Z życia wzięte

HONOR OBRONIONY...

HONOR OBRONIONY

Opowiedział mi to znajomy, a jego żona to potwierdziła.
Oto jego relacja.
Byliśmy parą przez kilka lat już na studiach.
Po nich zamieszkaliśmy razem w innym mieście, ale do ślubu nie było nam spieszno.
Zacząłem więc bywać (ale tylko na wielkich) imprezach rodzinnych rodziny mojej, wówczas tylko -dziewczyny.
Kiedyś pojawiły się dwie ''Stare Panny'', ciotki obecnej żony. Obie typu mohery. Obie po pięćdziesiątce.
Zaczęły temat:
- Jak wam nie wstyd mieszkać razem BEZ ŚLUBU!!
By uciąć temat rzuciłem pół-żartem, pół-serio:
- Teraz to pouczacie, ale za młodu na pewno nie byłyście takie święte. Też pewnie po krzakach poznawałyście życie.
Poskutkowało. Obie wyniośle odpłynęły w dal. Za dwa miesiące znowu impreza. Typu imieniny przyszłego teścia. Te dwie ciotki pojawiły się także, obie z takimi triumfującymi minami. Olałem te miny. Jednak, gdy zasiedliśmy wszyscy przy stole, te stare panny podeszły do mnie, i każda z nich położyła przede mną kopertę.
Po czym usłyszałem:
- I co TERAZ powiesz MŁODY CZŁOWIEKU?????
Zajrzałem do kopert, a tam znalazłem dwa zaświadczenia od ginekologa. Potwierdzały, że każda z nich jest dziewicą.

Publicznie B R O N I Ł Y swojego honoru.

DOBRE WYTŁUMACZENIE...

DOBRE WYTŁUMACZENIE

Wchodzę z kumplem na piwo.
Przy takiej ladzie gdzie pije się na stojąco stoi R. lat 19.
Pomimo młodego wieku już ma drżące ręce.
Czyta gazetę. Gazeta trzepie się jak w przeciągu. Kumpel podchodzi do R i pyta:
- Co ta gazeta tak ci lata? Może ci potrzymać?
Odpowiedź:
- Ja specjalnie, bo przyzwyczaiłem się czytać w autobusach!

MIŁA ATMOSFERA W PRACY...

MIŁA ATMOSFERA W PRACY

Moi pracownicy mają to do siebie, że jadą jeden po drugim od startu do fajrantu. Każdy docina jak tylko może ale w piątek Klakierowi wyjątkowo się udało. Stoję przy korundziarce i wyjmuję głowice po czyszczeniu. W kanale obok Mysza zmywa podłogę. Nagle przyłazi Ludwik i pyta:
- Czego?
- Co czego?
- Przecież Klakier mówi, że mnie wołałeś!
- Nie.
- Jak to nie??
- Ja mu kazałem przynieść szmatę do kanału...

PIERWSZE SKOJARZENIE...

PIERWSZE SKOJARZENIE

Ostatnimi czasy spędzamy z ekipą miło czas grając w grę "Tabu". W skrócie polega ona na przekazaniu słowa bez użycia pewnych słów kluczowych. Kumpel opowiada hasło "Golić się".
Kolega:
- No hmm... to jest taka czynność (patrzy na mnie i na kumpla, oboje mamy brody) przydałaby się temu i tamtemu.
Koleżanka pewnym głosem:
- Odwyk

KUBEK NA DZIAŁKĘ...

KUBEK NA DZIAŁKĘ

Szykujemy się do wyjazdu na działkę.
Wchodzi Mama Miśka:
- Słuchajcie, do którego garnuszka nie jesteście przywiązani?
- ??
- No, chodzi mi o to, który mogę wziąć na działkę?
- Nic nie zabieraj! A jeśli już to ten obtłuczony najmocniej.
Tu chwila namysłu ze strony mamy.
- Ale przecież żaden nie jest obtłuczony... Gdzie ty Misiek idziesz?
- Jakiś ci obtłukę

KRWAWY BLUETOOTH...

KRWAWY BLUETOOTH

Poszedłem krew dziś oddać.
Wszystko jak zawsze; rejestracja, ankieta, pobranie próbki, badanie i na fotel.
Siedzę w fotelu, koło mnie kręci się pielęgniarka. Założyła ucisk na rękę, zdezynfekowała. W tym momencie zadzwonił telefon - poszła odebrać.
Ja tymczasem czekam, aż skończy rozmawiać i podepnie mnie do aparatury (czyli wkłuje się w żyłę).
Długo rozmawiała przez telefon.
Zaczęło mi się trochę nudzić.
Na szczęście do gabinetu weszła inna pielęgniarka. Spojrzała na mnie, nieboraka siedzącego w fotelu i zapytała:
- Pan już oddał krew?
- Nie - odpowiedziałem zgodnie z prawdą.
- To co pan robi?
- Oddaję... ale bezprzewodowo.

