#it
emu
fut
hit
lek
psy
syn

INSTRUKCJA OBS艁UGI...

INSTRUKCJA OBS艁UGI

Dialog telefoniczny mi臋dzy mn膮 a [S]iostr膮 moj膮:
[S] 鈥 No we藕 powiedz, jak to zrobi膰?
[Ja] 鈥 Popychad艂o masz z kt贸rej strony?
[S] 鈥 No z ty艂u.
[Ja] 鈥 To dobrze. Oprzyj si臋 teraz lekko brzuchem na nim i r臋koma z艂ap za takie uszy.
[S] 鈥 No z艂apa艂am.
[Ja] 鈥 To teraz poci膮gnij za nie i potem brzuchem pchnij go w d贸艂 i powinno p贸j艣膰.
[S] 鈥 No ci膮gn臋 i nic.
[Ja] 鈥 Ale i pchaj.
[S] 鈥 No ci膮gn臋 i pcham, i nadal nic.
[Ja] 鈥 To spr贸buj jeszcze oparcie z艂o偶y膰 na p艂asko.
[S] (do mamy) 鈥 Na p艂asko, a nie w pion!
[S] 鈥 Nadal nie idzie.
[Ja] 鈥 To spr贸buj pchn膮膰, tak pod skosem, lekko do przodu.
[S] 鈥 Posz艂o. Ale nie tak, jak trzeba.
[Ja] 鈥 No a jak?
[S] 鈥 Przelecia艂o na drug膮 stron臋.
[Ja] 鈥 Oszsz. To Ty ca艂y czas nie za te uszy ci膮gn臋艂a艣!
[S] 鈥 Nie za te?
[Ja] 鈥 Tam ni偶ej masz inne. Takie z pe艂nymi uszami, bo te, to z takimi po艂贸wkowymi by艂y.
[S] 鈥 Aaaa. Widz臋. To co? Te偶 ci膮gn膮膰?
[Ja] 鈥 No ci膮gnij i pchnij. Jak dobrze poci膮gniesz, to powinno zaskoczy膰.
[S] 鈥 Jeest. W ko艅cu. Dzi臋ki Brat.
[Ja] 鈥 No to cze艣膰. Id臋 och艂on膮膰.

Taak. Tyle wysi艂ku trzeba w艂o偶y膰, by dzieci臋cy w贸zek z艂o偶y膰...

MODNA FRYZURA...

MODNA FRYZURA

Pewnego pi臋knego dnia, wracaj膮c ze szko艂y, moja kole偶anka opowiedzia艂a mi, co wydarzy艂o si臋, gdy by艂a u fryzjera, mianowicie:
鈥濩zaj schemat, by艂am dzisiaj u fryzjera, d艂u偶sze posiedzenie, wiadomo farbowanie w艂os贸w itp... o serio 艂adnie mi?... dobra niewa偶ne, przychodzi troglodyta w ortalionowym ubraniu marki adidas i prosi o fryz z wygolonym wzorkiem z boku g艂owy. Poda艂 rysunek, skomplikowane nawet, jak na miejsce na kt贸rym ma by膰 i technik臋, kt贸r膮 ma by膰 wykonane. Ale nic, fryzjerka zgodzi艂a si臋 i bierze si臋 do roboty, prawie ko艅czy (po 30 minutach m臋czarni). Dresio w miar臋 zadowolony (przynajmniej tak wygl膮da艂) fryzjerka sko艅czy艂a ten przegl膮da si臋 w lustrze i m贸wi:
[Dres] - Wie pani co?
[PF] - ?
[dres] - Pedalsko to wygl膮da, na 艂yso prosz臋.鈥

Przymierza艂am spodnie...

Przymierza艂am spodnie w sklepie NEW YORKER. Niestety drzwiczki przymierzalni s膮 ruchome i nie do zamkni臋cia. Gdy wk艂ada艂am drug膮 nog臋 do spodni straci艂am r贸wnowag臋 i wylecia艂am z przymierzalni, upadaj膮c na pod艂og臋 w... samych stringach. YAFUD

Dwie j膮ka艂y za艂o偶y艂y...

