psy
emu
#it
hit
syn
fut

Wiecie czemu so艂tys w...

Wiecie czemu so艂tys w W膮chocku pomalowa艂 sobie dom na bia艂o?
Bo us艂ysza艂, ze po wojnie atomowej ocaleje tylko Bia艂y Dom.

Rozmawiaj膮 dwie gwiazdy...

Rozmawiaj膮 dwie gwiazdy filmowe:
- Ogarnia mnie przera偶enie na sam膮 my艣l o pi臋膰dziesi膮tce...
- Moja droga, a co ci si臋 wtedy przydarzy艂o?!

Dw贸ch 偶ebrak贸w siedzi...

Dw贸ch 偶ebrak贸w siedzi na chodniku we W艂oszech. Jeden z nich trzyma du偶y krzy偶, a drugi du偶膮 gwiazd臋 Dawida. Obaj trzymaj膮 wyci膮gni臋te kapelusze na datki pieni臋偶ne. Ludzie przechodz膮, spogl膮daj膮 d艂ugo na 偶ebraka z Gwiazd膮 Dawida, ale nikt mu nic nie wrzuca, natomiast za ka偶dym razem zbiera co艣 偶ebrak z krzy偶em. Idzie zakonnik, stan膮艂 i z daleka przygl膮da si臋 偶ebrakom.
W ko艅cu podchodzi do tego z gwiazd膮 Dawida i m贸wi:
- Nie zdajesz sobie sprawy, 偶e to chrze艣cija艅ski kraj? Nie otrzymasz tu 偶adnej ja艂mu偶ny, trzymaj膮c gwiazd臋 Dawida.
呕ebrak zwraca si臋 do tego z krzy偶em:
- Ty, Jakow, patrz, kto pr贸buje nas uczy膰, jak si臋 robi interes.

Powodowana nag艂膮 potrzeb膮...

Powodowana nag艂膮 potrzeb膮 fizjologiczn膮 zakonnica wchodzi do baru. W barze panuje standardowy zgie艂k, jednak co par臋 minut ga艣nie 艣wiat艂o i ca艂a sala zaczyna wiwatowa膰. Zakonnica podchodzi do baru i pyta, gdzie znajdzie toalet臋.
- Tu, po lewej, ale nie powinna siostra tam chodzi膰.
- Czemu nie? - pyta zaskoczona zakonnica.
- Bo w toalecie stoi pos膮g nagiego m臋偶czyzny, przykrytego jedynie listkiem figowym.
- Nie szkodzi - odpowiada zakonnica. - Nie b臋d臋 patrzy膰 w jego stron臋.
Zakonnica idzie do toalety. Kiedy wraca do baru, zastaje standardowy barowy ha艂as. Jednak kiedy go艣cie zauwa偶aj膮 jej wej艣cie, przerywaj膮 rozmowy i zaczynaj膮 bi膰 jej brawo. Zakonnica, zaskoczona, pyta barmana.
- Prosz臋 pana, o co im chodzi, bij膮 mi brawo, bo by艂am w toalecie?
- Nie, bij膮 brawo, bo zosta艂a siostra jedn膮 z nas - odpowiada barman.
- Nadal nie rozumiem - m贸wi wci膮偶 zaskoczona zakonnica.
- Widzi siostra, ilekro膰 kto艣 uniesie listek na pos膮gu, w barze ga艣nie 艣wiat艂o.

Przychodzi facet do lekarza...

Przychodzi facet do lekarza i m贸wi:
- Prosz臋 pana, mam problem...
- S艂ucham pana
- Ale czy nie b臋dzie si臋 pan 艣mia艂?
- Nie
- Spuch艂o mi j膮dro
- Prosz臋 pokaza膰
- Ale czy na pewno nie b臋dzie si臋 pan 艣mia艂? - dopytuje si臋
- Na pewno
Facet wyci膮ga j膮dro wielko艣ci pi艂ki. Lekarz zwija si臋 ze 艣miechu.
- No widzi pan!!! W takim wypadku nie poka偶臋 panu tego spuchni臋tego!!!

