#it
emu
psy
syn

Pewien facet, troch─Ö...

Pewien facet, troch─Ö ju┼╝ starszy, zaczyna┼é mie─ç zaniki pami─Öci. Kiedy┼Ť na spotkaniu z przyjaci├│┼émi u niego w domu zacz─ů┼é opowiada─ç, ┼╝e teraz leczy si─Ö u takiego dobrego lekarza, na to go┼Ťcie, ┼╝e te┼╝ by chcieli i jak si─Ö ten lekarz nazywa:
- No w┼éa┼Ťnie mia┼éem na ko┼äcu j─Özyka... Pami─Ötacie mo┼╝e, by┼é taki grecki poeta, w staro┼╝ytno┼Ťci, taki ┼Ťlepy...
- No był, Homer. To co, ten lekarz ma na nazwisko Homer?
- Nie, nie! On napisa┼é tak─ů epopej─Ö, o tym jak Grecy si─Ö t┼éukli pod takim miastem w staro┼╝ytno┼Ťci, kt├│re pr├│bowali zdoby─ç...
- No tak, zdobywali Troje. To co, ten lekarz si─Ö jako┼Ť podobnie nazywa? Albo mieszka na takiej ulicy?
- Nie, nie, nie! Tam był taki wódz, tych, no, Greków, taki główny...
- Agamemnon?
- O o o! No i on miał brata...
- Menelaosa. Ale co to ma wsp├│lnego z lekarzem??!!?
- Zaraz mówię. I tam był taki wódz trojański, który temu Mene... jak mu tam, uprowadził żonę.
- Aaaa, Parys! Ten lekarz nazywa si─Ö Parys?
- Nieeeee! Nie! Ta ┼╝ona, co on j─ů uprowadzi┼é, to jak mia┼éa na imi─Ö?
- Helena.
- No w┼éa┼Ťnie, Helena! Helenkaaaaaaaaa - wo┼éa do ┼╝ony w kuchni - jak si─Ö nazywa ten m├│j lekarz????

Powinienem zwolni─ç swojego...

Powinienem zwolni─ç swojego kierowc─Ö - m├│wi minister do ┼╝ony. - Je┼║dzi jak wariat, ju┼╝ pi─ůty raz ledwo uszed┼éem z ┼╝yciem...
- Daj mu jeszcze jedna szanse!

M─ů┼╝ do ┼╝ony:...

M─ů┼╝ do ┼╝ony:
- Pomy┼Ťl, moja droga... Gdybym w dniu naszego ┼Ťlubu zosta┼é skazany na 25 lat wi─Özienia, jutro by┼ébym ju┼╝ wolnym cz┼éowiekiem.

Dwaj panowie rozmawiaj─ů...

Dwaj panowie rozmawiaj─ů przy kieliszku.
ÔÇô Ech, ┼╝ycie jest ci─Ö┼╝kie... ÔÇô wzdycha jeden z nich. ÔÇô Mia┼éem wszystko o czym cz┼éowiek mo┼╝e marzy─ç: cichy dom, pieni─ůdze, dziewczyn─Ö...
ÔÇô I co si─Ö sta┼éo?!
ÔÇô ┼╗ona wr├│ci┼éa z wczas├│w tydzie┼ä wcze┼Ťniej...

Małżeństwo wybrało się...

Małżeństwo wybrało się na wczasy. Po drodze zatrzymali się na noc w hotelu.
Rano poprosili o rachunek za dob─Ö hotelow─ů. Ku ich zdziwieniu zobaczyli, ┼╝e rachunek opiewa na zawrotn─ů sum─Ö 3000 z┼é.
- Dlaczego tak du┼╝o? Przecie┼╝ sp─Ödzili┼Ťmy tu tylko kilka godzin! - pyta m─ů┼╝.
- To jest standardowa stawka za nocleg - odpowiada recepcjonista.
Ma┼é┼╝e┼ästwo za┼╝─ůda┼éo spotkania z dyrektorem, kt├│ry spokojnie wys┼éucha┼é za┼╝ale┼ä i stwierdzi┼é:
- Prosz─Ö pa┼ästwa, prowadzimy luksusowy hotel, jest on wyposa┼╝ony w kilka basen├│w, wielk─ů sal─Ö konferencyjn─ů, saun─Ö i solarium. Wszystko to by┼éo do pa┼ästwa dyspozycji.
- Ale my z tego nie skorzystali┼Ťmy!
- Ale mogli państwo! I za to trzeba zapłacić.
M─Ö┼╝czyzna wyci─ůga wreszcie z portfela 300 z┼éotych i wr─Öcza dyrektorowi.
- Przepraszam, ale tu jest tylko 300 zł.
- Zgadza si─Ö.
- Obci─ů┼╝y┼éem pa┼ästwa rachunkiem opiewaj─ůcym na 3000 z┼é.
- Pozosta┼ée 2700 z┼é to rachunek dla pana za przespanie si─Ö z moj─ů ┼╝on─ů - m├│wi m─Ö┼╝czyzna.
- Ale ja nie spa┼éem z pana ┼╝on─ů! - krzyczy dyrektor.
- Cóż, była do pana dyspozycji.