Dwie j膮ka艂y za艂o偶y艂y si臋 o to, kt贸ry pierwszy kupi paczk臋 fajek w sklepie.
Wchpdzi pierwszy i m贸wi:
- Pppoppprooszzzz臋 Wwwwestyy
- Prosz臋 bardzo - m贸wi ekspedientka
Wychodzi, a drugi j膮ka艂a:
- 37 sssekuund. Nnnnie偶lee.
Po czym wchodzi drugi:
- Pppoprrrosz臋臋 eeLeMMy.
- Niebieskie czy czerwone - pyta ekspedientka?
- Tttty kkk***o!

Przychodzi McGuyver do...

Przychodzi McGuyver do sklepu:
-Poprosz臋 zestaw kluczy narz臋dziowych, szybko.
-Przykro nam, ale nie ma kluczy.
-A co jest?
-Ketchup
-Mo偶e by膰.

Bo偶e Narodzenie...

Bo偶e Narodzenie
Najpierw trzeba, ku**a, kupi膰 prezenty. Oznacza to, 偶e b臋d臋 lata艂 po sklepach, przepycha艂 si臋 przez spoconych ludzi z ob艂臋dem w oczach, 偶eby wyda膰 mn贸stwo kasy na jakie艣 pierdo艂y. Co gorsza, wszystko ju偶 kiedy艣 komu艣 kupi艂em. Wujek Edek dosta艂 w zesz艂ym roku flaszk臋, a przecie偶 nie kupi臋 mu w tym roku ksi膮偶ki, bo ten facet nigdy nie przeczyta艂 nic ponad tekst na etykiecie p贸艂litr贸wki. <!--break--> Ciocia Jadzia rok temu ukontentowa艂a si臋 kremem nawil偶aj膮cym, co go kupi艂em z przeceny, bo za tydzie艅 ko艅czy艂 si臋 termin wa偶no艣ci. W tym roku jedynym kosmetykiem dla tej lampucery by艂by krem przeciwzmarszczkowy, ale po pierwsze, takich zmarszczek 偶aden krem nie wyg艂adzi, a po drugie, przecie偶 nie wydam na kosmetyki ca艂ej kasy na Bo偶e Narodzenie. I tak ze wszystkimi. Dziecko mord臋 drze o jaki艣 nowy program komputerowy, cho膰 i tak wiadomo, 偶e przestanie si臋 nim zajmowa膰 po 2 godzinach, bo ka偶da gra jest dla tego p贸艂 m贸zga za trudna. 呕ona b臋dzie mia艂a jak zwykle pretensje, 偶e Kowalska z jej biura dostanie co艣 艂adniejszego. W rezultacie kupi臋 byle co, jak co roku. Potem 艣ledzik w pracy z lud藕mi, kt贸rych mordy s膮 mi nienawistne i patrzenie na m臋ki szefa, kt贸ry 偶yczy nam "du偶o pieni臋dzy", cho膰 wszyscy wiedz膮, 偶e dopiero wtedy by艂by szcz臋艣liwy, gdybym pracowa艂 za misk臋 zupy z brukwi przykuty 艂a艅cuchem do komputera. Krwiopijca. Potem wszyscy si臋 nawal膮 jak szpaki, a pan Henio ob艣lini biust pani Bo偶eny z ksi臋gowo艣ci, zamkn膮 si臋 oboje w archiwum, bo oni zawsze wal膮 si臋 jak kr贸liki, kiedy s膮 naprani. Nast臋pnego dnia kac, w dodatku 偶ona b臋dzie robi膰 wym贸wki. Jeszcze tylko trzeba jebn膮膰 w baniak karpia, bo ma艂偶onka - uwa偶acie - wra偶liwa jest i na m臋ki zwierz膮tka nie mo偶e patrze膰, cho膰 mnie m臋czy od 15 lat bez zmru偶enia oka. Garbata owca. A jeszcze przynie艣膰 i przystroi膰 choink臋. Z dzieckiem, "偶eby mia艂o ciep艂e wspomnienia z dzieci艅stwa", a ono w dupie ma choink臋, mnie, Bo偶e Narodzenie i wszystko. Jak taki glon emocjonalny mo偶e mie膰 jakiekolwiek wspomnienia? No i kolacyjka wigilijna. Rodzinna, ma膰 ich w t臋 i z powrotem. Jedna wielka m臋ka. Co za kutas wymy艣li艂 ten 艂zawy termin "rodzinna wieczerza"? Przyjd膮 wszyscy ci, od kt贸rych na co dzie艅 