#it
emu
psy
syn

Rozmowa kwalifikacyjna :...

Rozmowa kwalifikacyjna :
- Napisała pani w CV że jest pani odpowiedzialna, proszę to uzasadnić...
- Poprzedni szef ci─ůgle mi to powtarza┼é. Zawsze jak zdarzy┼éo si─Ö co┼Ť z┼éego, m├│wi┼é 'to pani jest za to odpowiedzialna'

Dw├│ch j─ůka┼é├│w za┼éo┼╝y┼éo...

Dw├│ch j─ůka┼é├│w za┼éo┼╝y┼éo si─Ö, kt├│ry szybciej kupi fajki w kiosku.
Podchodzi pierwszy:
- pppppppoooppppprosz─Ö mmmmmmaaaarrrllboro!
- 6,50 - odpowiada sprzedawczyni
Podchodzi drugi:
- pppppppoooppppprosz─Ö mmmmmmaaaarrrllboro!
- z filtrem czy bez? - pyta sprzedawczyni
- tttyyyy kkkkuuurrrwooo!

W publicznej toalecie...

W publicznej toalecie siedzi facet na kiblu ze strasznym zatwardzeniem. Napina si─Ö, napina, ale nic. Nagle kto┼Ť wyszed┼é i zgasi┼é ┼Ťwiat┼éo. A na to facet: o kurde, oczy mi p─Ök┼éy

ÔÇó Kiedy┼Ť dw├│ch z┼éoczy┼äc├│w...

ÔÇó Kiedy┼Ť dw├│ch z┼éoczy┼äc├│w chcia┼éo uciec Chuckowi Norrisowi. Jeden pobieg┼é w prawo, drugi w lewo, a Chuck pobieg┼é za nimi.

Pan Antoni stale powtarza:...

Pan Antoni stale powtarza:
- Kto rano wstaje, temu Pan B├│g daje.
Pewnego dnia budzi si─Ö o ┼Ťwicie, wygl─ůda przez okno i widzi, ┼╝e znikn─ů┼é jego nowy, pi─Ökny samoch├│d.
- A niech to! - krzyczy ze z┼éo┼Ťci─ů. - Kto┼Ť dzisiaj wsta┼é wcze┼Ťniej.

Jeden z wybitnych polskich...

Jeden z wybitnych polskich aktor├│w przedwojennych by┼é natarczywie nagabywany przez pewna dam─Ö o rozmow─Ö. ┼╗eby si─Ö od niej uwolni─ç postanowi┼é udawa─ç j─ůka┼é─Ö. J─ůka┼é si─Ö tak bardzo, ┼╝e nie uda┼éo mu si─Ö wykrztusi─ç porz─ůdnie ani jednego zdania. Dama, zdumiona, wreszcie pyta:
- Ależ mistrzu, przecież niedawno, na scenie mówił pan poprawnie!
- Ppppproszszze ppppannni, czczczeggg├│┼╝ si─Ö nnnnnie rrrrobbi dddddla pppppieni─Ödzy!

Sytuacja jest nast─Öpuj─ůca:...

Sytuacja jest nast─Öpuj─ůca: jedzie sobie karawan, w karawanie trumna, w trumnie trup, a karawanem kieruje bardzo pijany kierowca. Jest noc, pada deszcz, nic nie wida─ç. Kierowca jedzie do┼Ť─ç brawurowo, dawno ju┼╝ przekroczy┼é dozwolon─ů pr─Ödko┼Ť─ç, za ostro wszed┼é w zakr─Öt, baga┼╝nik si─Ö otworzy┼é, wieczko od trumny si─Ö uchyli┼éo i trup wypad┼é na jezdni─Ö.
Po pewnym czasie, t─ů sam─ů tras─ů jedzie starsze ma┼é┼╝e┼ästwo, nagle kierowca czuje, ┼╝e na co┼Ť najecha┼é. Starsza pani wpada w panik─Ö, krzycz─ůc:
- Jezus Maria! Cz┼éowieka przejecha┼ée┼Ť! Co my teraz zrobimy!?
Wysiedli z samochodu, zobaczyli, że obok jest mur, więc przerzucili tego trupa ze mur. Za murem była jednostka wojskowa. Wartownik krzyczy:
- St├│j, bo strzelam!
I puszcza seri─Ö z karabinu. Podchodzi do muru, widzi trupa, wpada w rozpacz:
- Co ja zrobiłem!? Zabiłem człowieka!
Ale ┼╝eby si─Ö pozby─ç k┼éopotu wyrzuca trupa za mur. Jedzie na rowerze pijany facet i oczywi┼Ťcie przeje┼╝d┼╝a po tym trupie. Zszokowany schodzi z roweru:
- Co ja zrobi┼éem, cz┼éowieka przejecha┼éem! Wezm─Ö go do szpitala, mo┼╝e go jeszcze uratuj─ů!
Przerzucił zwłoki przez ramę, zawiózł do miejscowego przychodni.
Tam trafi┼éy na sal─Ö operacyjn─ů; mija jedna godzina operacji, druga, trzecia, czwarta, wreszcie wychodzi z sali zalany w trupa chirurg, ca┼éy we krwi. Zdenerwowany rowerzysta podni├│s┼é si─Ö z krzes┼éa:
- I co, i co?!
- Ma pan szcz─Ö┼Ťcie, ┼╝e pan na mnie trafi┼é! B─Ödzie ┼╝y┼é!