Do m贸zgu dochodzi艂y wie艣ci...

Do m贸zgu dochodzi艂y wie艣ci z r贸偶nych organ贸w, 偶e co艣 jest nie tak, wi臋c zwo艂a艂 walne zgromadzenie, aby om贸wi膰 ten problem.
- Witam wszystkich! Czas na pro艣by, skargi, za偶alenia. M贸wcie!
Pierwsze odezwa艂y si臋 nerki:
- Szanowny m贸zgu, prosimy o tydzie艅 urlopu. Nasz pan ci膮gle co艣 pije, a my ju偶 nie mo偶emy wytrzyma膰, padamy z wycie艅czenia!
- Macie moj膮 zgod臋 - odpar艂 m贸zg. - Tydzie艅 urlopu. Kto nast臋pny?
Odezwa艂a si臋 w膮troba:
- Ja te偶 ju偶 nie mog臋, facet ci膮gle chla gorza艂臋 i ja wysiadam. Prosz臋 o 10 dni urlopu.
- Prosz臋 bardzo - zadecydowa艂 m贸zg. - Kto nast臋pny?
Odzywaj膮 si臋 p艂uca:
- My prosimy o 2 tygodnie wolnego, bo nasz pan ci膮gle pali i pali. Ledwo dychamy od tego dymu, ledwo ci膮gniemy.
- Wyra偶am zgod臋 - odpar艂 m贸zg. - Czy kto艣 jeszcze?
W tym momencie rozleg艂 si臋 ledwo s艂yszalny g艂osik:
- Ja te偶! Ja te偶 poprosz臋 o 2 tygodnie urlopu!
- Mo偶e by艣 chocia偶 wsta艂 i si臋 przedstawi艂! - krzykn膮艂 m贸zg.
- Gdybym m贸g艂 sta膰, to nie prosi艂bym o urlop!

Samolot wystartowa艂 z...

Samolot wystartowa艂 z lotniska. Po osi膮gni臋ciu wymaganego pu艂apu, kapitan odzywa si臋 przez intercom:
- Panie i panowie, witam na pok艂adzie samolotu. Pogod臋 mamy dobr膮, niebo czyste, wi臋c zapowiada nam si臋 przyjemny lot. Prosz臋 usi膮艣膰, zrelaksowa膰 si臋 i... osz k***a... !!
Po chwili ciszy intercom odzywa si臋 znowu:
- Panie i panowie, najmocniej przepraszam je艣li przed chwil膮 pa艅stwa wystraszy艂em, ale w trakcie mojej wypowiedzi drugi pilot wyla艂 na mnie fili偶ank臋 gor膮cej kawy. Powinni艣cie pa艅stwo zobaczy膰 prz贸d moich spodni.
Na to odzywa si臋 jeden z pasa偶er贸w:
- To pewnie nic w por贸wnaniu z ty艂em moich...

Lech Kaczy艅ski umar艂....

