psy
#it
hit
fut
lek
emu
syn

- Jak mówimy, kiedy patolog...

- Jak mówimy, kiedy patolog podczas krojenia zwłok tupie nogą?
- Sekcja rytmiczna.

To niemożliwe - powiedziała...

Treść tylko dla dorosłych. Zaloguj się lub zarejestruj aby potwierdzić swój wiek.

- Mamo, mam dziewczynę....

Treść tylko dla dorosłych. Zaloguj się lub zarejestruj aby potwierdzić swój wiek.

Żona w łóżku z kochankiem,...

Treść tylko dla dorosłych. Zaloguj się lub zarejestruj aby potwierdzić swój wiek.

Reklama:...

Reklama:
Nie pijesz?
Nie ciągnie cię do papierosów?
Odwrócili się od ciebie przyjaciele i znajomi?
PRODUKT DLA CIEBIE! Nowa pasta do zębów "Wszystko w jednym" pomoże ci przywrócić wiarę w siebie!
Niepowtarzalny zapach przetrawionego alkoholu zmieszanego z dymem tanich papierosów!!!
Teraz znów możesz być swój wśród swoich!

POWAŻNA GRA...

POWAŻNA GRA

Historia ta mogła się tu znaleźć jako dowcip lub autentyk pochodzący od kogoś innego, niemniej jednak wydarzyła się naprawdę, a bohaterem tej historii jest mój ojciec.
Wiele lat temu, na kongresie brydżowym w Sławie, zapytano mojego ojca podczas gry, czy można grać w brydża pod wpływem alkoholu. Ten przytaknął. Rozmówca jednak był ciekawy, więc zapytał:
- No... Ale panie Andrzeju, czy byłby pan w stanie grać, dajmy na to, po ćwiartce wódki?
- Byłbym.
- A po wypiciu pół litra wódki?
- Nie miałbym żadnych problemów...
- A tak... Po literku?
- No... Przecież gram...

GRUNT TO DOBRE WYCHOWANIE...

GRUNT TO DOBRE WYCHOWANIE

W naszych fabrycznych kibelkach są takie automatyczne dyspensery rozpylające różne miłe zapachy. Poszedłem sobie właśnie coby siknąć do pisuarka. Sobie robię sikusik, a tu przychodzi Piotruś... ten od Pana Kukiełki. Władował się do kabiny.
Chwilę potem dyspenser zrobił: AAAAAPSSSSSSSSSSST!
A Piotruś do mnie z kabiny:
- NA ZDROWIE !!

Co robi zamarznięta woda...

Treść tylko dla dorosłych. Zaloguj się lub zarejestruj aby potwierdzić swój wiek.

ZAKRĘT ŻÓŁWIA...

ZAKRĘT ŻÓŁWIA

Legenda jaka jest przekazywana w mojej robocie z pokolenia na pokolenie... to znaczy, gdy kogoś wywalają i przychodzi nowy.
Nasza rozgłośnia ma szczęście znajdować się, na dosyć sporych rozmiarów pagórku. Tam są zabudowania, anteny, no i wszelkiej maści inne rzeczy potrzebne dla "radyja". A z racji tego, że pagórek jest, jak wspomniałem, dosyć wysoki, to prowadząca z niego droga w dół, bardzo przypomina pas treningowy dla pilotów kamikadze.
Pewnego razu, jeden z radiowców, pseudonim "Żółw" - z racji tego, jakie prędkości rozwijał swoim bolidem, musiał wyjechać na parę dni w Polskę i dlatego zostawił swój prywatny samochód pod firmą.
Niestety pogoda przez ten czas nie dopisała i po powrocie Żółw zauważył, na traczach hamulcowych swojego ukochanego samochodziku, żółto-rdzawy nalot. Zbulwersowany tym faktem, nie zwracał uwagi na nasze zapewnienia, że po pierwszym hamowaniu ów nalocik zniknie.
Pragnąc, aby tarcze świeciły się jak w dniu zakupu bryczki w salonie, sięgnął do bagażnika, wyciągnął z niego pełna puszkę WD40 i pieczołowicie spryskał w/w tarcze... Zadowolony z wyniku, jaki otrzymał (magia jak cholera... rdzawy nalot zniknął!), wsiadł do swej bryczki, zapuścił silniczek i pojechał w siną dal...
Dobrze, że jechał tylko 30-ci na godzinę i miał cztery poduszki powietrzne...
Nie mniej jednak, od tego czasu, każdy przybywający do radia praktykant, lub nowy pracownik, musi poświęcić pięć minut swojego czasu, na wysłuchanie opowieści o tym, jak "Zakręt Żółwia" zyskał swoją nazwę...

CUDOWNY WIECZÓR...

CUDOWNY WIECZÓR

Jakieś 2 tygodnie temu, kumpela fabryczna miała urodziny. Impreza miała się odbyć w lokalu, gdzie zwykle się fabrycznie bawimy.
Niestety wypadło mi, że w fabryce tego dnia musiałem być do 22:00. Ale mój dzielny przyjaciel Budziegniew stwierdził, że kumpla nie opuści i na imprę przyjedzie razem z nim. Dogadaliśmy się, że zabezpieczy bukiet różów pięknych dla naszej solenizantki, a ja z pracy wezmę taryfę i spod Cepelii, z Centrum go zabiorę, i dojedziemy do lokalu.
Wyszedłem z fabryki punktualnie z innym kumplem, a ponieważ mu było po drodze, to go do taryfy zabrałem.
Dobry humor miałem przedimprezowy, bo wiedziałem, że będzie fajnie... Więc misiem coś z lekka od**bało i mówię do kierowcy:
- No dobra. Więc tak, jedziemy... Kolegę wyrzucimy pod Grand Kredens, a potem podjeżdżamy pod Cepelię po mojego chłopaka i stamtąd już do lokalu tego i tego...
Kątem oka zauważyłem, jak kumpel z tyłu się kuli i lekkiej zadyszki dostał, ale nic nie powiedział. Wywalilim go pod Kredensem jak chciał. Wyp... z taksy, mało się nie przewrócił... Kaszlał ze śmiechu.
Podjeżdżamy więc pod Cepelię, a tam oczywiście stoi i czeka na mnie nie kto inny jak Budzigniew. Oczywiście z OLBRZYMIM BUKIETEM RÓŻ!
Mówię do kierowcy:
- Ooo już czeka. Wariat... No jakie piękne kwiaty. Niech się Pan zatrzyma.
Taksa zwalnia, ja Budzigniewowi macham, on leci z tymi kwiatami, pakuje się do taksy do tyłu. Mówię:
- Ależ Kochanie... Nie trzeba było... Są piękne. Dziękuję.
Taksówka - 30 PLN
Bukiet róż - 50 PLN
Mina taksiarza jak wysiadaliśmy - priceless
Mina Budzigniewa jak mu powiedziałem o wkręcie - priceless x 666