trzymam si臋 z daleka z dobrym skutkiem. Usi膮dziemy za sto艂em... A nie, pardon, najpierw prezenty! Trzeba b臋dzie si臋 k艂amliwie ucieszy膰, cho膰 z g贸ry wiem, 偶e ten chu**wy krawat kupiony na bazarze od Wietnamczyk贸w dope艂ni艂by liczn膮 kolekcj臋 podobnych g贸wien, gdybym oczywi艣cie zawali艂 szaf臋 takim badziewiem, a nie zaraz nast臋pnego dnia wyrzuci艂 wszystko do 艣mietnika. Dostan臋 te偶 najta艅szy koniak i jakie艣 kosmetyki. Jakie? B臋d臋 wiedzia艂 ostatniego dnia przed Wigili膮, kiedy w pobliskim supermarkecie zaczn膮 wyprzedawa膰 to, czego nie uda艂o si臋 upchn膮膰 ludziom do wigilii. Po prezentach si臋 zacznie. Te same krety艅skie dowcipy wuja Bronka, zw艂aszcza, ku**a, ten o g膮sce Balbince. Wszyscy b臋d膮 dokarmia膰 mojego psa po to, 偶eby narzyga艂 w nocy na mnie i po艣ciel, bo przecie偶 wiadomo 偶e 艣pi臋 z psem. Ciotka za艂zawi si臋 po dw贸ch godzinach 偶ucia 偶arcia z wytrwa艂o艣ci膮 tapira i zacznie p艂aka膰, "jak to dobrze, 偶e trzymamy si臋 razem". G贸wno prawda akurat, co wyka偶膮 nast臋pne dwie godziny, kiedy to nawaliwszy si臋 ju偶, zacznie wyzywa膰 swojego 艣lubnego od z艂amanych chu**w. To oczywi艣cie prawda. Jedyna nadzieja, 偶e akurat w tym roku 6-letnia latoro艣l kuzynostwa z 艁odzi nie nawali w gacie w po艂owie kolacji i nie zakomunikuje o tym rado艣nie jeszcze przed deserem. Bo to, 偶e co艣 wywali sobie na 艂eb ze sto艂u, to pewne jak w banku. Jeszcze tylko musz臋 prze偶y膰 debilne gadki o polityce, przy kt贸rych wszyscy oczywi艣cie skocz膮 sobie do garde艂 i na siebie si臋 po obra偶aj膮. Na koniec ciotula Jadzia pu艣ci male艅kiego pawika na 艣cian臋 ko艂o swojego fotela i mo偶na b臋dzie odtr膮bi膰 koniec m臋czarni. A nie, by艂bym zapomnia艂. Kolejn膮 rozrywk膮 b臋dzie wyprawa na pasterk臋, bo to religijna rodzina. No to p贸jd臋, cho膰 nikt nigdy nie wyja艣ni艂, po nag艂膮 cho**r臋 t艂uc si臋 po nocy, 偶eby sta膰 na mrozie w bezruchu przez godzin臋 czy wi臋cej. Ciekawe, czy moja ma艂偶onka znowu wywinie or艂a na ryj na schodkach ko艣ci贸艂ka - jak to robi od kilku lat z uporem godnym lepszej sprawy? W ko艣ciele, je艣li tam si臋 dopcham, b臋dzie cuchn膮膰 jak w gorzelni, bo wierni tylko dlatego stoj膮 na w艂asnych nogach, bo za du偶y t艂ok, 偶eby upa艣膰. Czasem tylko kto艣 beknie albo pu艣ci g艂o艣no b膮ka, ale i tak nikt na to nie zwr贸ci uwagi, bo wszyscy drzemi膮 na stoj膮co. Wracaj膮c trzeba tylko b臋dzie uwa偶a膰 na ch艂opc贸w z osiedla, bo w Wigili臋 katolicka m艂odzie偶 szczeg贸lnie lubi wpi**doli膰 bli藕niemu. Rok temu zglanowali wujka Edka, ale on chyba tego nie zauwa偶y艂, bo by艂 zalany w p艂askorze藕b臋. Wreszcie wychodz膮 z cha艂upy, wory jedne. Moment zamykania drzwi za ostatnim z tych troglodyt贸w jest najszcz臋艣liwsz膮 chwil膮 w moim 艣wi膮tecznym 偶yciu. Kilka dni odpoczynku. Ale mijaj膮 jak z bata strzeli艂, bo wielkimi krokami zbli偶a si臋 kolejny krety艅ski wynalazek...

