ö, ┼╝e nie m├│g┼é si─Ö ze mn─ů przywita─ç po rozwala┼é BARDZO WA┼╗NEGO potwora. YAFUD