#it
emu
psy
syn

Inne

II wojna ┼Ťwiatowa. Marsza┼éek...

II wojna ┼Ťwiatowa. Marsza┼éek ┼╗ukow wychodzi z gabinetu Stalina zdenerwowany, na korytarzu zakl─ů┼é i mrukn─ů┼é "A to sku****** w─ůsaty!". Ale przed drzwiami sta┼é oficer ochrany i zareagowa┼é natychmiast pytaj─ůc:
- Co powiedzieli┼Ťcie towarzyszu? ┼╗ukow na to, ┼╝e nic.
- No to wr├│cimy do gabinetu tow. Stalina i wyja┼Ťnimy spraw─Ö - powiedzia┼é oficer. Wr├│cili wi─Öc i oficer melduje:
- Towarzyszu Stalin, ja b─Öd─ůc na s┼éu┼╝bie us┼éysza┼éem jak marsza┼éek ┼╗ukow powiedzia┼é "A to sku****** w─ůsaty!".
Stalin popatrzył na Żukowa i zapytał:
- Kogo mieli┼Ťcie na my┼Ťli towarzyszu?
Żukow natychmiast odpowiedział:
- Jak to kogo, Hitlera!
Wtedy Stalin popatrzy┼é przeci─ůgle na oficera ochrany i zapyta┼é: - A wy towarzyszu, kogo mieli┼Ťcie na my┼Ťli?

Matematykowi zepsuł się...

Matematykowi zepsu┼é si─Ö kaloryfer. Wezwa┼é hydraulika, ten postuka┼é jakim┼Ť kluczem, pokr─Öci┼é i woda przesta┼éa ciekn─ů─ç. Rado┼Ť─ç matematyka szybko si─Ö sko┼äczy┼éa, gdy fachowiec poda┼é cen─Ö us┼éugi.
- Panie, ale to połowa tego, co zarabiam.
- A gdzie pan pracuje?
- Na uniwersytecie.
- No to przenie┼Ť si─Ö pan do naszej sp├│┼édzielni, pochodzisz pan, popukasz i zarobisz pan cztery razy tyle, co na tym ca┼éym uniwersytecie. Musisz tylko pan p├│j┼Ť─ç do biura, z┼éo┼╝y─ç podanie i ju┼╝. Tylko podaj pan, ┼╝e masz pan siedem klas, bo wy┼╝sze wykszta┼écenie u nas nie pop┼éaca.
Matematyk zrobi┼é tak, jak poinstruowa┼é go fachowiec. Od tej pory jego dola wyra┼║nie si─Ö poprawi┼éa. Ale pewnego dnia przysz┼éo zarz─ůdzenie o podnoszeniu kwalifikacji za┼éogi i skierowano wszystkich, kt├│rzy mieli siedem klas do wieczorowej klasy ├│smej. Pierwsza lekcja - matematyka. Nauczycielka wita wszystkich:
- Dzie┼ä dobry, b─Ödziemy si─Ö uczy─ç matematyki, na pewno wszyscy dostan─ů ┼Ťwiadectwo uko┼äczenia ├│smej klasy. A na razie przypomnimy sobie, co pami─Ötamy jeszcze ze szko┼éy. Mo┼╝e napisze pan wz├│r na pole ko┼éa? - wskaza┼éa na matematyka.
Ten wsta┼é, podszed┼é do tablicy i zacz─ů┼é wyprowadza─ç, bo akurat zapomnia┼é wzoru. Wyprowadza, wyprowadza, zapisa┼é ju┼╝ ca┼é─ů tablic─Ö i w ko┼äcu otrzyma┼é wynik "minus pi er kwadrat". Ten minus mu si─Ö nie podoba, wi─Öc liczy od nowa. Zmaza┼é tablic─Ö, znowu zapisuje wzorami i znowu wynik z minusem.
Zrezygnowany patrzy na klas─Ö oczekuj─ůc podpowiedzi, a wszyscy szepcz─ů:
- Zmień granicę całkowania...

Siedzi rumunka z dzieckiem...

Siedzi rumunka z dzieckiem i ┼╝ebrze i smaruje kanapk─Ö dla dziecka g├│wnem. Idzie Amerykanin zobaczy┼é to i z ┼╝alu rzuci┼é jej 100$. Ale rumunka dalej siedzi i t─ů kanapk─Ö smaruje g├│wnem i biadoli daj daj, idzie Niemiec te┼╝ szkoda mu jej si─Ö zrobi┼éo to da┼é 100ÔéČ. Za jaki┼Ť czas idzie Polak i zobaczy┼é kobiet─Ö, kt├│ra dalej smaruje dziecku kanapk─Ö tym g├│wnem i p┼éacze pan bieda daj daj. Na to Polak do niej:
- To po co tak grubo smarujesz

Ja swojej ┼╝onie podczas...