Sylwester
Ludzie! Kto to kur**a wymy艣li艂?! Ju偶 od listopada 艣lubna wydala z siebie idiotyczne pomys艂y, 偶eby p贸j艣膰 na "jaki艣 bal". Jakby艣my srali pieni臋dzmi... Albo 偶eby gdzie艣 wyjecha膰, gdzie gor膮co. A niech se w艂膮czy farelk臋 pod fikusem, b臋dzie mia艂a tropiki w cha艂upie. I tak przecie偶 sko艅czy si臋 na balandze u Witka. Jasne, trzeba 艂adnie si臋 ubra膰, bo wszystkim si臋 wydaje, 偶e to jaki艣 uroczysty dzie艅. Czyli 偶ona najpierw pu艣ci w tr膮b臋 p贸艂 bud偶etu domowego na jak膮艣 kieck臋, w kt贸rej wygl膮da jak zwykle, czyli jak w worku po nawozach sztucznych. Ale cena taka, 偶e za to mo偶na by 偶ywi膰 jeden powiat w Somalii przez kwarta艂. Ja si臋 wbijam w garnitur, bo europejska cywilizacja wymy艣li艂a, 偶e m臋偶czyzna wygl膮da dobrze, gdy wdzieje na siebie marynark臋, co pije pod pachami. Pod szyj膮 zawi膮偶臋 sobie kolorowy postronek. I tak mam przewag臋, bo prysn臋 na dzi贸b jak膮艣 wod臋 kolo艅sk膮 i jazda, a ma艂偶onka k艂adzie sobie tapety tyle, 偶e palec w to wchodzi do pierwszego stawu, a daje rezultat mumii Tutenchamona zaraz przed konserwacj膮. I zajmuje ze trzy godziny. 艁azienka, oczywi艣cie, zaj臋ta i wszyscy pozostali domownicy musz膮 szcza膰 do zlewu. Wiadomo mamusia si臋 szykuje na sylwestra. U Witka ten sam zestaw ludzki, ale czasem trafia si臋 co艣 nowego, na czym mo偶na by oko zawiesi膰. Jak zwykle nic z tego nie wyjdzie, bo chocia偶 Witu艣 ma du偶膮 cha艂up臋, to ryzyko za du偶e. Zreszt膮 ka偶da kobitka jeszcze przed p贸艂noc膮 doprowadza si臋 do stanu, w kt贸rym wygl膮da jak kupa. W tym dniu trzeba by膰 radosnym jak m艂ody pies, szczerzy膰 z臋by w u艣miechu i rusza膰 w tany, nawet je艣li "ni pyty" nie mam o tym poj臋cia. Zreszt膮 nikt nie ma, za to wszyscy miotaj膮 si臋 w konwulsjach i po kr贸tkim czasie cuchn膮, jak gdyby nie myli si臋 z tydzie艅. Baby w szczeg贸lno艣ci. Z facetami jest prostsza sprawa, bo ju偶 ko艂o jedenastej s膮 pijani w sztok i be艂kocz膮 albo chc膮 rucha膰 wszystko, na co trafi膮. O p贸艂nocy trzeba obca艂owa膰 wszystkie te o艣linione i 艣mierdz膮ce w贸d膮 mordy, ob艂udnie 偶ycz膮c wszystkiego najlepszego, cho膰 jedyne, o czym wtedy my艣l臋, to 偶eby ich szlag trafi艂 czym pr臋dzej. Potem sylwestrowa noc, banalna do b贸lu - rozmazane makija偶e kobitek (najlepszy tusz nie wytrzyma, gdy w艂a艣cicielka walnie mord膮 w sa艂atk臋), 艣pi膮cy pokotem faceci, jacy艣 zarzygani klienci w kiblu. Norma. Ja, oczywi艣cie, nawal臋 si臋 ju偶 przed p贸艂noc膮, 偶eby unikn膮膰 konieczno艣ci pota艅c贸wek i dialog贸w z w艂asn膮 偶on膮, bo co jej mo偶na nowego powiedzie膰 po 15 latach ma艂偶e艅stwa? Trzeba tylko doczeka膰 do rana, kiedy rusz膮 pierwsze autobusy, bo zam贸wienie taks贸wki graniczy z cudem. Pijany i 艣mierdz膮cy autobus dowiezie nas jako艣 do domu. Mo偶na spa膰. Prze偶y艂em. Do siego roku.

