#it
emu
psy
syn

taki dowcip z czas├│w PRL-u...

taki dowcip z czas├│w PRL-u
Na posterunku MO skar┼╝y si─Ö okradziony przed chwil─ů m─Ö┼╝czyzna:
- Jaki┼Ť cudzoziemiec ukrad┼é mi zegarek.
- Cudzoziemiec? Mo┼╝e Amerykanin?
- Nie - odpowiada poszkodowany.
- Anglik? A mo┼╝e Francuz?
- Ani Anglik, ani Francuz.
- To kto to mógł być - pyta dalej posterunkowy.
- My┼Ťl─Ö, ┼╝e Fin - m├│wi niepewnie okradziony.
- Obywatelu, przecie┼╝ Fin├│w w Polsce nie ma! Mo┼╝e Rosjanin?
- Tak, ale to pan powiedział, panie posterunkowy.

Na zamku króla żył pewien...

Na zamku kr├│la ┼╝y┼é pewien dworzanin. Od lat ogarni─Öty by┼é obsesj─ů popieszczenia j─Özyczkiem ┼Ťlicznych piersi Kr├│lowej. Tylko ┼Ťwiadomo┼Ť─ç kary ┼Ťmierci po┼é─ůczonej z kastrowaniem powstrzymywa┼éa go przed zaspokojeniem swoich ┼╝─ůdz. Pewnego razu dworzanin zdradzi┼é swoje rozterki nadwornemu medykowi. Medyk zaproponowa┼é pewne wyj┼Ťcie z sytuacji, wi─Öc panowie zawarli d┼╝entelme┼äski uk┼éad. Medyk mia┼é u┼╝y─ç swoich wp┼éyw├│w oraz magicznych zi├│┼é, aby umo┼╝liwi─ç spe┼énienie marze┼ä dworzanina, za co ten zobowi─ůza┼é si─Ö zap┼éaci─ç tysi─ůc dukat├│w w z┼éocie.
Nast─Öpnego dnia, medyk jak zwykle przygotowa┼é lecznicz─ů k─ůpiel dla Kr├│lowej. Korzystaj─ůc z chwili kr├│lewskiej nieuwagi, wsypa┼é do staniczka szczypt─Ö bia┼éego proszku wywo┼éuj─ůcego uporczywe sw─Ödzenie. Kiedy tylko Kr├│lowa si─Ö ubra┼éa, proszek natychmiast zacz─ů┼é dzia┼éa─ç. Nie pomaga┼éy ┼╝adne ma┼Ťci, sw─Ödzenie wci─ů┼╝ narasta┼éo na sile a ci─ůg┼ée drapanie si─Ö po biu┼Ťcie odbiera┼éo Kr├│lowej ca┼éy majestat. Kr├│l w ko┼äcu pos┼éa┼é po medyka. Medyk rzecz obada┼é dok┼éadnie, a jak┼╝e, po czym stwierdzi┼é, ┼╝e tylko specjalny enzym wyst─Öpuj─ůcy w ┼Ťlinie, dozowany przez cztery godziny, mo┼╝e wyleczy─ç uczulenie. Na zamku jest pewien dworzanin, a testy wykaza┼éy, ┼╝e jego ┼Ťlina mo┼╝e by─ç ca┼ékiem dobrym lekarstwem. Kr├│l natychmiast pos┼éa┼é po dworzanina... Zobowi─ůzany kontraktem medyk, da┼é dworzaninowi gar┼Ť─ç antidotum, kt├│re ten szybko w┼éo┼╝y┼é do ust i uda┼é si─Ö do apartament├│w Kr├│lowej. Przez bite cztery godziny dworzanin u┼╝ywa┼é sobie za wszystkie lata. Kiedy czas min─ů┼é, dworzanin by┼é kompletnie wyczerpany, a tak┼╝e wyleczony ze swojej obsesji.
Nast─Öpnego dnia medyk spotkawszy dworzanina na zamkowym dziedzi┼äcu, zgodnie z umow─ů za┼╝─ůda┼é tysi─ůca z┼éotych dukat├│w. Zaspokojony ju┼╝ dworzanin zacz─ů┼é si─Ö wykr─Öca─ç od zap┼éaty, wymawiaj─ůc si─Ö niewielkim wysi┼ékiem ze strony medyka. Mocno zniesmaczony medyk poszed┼é do swojej komnaty, gdzie przygotowa┼é nast─Öpn─ů porcj─Ö sw─Ödz─ůcego proszku.
Rankiem medyk uda┼é si─Ö do apartament├│w Kr├│la, gdzie wsypa┼é proszek w ┼Ťwie┼╝o wyprane kr├│lewskie gacie.
W południe... Król posłał po dworzanina...

Stoj─ů dwa duchy przy...

Stoj─ů dwa duchy przy bramie cmentarnej. Przed bram─ů stoi samoch├│d. Pierwszy duch m├│wi:
- Cho─ç stary! Przejedziemy si─Ö.
- Ok, tylko po co┼Ť p├│jd─Ö.
Nagle duch wraca d┼║wigaj─ůc swoj─ů tablic─Ö nagrobn─ů.
- Po co to d┼║wigasz? - M├│wi pierwszy duch.
- Przecie┼╝ nie mo┼╝na je┼║dzi─ç bez dokument├│w.

Polak, Murzyn i ┼╗yd ┼éowi─ů...