Ja swojej ┼╝onie podczas ci─ů┼╝y ci─ůgle dowcipy opowiada┼éem, ┼╝eby mia┼éa ┼Ťwietny humor. A ona za ka┼╝dym razem m├│wi┼éa: "Nie roz┼Ťmieszaj mnie tak, bo je┼╝yka Ci urodz─Ö!"
- No i jak si─Ö ci─ů┼╝a sko┼äczy┼éa?
- Dzi─Ökuj─Ö, wszystko w porz─ůdku. A tak z innej beczki: "Nie wiesz czym si─Ö karmi je┼╝yki?"

Kobieta parkuje samoch├│d...

Kobieta parkuje samoch├│d na miejscu dla inwalidy. Podchodzi patrol policyjny - policjat pyta:
Ma Pani uprawnienia do parkowania w tym miejscu!
Nie, ale m─ů┼╝ mi umar┼é!
To nie ma nic do rzeczy - m├│wi policjant.
Kobieta na to
MA, ja bez ch**a jak bez r─Öki!!!

Dzwoni Obama do Putina...

Dzwoni Obama do Putina i m├│wi :
- Słuchaj, musimy zmienić strefy czasowe na
takie same! Wczoraj dzwoniłem do Chin z
życzeniami, a okazało się że urodziny były
wczoraj...
Putin na to: - To co ja mam powiedzieć jak dzwoniłem do Polski z kondolencjami, a
okazało się że samolot jeszcze nie wystartował...

Pewnego razu w pi─ůtek...

Pewnego razu w pi─ůtek pod wiecz├│r, do jubilera przyszed┼é starszy, oble┼Ťny dziadek z towarzysz─ůc─ů mu, przecudnej urody, ok. dwudziestoletni─ů, zgrabn─ů panienk─ů. Zacz─Öli ogl─ůda─ç pier┼Ťcionki. Po d┼éu┼╝szej chwili ona wybra┼éa sobie jaki┼Ť pi─Ökny egzemplarz. Dziadek upewni┼é si─Ö, czy ten pier┼Ťcionek na pewno jej si─Ö spodoba┼é i m├│wi jubilerowi, ┼╝e go kupuje.
A jubiler na to:
- Ale ten pier┼Ťcionek kosztuje 100 tys. z┼éotych!
Na co dziadek bez wahania:
- Nie szkodzi; bior─Ö!
A jubiler si─Ö pyta:
- Zap┼éaci pan got├│wk─ů, czy kart─ů?
- No, wie pan - m├│wi dziadek - tak─ů kwot─Ö trudno mie─ç w portfelu, wi─Öc zap┼éac─Ö kart─ů.
Sprzedawca się lekko zafrasował i mówi:
- Prosz─Ö mnie ┼║le nie zrozumie─ç, ale przy takiej kwocie do zap┼éaty musz─Ö sprawdzi─ç, czy pa┼äska karta ma pokrycie na koncie, a w pi─ůtek o tej godzinie banki s─ů pozamykane. Do poniedzia┼éku nie b─Öd─Ö m├│g┼é zweryfikowa─ç pa┼äskiej karty, wi─Öc co pan proponuje?
Na co dziadek ze zrozumieniem:
- Prosz─Ö pana! Nam naprawd─Ö zale┼╝y na tym pier┼Ťcionku, wi─Öc aby nikt go nie kupi┼é prosz─Ö go zdj─ů─ç z wystawy i schowa─ç do sejfu wraz z moj─ů kart─ů
kredytow─ů. W poniedzia┼éek rano sprawdzi pan w banku jej pokrycie i zadzwoni do mnie pod numer, kt├│ry panu zostawi─Ö, a ja wtedy si─Ö ponownie u pana zjawi─Ö.
No to jubiler się ucieszył i zrobił tak, jak zaproponował klient.
W poniedzia┼éek rano po przyj┼Ťciu do pracy zadzwoni┼é do banku, poda┼é numer karty, a tam mu m├│wi─ů:
- Panie! Ta karta nie ma pokrycia od 3 lat!!!
Sprzedawca zbladł i dzwoni do dziadka:
- Prosz─Ö pana! Co to ma znaczy─ç! W banku powiedzieli, ┼╝e pa┼äska karta nie ma pokrycia od 3 lat! Jak pan to wyja┼Ťni?
A dziadek na to z u┼Ťmiechem:
- Prosz─Ö pana, ja doskonale wiem, ┼╝e moja karta od 3 lat nie ma pokrycia na koncie.
Ale czy pan wie, JAKI MIAŁEM WEEKEND?