Stara babcia idzie do...

Stara babcia idzie do apteki.
- Chcia艂a bym sobie jeszcze troch臋 pofiglowa膰 z m臋偶em. Znajdzie si臋 co艣? - m贸wi do sprzedawcy.
- Tak, tu ma pani 2 opakowania jedno z czerwonymi tabletkami jest dla pani, a drugie z niebieskimi dla m臋偶a. Prosz臋 za偶y膰 po 1 tabletce - m贸wi sprzedawca.
Babcia ucieszona wraca do domu. My艣li sobie, 偶e 1 tabletka mo偶e nie wystarczy膰 wi臋c wzi臋艂a ca艂膮 gar艣膰 tabletek. M臋偶owi da艂a czerwone, a sama wzi臋艂a niebieskie.
Babcie tak usztywni艂o, 偶e przez miesi膮c nie mog艂a si臋 ruszy膰, a m臋偶owi pootwiera艂y si臋 rany z 2 wojny 艣wiatowej.

Na werandzie siedz膮 sobie...

Na werandzie siedz膮 sobie w bujanych fotelach dziadek z babci膮.
Nagle ni z tego ni z owego babcia wali dziadka w 艂eb tak, 偶e ten a偶 spada z werandy prosto w krzaki
Dziadek, wyczo艂guj膮c si臋, pyta ze zdumieniem:
- A to za co by艂o?!
- A za to, 偶e masz ma艂ego ptaszka
Dziadek wgramoli艂 si臋 na werand臋, usiad艂,
i po chwili nagle: 艂up!babci臋 w g艂ow臋, i tym razem ona l膮duje w krzakach.
- Hej! A to za co?! - pyta zaskoczona babcia
- A za to, 偶e wiesz, 偶e s膮 w r贸偶nych rozmiarach...

Pos艂ucha艂am w ko艅cu dobrej...

Pos艂ucha艂am w ko艅cu dobrej rady, jak膮 znalaz艂am w pewnym czasopi艣mie i nareszcie odnalaz艂am spok贸j duszy...
By艂o tam napisane:
"Spos贸b, jak osi膮gn膮膰 spok贸j wewn臋trzny polega na tym, 偶e trzeba sko艅czyc wszystko to, co si臋 rozpocz臋艂o."
W domu rozejrza艂am si臋 dooko艂a i zastanowi艂am si臋, co rozpocz臋艂am i w po艂owie przerwa艂am...
Zanim wysz艂am do pracy, dopi艂am butelke czerwonego wina, potem skonczy艂am rum, Martini, w贸dke brzoskwiniow膮 i pude艂ko czekoladek.
Nawet sobie nie wyobra偶asz, jak si臋 teraz fajnie czuj臋!
Przeka偶 to wszystkim tym, kt贸rzy chc膮 odnale藕膰 spok贸j duszy!

Spotyka si臋 dw贸ch policjant贸w....

Spotyka si臋 dw贸ch policjant贸w. Jeden m贸wi:
- Ty wiesz, jaka moja 偶ona jest naiwna? Robi sobie prawo jazdy i my艣li, 偶e dam jej samoch贸d.
Na to drugi:
- To jeszcze nic. A moja jaka jest naiwna! Jutro jedzie do sanatorium, zagl膮dam do torby a tam 10 prezerwatyw. I ona my艣li, 偶e ja przyjad臋...

Najstraszniejsza bestia...

Najstraszniejsza bestia na 艣wiecie?
Kobieta na diecie. Przed miesi膮czk膮. Rzucaj膮ca palenie...

Pewien ornitolog-hobbysta...

Pewien ornitolog-hobbysta cz臋sto wieczorami przesiadywa艂 w ogr贸dku, pohukuj膮c jak sowa. Kt贸rego艣 razu sowa mu odpowiedzia艂a. Od tej chwili co noc przez ca艂y rok 鈥瀝ozmawia艂鈥 tak sobie ze swym pierzastym przyjacielem. Robi艂 nawet notatki z tych rozm贸w. W pewnym momencie uzna艂, 偶e wielkimi krokami zbli偶a si臋 do prze艂omu w komunikacji mi臋dzy gatunkami. Traf chcia艂, 偶e akurat wtedy jego 偶ona przy pracach ogr贸dkowych wda艂a si臋 w pogaw臋dk臋 z s膮siadk膮.
- Wie pani... M贸j m膮偶 jest z zami艂owania ornitologiem. Ca艂e wieczory sp臋dza w ogrodzie rozmawiaj膮c z sowami.
- Co za zbieg okoliczno艣ci... M贸j te偶!