PAN W KLASIE BIZNES...

PAN W KLASIE BIZNES

Rzecz miała miejsce w firmie LOT, dość dawno (jakieś sześć, siedem lat temu). Pracował tam wtedy pewien steward, znany ze swojej bezpośredniości (zwłaszcza, gdy ktoś mu się naraził). A oto jeden z jego "numerów".

Razu pewnego samolotem w charakterze pasażera leciał pewien nowobogacki typek z gatunku takich, co to jak się wykosztuje na bilet w klasie biznes, to się wydaje, że cały samolot do niego należy. No i rozsiadło się panisko w fotelu i zaraz po starcie wezwało naszego bohatera, pokazało na otwarty stolik i władczym tonem oświadczyło: "proszę mi tu postawić wszystko, co mi się należy". Pan każe, sługa musi. Poczłapał więc steward do kuchni, wziął taki fajny, plastikowy kubeczek i wlał po trochu wszystkiego, co znalazł: coli, soczku, wina, piwa itd. Wrócił do pana, postawił kubeczek i powiedział: "Tu jest wszystko, co się panu należy".

Podobno od jakiegoś czasu już nie pracuje w Locie, ciekawe czemu...

MISTRZ TAKTU...

MISTRZ TAKTU

Koleżanka z pracy zapytała szefa czy może wyjść z pracy wcześniej. Chodziło o pogrzeb. W odpowiedzi usłyszała:
"Jasne. Poradzimy sobie dzisiaj bez ciebie - nic się nie dzieje, mamy przecież martwy sezon"...

SĄ TAKIE, KTÓRE PROSZĄ O TO...

SĄ TAKIE, KTÓRE PROSZĄ O TO

Tekst z działu budowlanego w pewnym markecie.
Klientka, ok. 25 lat, podchodzi do doradcy i pyta:
- Przepraszam, mogę prosić do papy?

KOLEDZY...

KOLEDZY

Jako autentyk usłyszałam i jako taki wpisuje. Poznałam na wycieczce pana, który jest pracownikiem Politechniki Warszawskiej i jego specjalizacja jest dla mnie nie do powtórzenia. W skrócie ma to jakiś związek z metalurgią. Pan ten miał zwyczaj żertować, że jest odlewnikiem.
Akcja właściwa:
Na przyjęciu podchodzi do niego [p]rzyjaciółka [p]ani [d]omu i pyta mojego [z]najomego:
[ppd]: A Pan to czym się zajmuje?
[z]: No tak właściwie to można powiedzieć, że jestem odlewnikiem.
[ppd]: A to szkoda, że mojego męża nie ma, to byście sobie panowie porozmawiali, bo on też jest urologiem.

PRZYPOMNIENIE HASŁA...

PRZYPOMNIENIE HASŁA

Przychodzi do salonu rodzinka. Mama, tata, córka i synek koło 16-17. Zgubili fakturę, chcą opłacić fakturę i przedłużyć umowę. Muszę zeskanować kod kreskowy z faktury. Proszę więc żeby zalogowali się na stronie w celu pobrania faktury. Młody twierdzi, że on konto zakładał. Zapomniał hasła. Klepie i klepie ciągle nie to. Mówię, że poprosimy o przypomnienie, wtedy pojawi się pytanie pomocnicze. Młody twardo, że nie, on sobie przypomni. Matka się wkurzyła i wyrwała mu myszkę z ręki klikając pytanie pomocnicze. Pojawia się pytanie:
- Ruchasz się?
Matka:
- Wariacie jeden, ale teraz przed panią wyglądasz hihihi...
Na pewniaka wklepuje w pole odpowiedzi "nie".
Błąd- młody wpisuje że tak- przychodzi sms. Matka czerwona, młody tłumaczy:
- Oj no mamo, byłem wtedy z kolegą...
Ja chciałam załagodzić sytuację żarcikiem:
- Oj tam, jak był wtedy z kolegą to przynajmniej dzieci z tego nie będzie...
Matka jeszcze bardziej wkurzona:
- I mam być zadowolona, że mój syn to pedał???

Cholera nie opłacili w końcu tej faktury...

WYPEŁNIONY WORECZEK...