W knajpie spotyka si─Ö...

W knajpie spotyka si─Ö dw├│ch kumpli:
- S┼éysza┼ée┼Ť, pono─ç Staszek nie ┼╝yje!
- Tak, wiem o tym doskonale... Wyobraź sobie, że Staszek jechał
samochodem obok mojego domu i
nagle wyskoczył mu pod koła kot. Staszek nie chciał przejechać
zwierzaka, wi─Öc szarpn─ů┼é kierownic─ů w bok,
wjechał na krawężnik, auto wyleciało w powietrze, przeturlało się po
moim ogrodzie, Staszek
wyleciał z samochodu i przez szybę wpadł do mojej sypialni...
- Daj spok├│j, przecie┼╝ to straszne tak zgin─ů─ç!
- Ale┼╝ nie, on wci─ů┼╝ jeszcze ┼╝y┼é. Le┼╝a┼é tak ca┼éy we krwi w tym
rozbitym szkle i nagle zauwa┼╝y┼é tak─ů star─ů,
zabytkow─ů szaf─Ö. Wyci─ůgn─ů┼é r─Ök─Ö i chwyci┼é si─Ö szafy, ┼╝eby wsta─ç.
Niestety szafa z całym impetem przewróciła się
na niego i pogruchota┼éa mu ko┼Ťci...
- Rany, jaka okropna ┼Ťmier─ç!
- Nie, nie, utrzyma┼é si─Ö przy ┼╝yciu. Jako┼Ť wype┼éz┼é spod szafy i
doczołgał się do schodów.
Tam chwyci┼é si─Ö por─Öczy i pr├│bowa┼é podnie┼Ť─ç, ale por─Öcz nie wytrzyma┼éa
ciężaru jego ciała i urwała się pod nim.
Staszek spadł zpierwszego piętra na stół w korytarzu, a połamane
kawałki poręczy powbijały mu się w ciało...
- Psiakrew, strasznie zgin─ů┼é!
- No co ty, to go nie zabiło. Spadł tuż obok drzwi do kuchni, czołga
si─Ö do ┼Ťrodka i pr├│buje podci─ůgn─ů─ç na kuchence,
ale zahaczy┼é o du┼╝y garnek z gotuj─ůc─ů si─Ö wod─ů i chlust! Cz┼éowieku,
ca┼éy wrz─ůtek wyl─ůdowa┼é na nim i poparzy┼é mu cia┼éo...
- Cholera, przera┼╝aj─ůca taka ┼Ťmier─ç!
- Ale┼╝ nie, wci─ů┼╝ jeszcze oddycha┼é. Ma┼éo tego, w pewnym momencie
zauwa┼╝y┼é telefon. Pr├│bowa┼é dosi─Ögn─ů─ç s┼éuchawki,
┼╝eby wezwa─ç pomoc, ale zamiast tego wetkn─ů┼é palce do gniazdka
elektrycznego. ┼╗eby┼Ť ty to widzia┼é, woda w
po┼é─ůczeniu z pr─ůdem wywo┼éa┼éa istny ┼╝ywio┼é i Staszkiem szarpn─Ö┼éo
napi─Öcie rzucaj─ůc jego cia┼éem o ┼Ťcian─Ö...
- O rany, okropnie tak umrze─ç!
- Daj spokój, on wtedy jeszcze nie umarł...
- To w┼éa┼Ťciwie jak on zgin─ů┼é?
- Zastrzeliłem go!
- Zastrzeli┼ée┼Ť go?
- cz┼éowieku, przecie┼╝ on by mi ca┼é─ů cha┼éup─Ö rozwali┼é