ZBAWICIEL...

ZBAWICIEL

Dwa dni temu, wieczorem, widz臋 mojego 4-letniego syna: przyczajony p贸艂le偶y ko艂o jakiego艣 mebla, na g艂owie kask z w艂膮czon膮 latark膮 czo艂ow膮 ("偶o艂nierski"), a w r臋ce zabawkowy m艂otek wzniesiony nad pod艂og膮.
Pytam go co robi. A on ze 艣mierteln膮 powag膮, p贸艂g艂osem:
- Zbawiam mr贸wki!

PS. Ci臋偶ki ateista. Po prostu pomyli艂 "zwabi膰" i "zbawi膰"

Trzy miesi膮ce temu zmar艂...

Trzy miesi膮ce temu zmar艂 m贸j tata. Dwa dni po jego pogrzebie mama wy艂膮czy艂a jego telefon. Wczoraj chcia艂a zadzwoni膰 do mojego brata, ale okaza艂o si臋, 偶e ma za ma艂o 艣rodk贸w na koncie. Nie my艣l膮c wzi臋艂a telefon taty. Po sprawdzeniu stanu konta okaza艂o si臋, 偶e by艂o 15zl. Wybra艂a numer i... brat o ma艂o nie dosta艂 zawa艂u, gdy zobaczy艂, 偶e TATA dzwoni. Do mamy p贸藕niej dopiero dotar艂o co zrobi艂a. YAFUD

ROZKWIT...

ROZKWIT

Znajoma mojej mamy w czasie ferii mia艂a u siebie wnuka - lat oko艂o 4. Zabra艂a dzieciaka na spacer do 艁azienek. Tam ma艂y po raz pierwszy w 偶yciu zobaczy艂 pawia i zdziwiony m贸wi do babci:
- Patrz babciu, kura zakwit艂a.

UROKI MOTORYZACJI...

UROKI MOTORYZACJI

By艂em ci ja wczoraj opony wymieni膰 na zimowe. Zak艂ad wulkanizacyjny mie艣ci si臋 na s膮siedniej ulicy, w sumie i szef, i monterzy, i wi臋kszo艣膰 klient贸w to moi s膮siedzi i znajomi. Ca艂o艣膰 dzieje si臋 na 艢l膮sku.
Przede mn膮 na podno艣nik wjecha艂 szef Rady Dzielnicy swoj膮 wypa艣n膮 do b贸lu, czarn膮 Toyot膮 RAV4. W baga偶niku mia艂 komplet opon i jeszcze par臋 rzeczy, w tym oko艂o metrowy kawa艂 czego艣, co przypomina艂o grub膮 na trzy palce stalow膮 rur臋 w kolorze czerwonym, a czego istoty niestety nie pozna艂em.
Monter wyj膮艂 z baga偶nika opony oraz wzmiankowan膮 rur臋 plus jeszcze par臋 艣mieci, wymieni艂 co mia艂 wymieni膰, letnie gumy popakowa艂 w worki i zabra艂 si臋 do umieszczania ich w baga偶niku. W mi臋dzyczasie w艂a艣ciciel Toyoty rozmawia艂 z szefem warsztatu i do艣膰 by艂 zaaferowany, chyba si臋 targowa艂 o cen臋, bo nie zwraca艂 wi臋kszej uwagi na montera i to, co robi艂. Ten natomiast z艂apa艂 w r臋k臋 rzeczon膮 rur臋, wywin膮艂 ni膮 m艂ynka i wrzeszczy:
- Panie Alojz! A co jo z tym mom zrobi膰?! Kaj mom ta ru艂a wciepa膰?!
Na to w艂a艣ciciel Toyoty, wci膮偶 zaj臋ty rozmow膮 z szefem:
- A zapakuj mi j膮 do zadku...
Co prawda mia艂 na my艣li umieszczenie rury w baga偶niku, ale siako艣 tak si臋 fartownie wstrzeli艂 z tym tekstem, 偶e monter najpierw zamar艂, a p贸藕niej wraz z ca艂ym warsztatem, szefem i ni偶ej podpisanym kula艂 si臋 ze 艣miechu po pod艂odze...