WYPEŁNIONY WORECZEK

Dzisiaj jak zwykle poszedłem z psem do lasu na spacer.
No i się złożyło, że znalazłem pole maślaków. Ani kosy ani reklamówki, do której mógłbym je włożyć.
Ale miałem w kieszeni worek na psie gluty - elegancki, czarny z napisem: "Bądź Poznaniakiem - posprzątaj po mnie, zaoszczędź 500 zł" Urząd Miasta Poznania, Wydział Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej, www.poznan.pl/srodowisko - odpady komunalne (reklama mode off)
Więc wsadziłem do worka ze dwadzieścia maślaków, grzyby wypełniły ten worek w ponad 3/4. Po godzinie wracam i oczywiście wstępuję do znajomego sklepu monopolowego po dębowe. W jednej ręce worek z grzybami, w drugiej smycz psa więc żeby wyciągnąć kasę z kieszeni kładę grzyby na ladzie.
Znajomy sprzedawca patrzy na prawie pełny worek na ladzie i wrzeszczy spanikowany:
- Panie weź mi Pan te gówna z lady! Nie lepiej było je zostawić na zewnątrz?!? Zaraz mi tu Sanepid mandat wpierdzieli!!!

Nie przeszła mi już przez gardło riposta, że je do octu włożę.

OPTYMALNA OPTYMALIZACJA...

OPTYMALNA OPTYMALIZACJA

"Optymalizacja" zawsze kojarzy mi się z pewna historią z czasów pracy nad grą na przenośne urządzanie zasilane (co ważne) zwykłymi bateriami.
Jednym z ograniczeń hardware był limit liczby kolorów wyświetlanych na ekranie. Dało się to obejść kombinując trochę tu i tam, ale sprzęt "żarł" wtedy baterie kilka razy szybciej niż normalnie.
Gra poszła do testów. Wszyscy zadowoleni z ładnej grafiki.
Następnego dnia jednak alarm - trzeba poprawić "energożerność". Tłumaczenie co, jak, jakim kosztem i dlaczego. Niestety względy ekonomiczne wzięły górę nad estetycznymi i skończyło się na tym by zmienić grafikę na mniej bateriożerną.
Kilka dni później nowa wersja gotowa - znacznie gorsza grafika, ale za to pobór prądu w normie. Ponownie wszyscy zadowoleni.
Dzień następny - nowe zadanie: "zoptymalizujcie tak, by wyglądało jak w pierwszej wersji, a prądu pobierało jak w drugiej".

SAMOZAPARCIE...

SAMOZAPARCIE

Opowiedział mi to szwagier.
Jeszcze za 'nieboszczki komuny' jego zakład poszukiwał nocnego palacza do kotłowni. Podczas śniadania przyszedł kandydat z fioletowym nosem.
Kierownik siedział przy sąsiednim stoliku (w kantynie) konsumując kawę. Kandydat nie zwlekając zaczyna rozmowę, wynosząc siebie pod niebiosa. Po jakimś czasie kierownik:
- A jak u Pana wygląda sprawa z piciem alkoholu?
Odpowiedź:
- Panie Kierowniku. Ja, jak się uprę, to mogę nawet... nawet... (tutaj gest ręką jakby zdjął czapkę z głowy i rzucił nią o ziemię)... PRZEZ TYDZIEŃ mogę nie pić!!!

MSZA...

MSZA

Śpiący poranek w fabryce. Koleś wstaje od biurka i mówi do kolesia (znaczy chciał powiedzieć coś w tym stylu):
- Maciek. Pan z tobą... już rozmawiał, a teraz się pyta jeszcze coś tam coś tam...
Z tym, że jak zaczął wypowiedź, to zrobił krótką pauzę po "z tobą", takie małe zacięcie w procesie myślowym, na co Maciek nie przerywając porannej prasówki-onetówki wszedł mu w słowo i odparł ze spokojem:
- I z Duchem Twoim!
Na co cała sala nie odrywając się od monitorów (ja też):
- AAAAAMEEEEENNN!!!

HANDEL...

HANDEL

Przyjechałem dziś do domu. Mama mówi:
- Idź z psem na spacer, a jak będziesz wracać, przehandluj go za dwa kilo truskawek.
Ja lekkie zdziwienie
[Mama] - Spokojnie. Drogę do domu zna, będzie najpóźniej za dwie godziny.
Dla ścisłości - wróciłem z psem.
Truskawki były brzydkie.

WYZWISKO...

Treść tylko dla dorosłych. Zaloguj się lub zarejestruj aby potwierdzić swój wiek.

PICIE NA BUDOWIE...

