Przychodzi ledwo żywy grabarz do domu. Żona go pyta: - Stefanku, ile dzisiaj miałeś pogrzebów? - Jeden, Irenko. Ale to był pogrzeb urzędnika i jak wkładaliśmy trumnę do grobu, to rozległy się takie brawa, że cały pogrzeb musieliśmy 7 razy bisować.
Idą dwaj koledzy przez pustynię. Jeden z nich niesie szybę i mówi: - Uff jak mi gorąco! A drugi na to: - Otwórz sobie okno!
Z dziennika kobiety: Dzień 1. Postanowiłam przejść na dietę. Dzień 2. Postanowiłam nie podejmować pochopnych decyzji.