Polak, Murzyn i ┼╗yd ┼éowi─ů ryby. Nagle na trzy haczyki z┼éapa┼éa si─Ö z┼éota
rybka. Wyci─ůgaj─ů j─ů z wody i si─Ö k┼é├│c─ů kt├│ry j─ů z┼éapa┼é. Rybka na to:
- Ej, przecie┼╝ was jest trzech, dla ka┼╝dego b─Ödzie po jednym ┼╝yczeniu.
- W porz─ůdku. No to ┼╗ydzie, co chcesz?
- No to ja chc─Ö, ┼╝eby┼Ť mnie przenios┼éa do Izraela i ┼╝eby wszyscy w
Izraelu mieli w ciul złota itd.
- M├│wisz - masz.
...I znikn─ů┼é...
- A ty Murzyn czego chcesz ??
- No to ja w takim razie chc─Ö, ┼╝eby┼Ť mnie przenios┼éa do RPA i ┼╝eby
wszyscy Murzyni mieli tam zajebi┼Ťcie w ciul z┼éota itd.
- M├│wisz masz.
...I znikn─ů┼é...
- A ty Polaku co chcesz ??
Polak popatrzył w miejsce gdzie stał Murzyn, popatrzył w miejsce gdzie
stał Żyd i mówi:
- Tak w┼éa┼Ťciwie to ja ju┼╝ nic nie chc─Ö!

Do pana Zdzicha Kwiatkowskiego...

Do pana Zdzicha Kwiatkowskiego, kt├│ry od d┼éu┼╝szego czasu nie op┼éaca┼é rachunk├│w za gaz, przysz┼éo upomnienie w do┼Ť─ç ostrym tonie, podpisane przez kierownika dzia┼éu windykacji Zak┼éadu Gazowniczego.
Pan Zdzich wzi─ů┼é kartk─Ö papieru, usiad┼é przy biurku i odpisa┼é co nast─Öpuje:
Szanowny Panie,
pragn─Ö Pana poinformowa─ç, i┼╝ raz na miesi─ůc gdy otrzymuj─Ö rent─Ö, zbieram wszystkie rachunki dotycz─ůce op┼éat za mieszkanie i reszt─Ö medi├│w. Wrzucam je do du┼╝ego dzbana, mieszam i losuj─Ö trzy, z kt├│rymi id─Ö na poczt─Ö i op┼éacam.
Je┼╝eli pa┼äska Instytucja pozwoli sobie cho─çby jeszcze raz przys┼éa─ç do mnie list utrzymany w podobnym tonie, to jej faktury na rok zostan─ů wykluczone z loterii.
Z powa┼╝aniem
Zdzisław Kwiatkowski

Donald Tusk po ┼Ťmierci...

Donald Tusk po ┼Ťmierci trafi┼é do nieba. U bram niebios spotyka ┼Ťw. Piotra, kt├│ry go oprowadza po niebie. Tuska bardzo zaciekawi┼éy zegary rozmieszczone w ogromnej ilo┼Ťci po ca┼éym niebie. Pyta si─Ö wi─Öc ┼Ťw. Piotra:
-Co to s─ů za zegary i czemu wskazuj─ů r├│┼╝ne godziny
-Widzisz Donaldzie - odpowiada ┼Ťw. Piotr - Ka┼╝dy cz┼éowiek ma taki zegar, kt├│rego wskaz├│wki przesuwaj─ů si─Ö do przodu z ka┼╝dym k┼éamstwem. Z chwil─ů urodzin zegar ka┼╝dego cz┼éowieka wskazuje godzin─Ö 12. Widzisz tu na przyk┼éad jest zegar Matki Teresy, kt├│ry wci─ů┼╝ wskazuje godzin─Ö 12.
-A gdzie s─ů zegary Kaczy┼äskich?
-Ich zegary robi─ů za wentylatory w holu g┼é├│wnym....!

Dlaczego ┼Ťciany nie tocz─ů...

Dlaczego ┼Ťciany nie tocz─ů ze sob─ů wojen?
.
.
.
.
.
Bo mi─Ödzy nimi jest pok├│j.

Diabeł złapał Czecha...

Diabe┼é z┼éapa┼é Czecha , Polaka i Niemca . Kaza┼é im przynie┼Ť─ç jak─ů┼Ť ro┼Ťlink─Ö . Polak przyni├│s┼é tulipana , Niemiec dzik─ů r├│┼╝─Ö , a Czech si─Ö gdzie┼Ť zawieruszy┼é . Diabe┼é kaza┼é im zje┼Ť─ç , co przynie┼Ťli. Polak bez problemu zjad┼é tulipana , a Niemiec na przemian ┼Ťmieje si─Ö i p┼éacze .
- Dlaczego płaczesz ?
- Bo musz─Ö zje┼Ť─ç r├│┼╝─Ö razem z kolcami !
- A czemu si─Ö ┼Ťmiejesz ?
- Bo Czech idzie z kaktusem Smile

Jest post─Öp: to pierwsze...

Jest post─Öp: to pierwsze mistrzostwa kiedy nasi pi┼ékarze nie musz─ů wraca─ç do domu po zako┼äczeniu rozgrywek.

┼Ürodek zimy. F─ůfara m├│wi...

┼Ürodek zimy. F─ůfara m├│wi do kumpla:
- Wczoraj widzia┼éem, jak dwie kobitki k─ůpa┼éy si─Ö w morzu.
- O kurcze, w taki zi─ůb? Pewnie to morsy.
- Jedna rzeczywi┼Ťcie, mors. Ale ta druga ca┼ékiem, ca┼ékiem!