Lech Kaczy艅ski umar艂. Jego dusza pow臋drowa艂a do bram nieba, gdzie czeka艂 na niego 艣w. Piotr. Piotr zatrzymuje Lecha i m贸wi:
- S艂uchaj, stary. Z kim艣 takim jak ty nie mamy do czynienia na co dzie艅, mamy wi臋c specjaln膮 procedur臋 dla takich przypadk贸w. Szef ka偶e ci sp臋dzi膰 jeden dzie艅 w piekle, i jeden w niebie, 偶eby艣 m贸g艂 sobie sam wybra膰 miejsce zamieszkania. Tam, gdzie wybierzesz, sp臋dzisz wieczno艣膰.
U艣miechni臋ty Kaczy艅ski odpowiada:
- Ale ja ju偶 wybra艂em, chce do nieba!
Na to Piotr:
- Przykro mi, takie s膮 zasady.
Wi臋c Lech wsiad艂 najpierw do windy prowadz膮cej do piek艂a. Winda si臋 zatrzyma艂a, drzwi si臋 otwieraj膮. Widok wprawia pasa偶era w zaskoczenie.
Przed nim jest zielone pole golfowe, obok wida膰 pawilon klubowy. Siedz膮 tam wszyscy jego nie偶yj膮cy przyjaciele, rodzina, elegancko ubrani. Na jego widok biegn膮 z otwartymi ramionami i witaj膮 go rado艣nie, a nast臋pnie zapraszaj膮 na wytrawn膮 kolacj臋 z szampanem i kawiorem. Przy kolacji odwiedza ich diabe艂, tak samo elegancko ubrany, czysty, ogolony itd. Przynosi im lody.
Gdy Lech ko艅czy pi膮ty kieliszek szampana, diabe艂 m贸wi:
- 艢mia艂o, Leszku, wypij nast臋pny.
- No, nie wiem czy to wypada...
- Spoko, tu jest piek艂o i wszystko wolno!
**
Po 24 godzinach sp臋dzonych w piekle Lech zaczyna si臋 powa偶nie zastanawia膰. "W sumie diabe艂 to fajny go艣膰, kulturalny, opowiada 艣mieszne dow...y. Nie jest tak 藕le, ale zobaczymy, jak b臋dzie w niebie."
Przysz艂a kolej na wizyt臋 w niebie. Co prawda czysto, 艂adnie, wok贸艂 sami mili ludzie i oczywi艣cie Szef. Lech czuje si臋 troszk臋 nieswojo, zw艂aszcza 偶e zamiast dobrego klubu jest zwyczajna jad艂odajnia, nikt nie opowie 艣wi艅skiego dow...u ani wulgarnie nie za偶artuje. W dodatku wszyscy ci膮gle powtarzaj膮 o "wieczystym pokoju" i generalnie jest mi艂o, ale nieciekawie.
Gdy przyszed艂 czas na wyb贸r, Kaczy艅ski przychodzi do 艣w. Piotra i m贸wi:
- Widzisz, Piotrze... niebo niew膮tpliwie te偶 ma zalety itd, ale chyba jednak wola艂bym p贸j艣膰 do piek艂a...
Piotr oczywi艣cie nie kwestionowa艂 wyboru. Nagle Kaczy艅ski poczu艂, 偶e traci grunt pod nogami i po kr贸tkim locie twardo wyl膮dowa艂 na spalonej, ognistej ziemi. Rozejrza艂 si臋 wok贸艂 i z przera偶eniem stwierdzi艂, 偶e piek艂o ju偶 nie jest wspania艂膮 sielank膮. Przed nim by艂a tylko smo艂a, sadza i unosi艂 si臋 smr贸d palonych zw艂ok. Ujrza艂 swoich przyjaci贸艂 poddawanych okrutnym torturom, skutych 艂a艅cuchami. Nagle poczu艂 kud艂at膮, 艣mierdz膮c膮 艂ap臋 diab艂a na swoim garniturze. Przestraszony, spyta艂:
- Kolego diable, a gdzie si臋 podzia艂o pole golfowe, klub i szampan? Czemu nie jest ju偶 tak pi臋knie, jak by艂o tu wczoraj?
Na to diabe艂 z u艣miechem:
- Wczoraj mieli艣my kampani臋 wyborcz膮. Dzi艣, synku, zag艂osowa艂e艣 na nas.

M贸wi warszawiak do 艣l膮zaka:...

M贸wi warszawiak do 艣l膮zaka:
- I co wy na tym 艢l膮sku macie? Brud, syf, niebo zamiast niebieskie jest szare. Nawet Katowice maj膮 w herbie jakie艣 m艂oty.
Na to 艢l膮zak:
- A co wy macie w herbie? P贸艂 dorsz, p贸艂 k...a. Ani si臋 naje艣膰, ani podupczy膰.