#it
emu
fut
hit
lek
psy
syn

REALIŚCI, OPTYMIŚCI I...

REALIŚCI, OPTYMIŚCI I PESYMIŚCI

Idziemy ulicą, kolega spogląda co chwila to na niebo, to pod nogi.
Pytam go, co robi, a on na to:
- Widzisz staram się być realistą, bo chociaż optymiści częściej patrzą w niebo, to pesymiści rzadziej wdeptują w gówno.

KAMUFLAŻ...

KAMUFLAŻ

Pomykam w niedzielę po kwiaty dla Mychy bo miała imieniny. Przechodzę koło przystanku autobusowego. Stoi sobie dwóch młodych gości, a obok nich Hindus. Ale taki przez duże H... normalnie oliwkowy. Brakowało mu tylko turbanu. No i kolega rzeczony Hindus trzyma sobie w rękach palemkę.
A jeden koleś z tych dwóch co stali do drugiego:
- Widziałeś jaki sobie kamuflaż sieknął ?

- W chińskiej knajpie...

- W chińskiej knajpie na rogu jest promocja.
- Jaka?
- "Oddaj nam swojego chorego lub starego zwierzaka, dostaniesz 2 litry Coli."

Prezydent pewnego kraju...

Prezydent pewnego kraju w środkowej Europie postanowił zbadać nastroje społeczeństwa. Zmienił okulary na ciemne, rozjaśnił wąsy, nałożył na głowę pilotkę i ubrał się w baranicę.
Zmierzchało... Prezydent-przebieraniec ruszył na targowisko na jednym ze stołecznych osiedli. Podchodzi do kolesia, sprzedającego mięso:
- Ile kilo wieprzowiny?
- 150 złotych.
- Czemu tak drogo?
- Bo nasz prezydent to debil.
Następnego dnia - już ubrany normalnie, na dodatek w limuzynie i z ochroną - podjeżdża prezydent na bazarek i zagaja tegoż samego handlarza:
- Ile kilo wieprzowiny?
- 150 złotych.
- Czemu tak drogo?
- Przecież ci wczoraj wieczorkiem, debilu, powiedziałem...

Idę sobie spokojnie ulicą,...

Idę sobie spokojnie ulicą, nagle podchodzi do mnie dwóch gliniarzy. Jeden mówi:
- Pan będzie świadkiem.
Coś mnie podkusiło i odpowiedziałem:
- Postanowiliście zalegalizować swój związek?

Głośniki w laptopie:...

Głośniki w laptopie: za ciche do muzyki, za głośnie do porno.

Dziewczyna do chłopaka...

Dziewczyna do chłopaka
- Trudno mnie znaleźć, ale łatwo stracić...
- A ty co, druga skarpetka jesteś?!

NA INFOLINII PEWNEGO...

Treść tylko dla dorosłych. Zaloguj się lub zarejestruj aby potwierdzić swój wiek.

NIANIA...

