#it
emu
psy
syn

Ona i on na spacerze,...

Tre┼Ť─ç tylko dla doros┼éych. Zaloguj si─Ö lub zarejestruj aby potwierdzi─ç sw├│j wiek.

Rzecz dzieje si─Ö w Wilnie....

Rzecz dzieje si─Ö w Wilnie. Do bogatej panienki przychodzi kawaler. Po sutym obiedzie przeci─ůgn─ů┼é si─Ö na krze┼Ťle i pu┼Ťci┼é "b─ůka". Zaczyna kr─Öci─ç si─Ö na krze┼Ťle a krzes┼éo od czasu do czasu zaskrzypi. Te┼Ť─ç przygl─ůda si─Ö jak on si─Ö kr─Öci w ko┼äcu m├│wi:
- Jasik, nie kręć się, nie kręć, mebel mi połamiesz a tonu nie dobierzesz

Dw├│ch ┼Ťwir├│w ucieka dachami....

Dw├│ch ┼Ťwir├│w ucieka dachami.
Nagle pojawia si─Ö du┼╝a przepa┼Ť─ç.
Jeden m├│wi do drugiego:
- Nie uda si─Ö, za daleko.
- Uda si─Ö! Pos┼éuchaj, ja zapal─Ö latark─Ö, a ty przejdziesz po promieniu ┼Ťwiat┼éa.
- Ty, ja nie jestem taki głupi, jak będę przechodził, to zgasisz latarkę.

Wiadomo┼Ťci:...

Wiadomo┼Ťci:
Dzi┼Ť zosta┼éa przez policj─Ö spacyfikowana manifestacja masochist├│w.
Jeszcze nigdy obie strony nie miały tyle frajdy z pałowania.

Na zje┼║dzie absolwent├│w...

Tre┼Ť─ç tylko dla doros┼éych. Zaloguj si─Ö lub zarejestruj aby potwierdzi─ç sw├│j wiek.

reklama trumien

Tre┼Ť─ç tylko dla doros┼éych. Zaloguj si─Ö lub zarejestruj aby potwierdzi─ç sw├│j wiek.

1944. Berlin. Kancelaria...

Tre┼Ť─ç tylko dla doros┼éych. Zaloguj si─Ö lub zarejestruj aby potwierdzi─ç sw├│j wiek.

W urz─Ödzie:...

W urz─Ödzie:
- Czy rozpatrzyli┼Ťcie ju┼╝ moje podanie? - pyta klient.
Urz─Ödnik szuka, szuka i wreszcie m├│wi:
- Nie ma tego podania. A kiedy pan je składał?
- Rok temu.
- A to trzeba było od razu tak mówić. Już szukam w pilnych.

Był rok 1943. Spory konwój...

Był rok 1943. Spory konwój przemierzał wody północnego Atlantyku w drodze do Murmańska. Była jasna, księżycowa noc. Na mostku polskiego statku, kapitan wzywa bosmana i rzecze:
- Widzicie, bosmanie, ten l─ůd trzy mile na prawej burcie? W┼éa┼Ťnie U-boot strzeli┼é torped─Ö. Idziemy w ciasnym szyku bez mo┼╝liwo┼Ťci manewru. Wed┼éug moich oblicze┼ä, torpeda ta trafi nas za pi─Ö─ç minut. Zejd┼║cie do za┼éogi i przygotujcie marynarzy do opuszczenia statku. Nie ma dla nas ratunku.
Bosman, nie dyskutuj─ůc, czym pr─Ödzej ruszy┼é w g┼é─ůb parowca by wykona─ç rozkaz. Ale ┼╝e by┼é osobnikiem nie pozbawionym humoru, a przy tym ch┼éop jak nied┼║wied┼║, postanowi┼é obr├│ci─ç ca┼é─ů spraw─Ö w ┼╝art. Wszed┼é do pomieszcze┼ä za┼éogi, zebra┼é marynarzy i rzecze:
- Widzicie, chłopcy, ten stołek tutaj? Jak zaraz pier*.*nę w niego członkiem, to cały statek w drebiezgi pójdzie.
Marynarze, acz doskonale wiedzieli o mitycznej wr─Öcz sile bosmana, tym razem wybuchn─Öli ┼Ťmiechem, kiwaj─ůc g┼éowami z niedowierzaniem. Roze┼║li┼é si─Ö bosman okrutnie i jak nie wrza┼Ťnie:
- To si─Ö za┼é├│┼╝cie, gnojki jedne, jak ┼╝e┼Ťcie tacy pewni, a w mi─Ödzyczasie zak┼éada─ç kamizelki ratunkowe.
Rozweseleni marynarze zacz─Öli zbiera─ç pul─Ö zak┼éadu, zak┼éadaj─ůc przy okazji kapoki. Bosman odczeka┼é chwil─Ö, spojrza┼é na zegarek, nonszalanckim ruchem wyci─ůgn─ů┼é narz─Ödzie, spojrza┼é pogardliwie woko┼éo i BUM!
Statek poszedł w drzazgi! Poród rozbitków, którzy uszli z życiem, byli bosman i kapitan. W pewnym momencie podpływa do bosmana kapitan, cały szary z przerażenia.
- Na Boga, bosmanie, co si─Ö sta┼éo? Torpeda min─Ö┼éa statek za ruf─ů!!!