Jedzie poci膮g z Pekinu...

Jedzie poci膮g z Pekinu do Warszawy. Go艣ciowi zachcia艂o si臋 do ubikacji. Ale w poci膮gu nie mo偶e znale藕膰 ubikacji! Idzie do kondora no i rzeczywi艣cie okazuje si臋, 偶e w poci膮gu nie ma ani jednej ubikacji. Ale kondor m贸wi mu :
- Zr贸b Pan tak - 艣ci膮gnij spodnie, namaluj na ty艂ku oczy, brwi, uszy itd. wystaw za okno i sraj.
No to go艣ciu jak us艂ysza艂 tak zrobi艂. Wystawi艂 ty艂ek za okno i zaczyna sra膰. Poci膮g doje偶d偶a na stacj臋 w Warszawie, a tam Pani z lizakiem (zawiadowca stacji) do go艣cia :
- Panie, niech Pan nie rzyga na peron! jak Pan si臋 w og贸le zachowuje!
- Prrrr....
- I JESZCZE KU**A PYSKUJE!!!

By艂 rok 1943. Spory konw贸j...

By艂 rok 1943. Spory konw贸j przemierza艂 wody p贸艂nocnego Atlantyku w drodze do Murma艅ska. By艂a jasna, ksi臋偶ycowa noc. Na mostku polskiego statku, kapitan wzywa bosmana i rzecze:
- Widzicie, bosmanie, ten l膮d trzy mile na prawej burcie? W艂a艣nie U-boot strzeli艂 torped臋. Idziemy w ciasnym szyku bez mo偶liwo艣ci manewru. Wed艂ug moich oblicze艅, torpeda ta trafi nas za pi臋膰 minut. Zejd藕cie do za艂ogi i przygotujcie marynarzy do opuszczenia statku. Nie ma dla nas ratunku.
Bosman, nie dyskutuj膮c, czym pr臋dzej ruszy艂 w g艂膮b parowca by wykona膰 rozkaz. Ale 偶e by艂 osobnikiem nie pozbawionym humoru, a przy tym ch艂op jak nied藕wied藕, postanowi艂 obr贸ci膰 ca艂膮 spraw臋 w 偶art. Wszed艂 do pomieszcze艅 za艂ogi, zebra艂 marynarzy i rzecze:
- Widzicie, ch艂opcy, ten sto艂ek tutaj? Jak zaraz pier*.*n臋 w niego cz艂onkiem, to ca艂y statek w drebiezgi p贸jdzie.
Marynarze, acz doskonale wiedzieli o mitycznej wr臋cz sile bosmana, tym razem wybuchn臋li 艣miechem, kiwaj膮c g艂owami z niedowierzaniem. Roze藕li艂 si臋 bosman okrutnie i jak nie wrza艣nie:
- To si臋 za艂贸偶cie, gnojki jedne, jak 偶e艣cie tacy pewni, a w mi臋dzyczasie zak艂ada膰 kamizelki ratunkowe.
Rozweseleni marynarze zacz臋li zbiera膰 pul臋 zak艂adu, zak艂adaj膮c przy okazji kapoki. Bosman odczeka艂 chwil臋, spojrza艂 na zegarek, nonszalanckim ruchem wyci膮gn膮艂 narz臋dzie, spojrza艂 pogardliwie woko艂o i BUM!
Statek poszed艂 w drzazgi! Por贸d rozbitk贸w, kt贸rzy uszli z 偶yciem, byli bosman i kapitan. W pewnym momencie podp艂ywa do bosmana kapitan, ca艂y szary z przera偶enia.
- Na Boga, bosmanie, co si臋 sta艂o? Torpeda min臋艂a statek za ruf膮!!!