PICIE NA BUDOWIE

Pytałem znajomego jak teraz wygląda picie alkoholu na budowach w Polsce. No bo prywatyzacja itd.
Opowiedział mi taką historię sprzed ok 5-ciu lat.
Pod rusztowanie przyszedł kierownik z 'Nowym' (ale starym weteranem) robotnikiem. Robol miał w ręku worek z ciuchami roboczymi, które już pobrał i podpisał ich odbiór.
Przedstawił '[N]owego' brygadziście. Już na odchodne [K]ierownik dorzucił:
[K] - I jeszcze jedno. Podczas pracy obowiązuje zakaz picia alkoholu.
[N] - Jak zakaz?
[K] - Całkowity.
[N] - Nawet piwa???
[K] - Nawet jednego!
[N] - Poważnie???
[K] - Poważnie!!!
Nowy rzuca workiem z ciuchami, później kaskiem o ziemię.
[N] - No to ja was k***a wszystkich pie**olę!
I odszedł oburzony w siną dal pozostawiając wszystkie rzeczy pod rusztowaniem.

PRAWDZIWA MIŁOŚĆ...

PRAWDZIWA MIŁOŚĆ

Pytam się w przypływie uniesienia i trosk wszelakich
- Kochanie, a będziesz mnie kochał nawet jak nie będę miała biustu i będę łysa i brzydka?
Łypnął na mnie i rzecze wielce romantycznie:
- Będę Cię kochał nawet jak nie będziesz miała rąk, nóg i oczu.
I tu mi się wydało to podejrzane. Pytam więc jeszcze milusio:
- Misiaczku mój a na kij Ci kadłubek?
Udzielono mi odpowiedzi z uśmiechem szczerym i pięknym, od ucha do ucha:
- Zrobimy domek dla ptaków! Konkretnie dla jednego!

Z GŁODU...

Treść tylko dla dorosłych. Zaloguj się lub zarejestruj aby potwierdzić swój wiek.

JEDNOŚĆ...

JEDNOŚĆ

Taka rozmowa wczoraj między [M]ną, a [N]arzeczoną:
[N] - Kochanie, Ty wiesz że po ślubie będziemy jednością?
[M] - Tak, to oczywiste...
[N] - To znaczy, że jak zjem obiad w bufecie w pracy, to już nie muszę gotować, bo ty też będziesz pojedzony...

POMIARY...

POMIARY

Sytuacja z biura. Koleżanka biegała po firmie i szukała miarki, bo musi się zmierzyć, bo znalazła fajną bluzkę a nie wie ile ma pod biustem. No i tak lata, szuka tej miarki, znalazła 20cm linijkę i zaczyna mierzyć. Zlitowałem się, dałem jej kawałek skrętki (UTP kat. 5e) żeby się owinęła a potem zmierzyła skrętkę... Trochę prościej niż mierzyć sobie obwody tego i owego 20cm linijką... W momencie jak się owinęła już tym kabelkiem wchodzi kolega, patrzy i pyta:
- No i jak, ile tam masz?
Na co koleżanka bez zastanowienia:
- Dwa!

BABCIA MELOMANKA...

BABCIA MELOMANKA

Kilka miesięcy temu zmarła Babcia znana z powszechnej niechęci do wszystkiego co nowoczesne, ze wskazaniem na filmy, modę i muzykę. M]atka z kilkuletnią [C]órką siedzi przed domem na ławeczce, podchodzi [S]ąsiadka i wywiązuje się rozmowa:
[S] - A wiesz że Jackson zmarł?
[M] - No słyszałam, a miał koncertów kilka dać...
[S] - Teraz pewnie da, ale w niebie.
[C] - I babcia będzie musiała tego słuchać...

AWARIA...

AWARIA

Wsiadamy do windy, Jakub wygłasza kolejny ze swych przynudnawych monologów. Drzwi się zamykają, Jakub mówi. Stoimy w nieruchomej windzie, Jakub peroruje.
Ja - Przestań gadać i wciśnij zero, bo nie pojedziemy.
Jakub dźga mnie palcem i z rozczarowaną miną mówi:
- Nie działa Sad

ZGUBA...

ZGUBA

Dwa tygodnie temu mieliśmy fabryczną integrację.
W piątek poszedł mail ogólny po firmie od kolesia :
"Znalazłem po integracji męską obrączkę. Jeśli ktoś ją zgubił - zapraszam po odbiór"
Komentarze moich kolegów :
- Eejj... A czemu on dopiero się teraz obudził z tą obrączką ? Dwa tygodnie przecież już minęły!
- Bo wczoraj jak się kąpał to mu wypadła...