Ch┼éop z bab─ů zwo┼╝─ů siano. ...

Ch┼éop z bab─ů zwo┼╝─ů siano.
Nagle rozpętała się straszna burza.
Chłop mówi do baby:
- Wiesz co stara, taka burza, może my już do domu nie dojedziemy, bo nas piorun zabije po drodze. Wyznajmy sobie ile razy kto kogo zdradził.
Baba się zgodziła.
Zaczęła opowiadać, jak to zdradziła chłopa dwa razy, raz z Józkiem i raz z Mietkiem.
Opowiedziała o szczegółach, dziadek wysłuchał.
Na koniec baba m├│wi:
- No stary, teraz twoja kolej.
- Wiesz co stara, chyba si─Ö przeja┼Ťnia.

- Tw├│j m─ů┼╝ pami─Öta dat─Ö...

- Tw├│j m─ů┼╝ pami─Öta dat─Ö Waszego ┼Ťlubu?
- Na szcz─Ö┼Ťcie nie.
- Na szcz─Ö┼Ťcie?
- Wspominam mu o rocznicy kilka razu do roku i zawsze dostan─Ö co┼Ť fajnego...

┼╗ona m├│wi do m─Ö┼╝a:...

┼╗ona m├│wi do m─Ö┼╝a:
- Ale Ty jeste┼Ť pierdo┼éa. Jeste┼Ť taki pierdo┼éa, ┼╝e wi─Ökszego na ┼Ťwiecie
nie ma. Wszystko za co by┼Ť si─Ö nie wzi─ů┼é, zaraz chrzanisz. Gdyby┼Ť wystartowa┼é w konkursie na najwi─Ökszego pierdo┼é─Ö, zaj─ů┼éby┼Ť drugie miejsce.
- Dlaczego drugie?
- Bo taka jeste┼Ť pierdo┼éa.

Kowalski z ┼╝on─ů siedzieli...

Kowalski z ┼╝on─ů siedzieli na werandzie. Wiecz├│r by┼é ciep┼éy i cichy... I wtedy Kowalski rzuci┼é propozycj─Ö:
-S┼éuchaj, a mo┼╝e by┼Ťmy si─Ö napili jakiego┼Ť winka?
┼╗ona, kt├│ra ju┼╝ niewiele si─Ö spodziewa┼éa po swoim m─Ö┼╝u przyj─Ö┼éa t─Ö propozycj─Ö z ochot─ů i... pewn─ů nadziej─ů. Kowalski zszed┼é do piwnicy i przyni├│s┼é jak─ů┼Ť zakurzona butelk─Ö. Otar┼é ja troch─Ö z kurzu i wtedy pojawi┼é si─Ö napis KONJAK.
-Koniak? - mo┼╝e by─ç i koniak!
Po trochu wypili ca┼é─ů butelk─Ö i wtedy spe┼éni┼éy si─Ö nadzieje Kowalskiej.
-S┼éuchaj, a mo┼╝e teraz by┼Ťmy si─Ö troch─Ö pokochali?
Kochali si─Ö przez godzin─Ö, potem drug─ů i trzeci─ů, potem ca┼é─ů noc, ca┼é─ů dob─Ö, potem druga i trzeci─ů.
W końcu żona pyta Kowalskiego:
-S┼éuchaj, co w┼éa┼Ťciwie by┼éo w tej butelce?
Kowalski odnalaz┼é pusta butelk─Ö, dok┼éadnie wytar┼é j─ů z kurzu i wtedy pojawi┼é si─Ö napis: KO┼â JAK NIE MO┼╗E WTEDY DA─ć ┼üY┼╗K─ś NA WIAD

Pocz─ůtkuj─ůca ┼Ťpiewaczka...

Pocz─ůtkuj─ůca ┼Ťpiewaczka operowa pyta m─Ö┼╝a:
- Dlaczego ty zawsze wychodzisz na balkon, kiedy ┼Ťpiewam?
- Bo nie chc─Ö, ┼╝eby s─ůsiedzi my┼Ťleli, ┼╝e Ci─Ö bij─Ö.