#it
emu
fut
hit
psy
syn

Poranek po nocy po┼Ťlubnej....

Poranek po nocy po┼Ťlubnej. M┼éody m─ů┼╝ przynosi ┼╝onie kaw─Ö do ┼é├│┼╝ka. ┼╗ona, popijaj─ůc, stwierdza:
- I jeszcze kawa słaba!

Wszystko dla m─Ö┼╝a:...

Wszystko dla m─Ö┼╝a:
Kobieta o d┼éugim sta┼╝u ma┼é┼╝e┼äskim ogl─ůda si─Ö przed lustrem i widzi:
Pooran─ů zmarszczkami twarz, przerzedzone w┼éosy, braki w uz─Öbieniu, biust
obwisaj─ůcy do kolan, sad┼éo tu i ├│wdzie...
Patrzy i w końcu stwierdza: Dobrze mu tak, skurczysynowi.

- Kochanie, pami─Ötasz...

- Kochanie, pami─Ötasz ┼╝e w sobot─Ö jedziemy do mojej mamy?
- Tak, ale niestety szef kaza┼é mi przyj┼Ť─ç do pracy.
- Przecie┼╝ ty masz w┼éasn─ů dzia┼éalno┼Ť─ç?
- Jako szef jestem dla siebie strasznym dupkiem.

Dw├│ch facet├│w wpada na...

Dw├│ch facet├│w wpada na siebie w centrum handlowym:
- Och, przepraszam pana!
- Nie, nie, to ja przepraszam. Zagapiłem się, bo wie pan, szukam tu mojej żony.
- Ach tak? Ja te┼╝ szukam swojej ┼╝ony. A jak pa┼äska ┼╝ona wygl─ůda?
- Wysoka, w┼éosy p┼éomienny kasztan, ┼Ťci─Öte na okr─ůg┼éo z ko┼äc├│wkami
podwini─Ötymi do twarzy. Doskona┼ée nogi, j─Ödrne po┼Ťladki, du┼╝y biust. By┼éa w sp├│dniczce mini i bluzeczce z pi─Öknym dekoltem. A pa┼äska?
- Nieważne! Szukajmy pańskiej!

Sally i Andy w sw─ů pi─Ö─çdziesi─ů...

Sally i Andy w sw─ů pi─Ö─çdziesi─ůt─ů rocznic─Ö ┼Ťlubu poszli odwiedzi─ç swoj─ů star─ů szko┼é─Ö. P├│┼║niej, kiedy z niej wychodzili, z przeje┼╝d┼╝aj─ůcej akurat furgonetki bankowej wypad┼é im pod nogi worek z pieni─Ödzmi. Nie my┼Ťl─ůc wiele wzi─Öli kas─Ö do domu. Tam Andy zaproponowa┼é, by zadzwoni─ç na policj─Ö i zwr├│ci─ç znalezisko, a Sally obstawa┼éa przy tym, aby pieni─ůdze zatrzyma─ç. Na drugi dzie┼ä do drzwi zapukali policjanci.
- Dzie┼ä dobry, czy nie widzieli pa┼ästwo przypadkiem worka z nadrukiem banku, kt├│ry, by─ç mo┼╝e, le┼╝a┼é gdzie┼Ť na poboczu lub trawniku?
- Nie, niczego nie widzieli┼Ťmy panie oficerze - odrzek┼éa Sally, lecz Andy ju┼╝ wyrwa┼é si─Ö do przodu i przytakn─ů┼é skwapliwie, ┼╝e owszem wiedzieli i...
- Nie, nie! - zawo┼éa┼éa zaraz Sally. - Niech go pan nie s┼éucha, on ma demencj─Ö starcz─ů, Alzheimera, wiele rzeczy mu si─Ö wydaje, nie ma kontaktu z rzeczywisto┼Ťci─ů...
Ale policjant zd─ů┼╝y┼é si─Ö ju┼╝ zainteresowa─ç. Gestem d┼éoni uciszy┼é kobiet─Ö i poprosi┼é Andy'ego by opowiedzia┼é od pocz─ůtku. Staruszek wzi─ů┼é g┼é─Öboki wdech i zacz─ů┼é:
- To by┼éo tak. Kiedy wczoraj Sally i ja wracali┼Ťmy ze szko┼éy...
- Dobra, John! - zawołał policjant do swego kolegi - Nic tu po nas. Zwijamy się...

Rozmawiaj─ů dwie blondynki....

Rozmawiaj─ů dwie blondynki.
- S┼éuchaj, Mareczek powiedzia┼é, ┼╝e jestem pi─Ökna, m─ůdra i bardzo interesuj─ůca, a p├│┼║niej mi si─Ö o┼Ťwiadczy┼é!
- I co, wyjdziesz za niego?
- Co┼Ť ty! Nie wyjd─Ö za faceta, kt├│ry mnie ok┼éamuje ju┼╝ przed ┼Ťlubem!

- Nie chcesz mi chyba...

- Nie chcesz mi chyba powiedzie─ç, ┼╝e spa┼éa┼Ť z moim m─Ö┼╝em?
- Nie
- Nie spa┼éa┼Ť?
- Nie chc─Ö powiedzie─ç...

- Czy oskar┼╝ony jest ┼╝onaty?...

- Czy oskar┼╝ony jest ┼╝onaty?
- Nie, prosz─Ö wysokiego s─ůdu. Ja tylko tak g┼éupio wygl─ůdam.

Czterech ┼╝onatych m─Ö┼╝czyzn...

Czterech żonatych mężczyzn w niedzielne przedpołudnie gra w golfa. Przy trzecim dołku jeden z nich mówi:
- Nie macie poj─Öcia co musia┼éem przej┼Ť─ç, ┼╝eby dzisiaj z wami zagra─ç. Musia┼éem obieca─ç ┼╝onie, ┼╝e w przysz┼éy weekend pomaluj─Ö ca┼éy dom.
Na to drugi:
- To jeszcze nic, ja musiałem obiecać, że wykopię w ogródku basen...
Trzeci:
- I tak macie dobrze... ja b─Öd─Ö musia┼é przej┼Ť─ç ca┼ékowity remont kuchni...
Czwarty z graczy nie odezwa┼é si─Ö ani s┼éowem, ale oczywi┼Ťcie pozostali nie dali mu spokoju:
- A ty czemu nic nie m├│wisz? Nie musia┼ée┼Ť nic obieca─ç ┼╝onie ┼╝eby ci─Ö pu┼Ťci┼éa?
- Nie - odpar┼é czwarty. - Ja po prostu nastawi┼éem budzik na 5:30 rano. Gdy zadzwoni┼é, to szturchn─ů┼éem ┼╝on─Ö i spyta┼éem: "Seksik czy golfik?"
W odpowiedzi usłyszałem:
- Odpie*dol si─Ö, kije s─ů w szafie...

-Choroba nerwowa pani...

-Choroba nerwowa pani m─Ö┼╝a nie jest gro┼║na. Sto lat mo┼╝e z ni─ů ┼╝y─ç.
- A ja?- pyta ┼╝ona.