NIANIA

Kiedy jeszcze byłem przedszkolakiem (wieki temu), moi rodzice namiętnie chadzający wieczorami na towarzyskie imprezy do pobliskiego kasyna wojskowego, oddawali mnie pod opiekę sąsiadki: pani Jadwini. Pani Jadwinia była starszą, siwowłosą kobietą, przemiłą, wyrozumiałą i ciepłą. Oczywiście dopóty, dopóki bez szemrania wykonywałem wszelkie jej polecenia – ze znienawidzonym „Nie wstaniesz od stołu, dopóki nie zjesz wszystkiego, co do okruszka” włącznie. Jak ja nienawidziłem tej baby! Za to moi starzy z jakiegoś powodu bezkrytycznie ją kochali i bez wahania powierzali jej życie swego pierworodnego, a nawet klucze do mieszkania!
I oto któregoś razu Baba Jadwinia ścięła się ze mną mocniej niż zwykle. Jak dziś pamiętam, poszło o zupę pomidorową – wyjątkowo zresztą paskudną. Łatwo się domyśleć, że przegrałem tę bitwę i musiałem zjeść ohydną zupkę, ale właśnie przez to moja nienawiść sięgnęła szczytu. Pech chciał (a może szczęśliwy traf?), że Baba Jadwinia następnego ranka wywróciła się w drodze do sklepu i skręciła nóżkę, bidula. Jak raz w swoje urodziny! Wieczorem starzy zaciągnęli mnie siłą do pani Jadwini, żeby złożyć jej życzenia urodzinowe i powrotu do zdrowia. Jeszcze na wszelki wypadek ojciec urządził mi na klatce schodowej próbę generalną pt. „To co powiesz pani Jadwini, synku?” i pokiwał zadowolony głową słysząc, jak recytuję standardową formułkę „wszystkonajlepszą”.
Wchodzimy. Pani Jadwinia w łóżeczku, ze sztywną nóżką. Moi rodzice wręczają kwiatki, składają życzenia, po czym ojciec wypycha mnie przed siebie, żebym odprawił stosowne zaklęcia przywracające stare truchła do zdrowia. A mi, właśnie wtedy, jak raz przypomniała się ta nieszczęsna zupa pomidorowa! I oto śliczny, blondwłosy aniołek (to ja!) pochyla się nad schorowaną starszą panią i mówi:
– Życzę ci... (rodzice uśmiechnięci szeroko, dumni ze swego grzecznego dziecka). – Życzę ci... (Baba Jadwinia także uśmiecha się życzliwie, spodziewając się już za chwilę słów miłości płynących prosto z serca).

Słodka scenka rodzajowa, jak z obrazka na pudełku przedwojennych czekoladek.

Podobno, gdy wypowiadałem poniższe słowa, uśmiech zniknął z mojej twarzy jak zdmuchnięty. Dokończyłem już ze śmiertelnie poważnym obliczem:

– Życzę ci... ŻEBYŚ ZDECHŁA, TY STARA KROWO!

Stało się!
Cud, że Baba Jadwinia nie zeszła po tym na zawał. Cud, że po laniu, jakie wtedy dostałem, mogłem jako tako siedzieć na pupie. Nie muszę dodawać, że jeszcze tego samego dnia „szczerze”, pełen skruchy, przeprosiłem (gestapo tak nie zmuszało partyzantów do sypania swoich kolegów, jak moi starzy prośbą i groźbą nakłaniali mnie wtedy do przeprosin i „wyznania grzechów” przed nianią z piekła rodem). Najgorsze, że Baba Jadwinia szybko wyzdrowiała i już przy kolejnym z nią spotkaniu, czekała na mnie... zupa pomidorowa... ...jej mać.

POMOCNY ARAB...

POMOCNY ARAB

Kilka lat temu, kiedy jeszcze byłam młoda i nadgorliwa, brałam udział w organizacji pewnej imprezy świątecznej. Przypadło mi w udziale zadanie przetransportowania części ozdób do dekoracji sali z mieszkania koleżanki, która je przechowywała, do punktu docelowego, gdzie impreza miała się odbyć. Koleżanka jest straszną pedantką, więc wszystkie pudła (a była ich trochę) były idealnie posegregowane i opisane. Chwyciłam pierwsze z brzegu i poszłam na przystanek.
Odmarzając na przystanku, spotkałam znajomego Araba, studenta polibudy, który akurat jechał na uczelnię oddać jakieś projekty. Chłopak dżentelmenem był, więc zaoferował się taszczyć moje pudło, a ja w zamian zaopiekowałam się jego projektami.

Wyobraźcie sobie teraz miny pasażerów, kiedy do autobusu wsiadła dziewczyna z twarzą owiniętą szalikiem, że tylko oczy widać z rulonem, który ewidentnie wyglądał jak plany jakiegoś budynku, pod pachą i Arab taszczący wielkie pudło z napisem "BOMBKI".