#it
emu
psy
syn

Niepisane prawo jazdy

S─Ödzia:...

S─Ödzia:
- Co oskar┼╝ony pragnie jeszcze doda─ç na swoj─ů obron─Ö?
Oskar┼╝ony:
- Brak do┼Ťwiadczenia i m┼éody wiek mego obro┼äcy!

W byłym ZSRR wyprodukowano...

W by┼éym ZSRR wyprodukowano tak cienki drucik, ┼╝e by┼é widoczny jedynie pod pot─Ö┼╝nym mikroskopem. Zadowoleni wys┼éali sw├│j produkt do Szwajcarii aby si─Ö pochwali─ç swoj─ů precyzj─ů.
Po tygodniu przesy┼éka wr├│ci┼éa, niby w nienaruszonym stanie. Dopiero do┼é─ůczony list wyja┼Ťni┼é ca┼é─ů spraw─Ö.
- My z drucika zrobili┼Ťmy rurk─Ö!

Płynie Prosiaczek z Puchatkiem...

P┼éynie Prosiaczek z Puchatkiem ┼é├│dk─ů po jeziorze.
Zach├│d s┼éo┼äca, cieplutko, zero wiatru, ptaszki ┼Ťpiewaj─ů,
kwiatki na brzegu kwitn─ů, a Puchatek nagle ┼üUP! Prosiaczka
w ryjek. Prosiaczek rymn─ů┼é na dno ┼é├│dki i skamle przez wybite
z─ůbki:
- Za co? Za co?
- Bo co┼Ť, kurde, za pi─Öknie by┼éo...

Go┼Ť─ç zam├│wi┼é schaboszczaka....

Go┼Ť─ç zam├│wi┼é schaboszczaka.
Patrzy, a kelner niesie danie trzymaj─ůc kotlet palcem.
- Czemu pan trzyma ten kotle?
- Nie chcę, by mi ponownie upadł na podłogę.

1. Kot zawsze spada na...

1. Kot zawsze spada na 4 łapy.
2. Kanapka zawsze spada masłem do dołu.
3. Przywi─ůzujemy na plecach kota kanapk─Ö mas┼éem skierowanym w g├│r─Ö.
4. Otrzymujemy lewituj─ůcy uk┼éad do wykorzystania w szybkobie┼╝nych poci─ůgach.

Rozmawia dwu pan├│w. -...

Rozmawia dwu pan├│w. - Wie pan - zaczyna pierwszy - u nas w domu przed ka┼╝dym posi┼ékiem ojciec zaczyna┼é modlitw─Ö, w kt├│rej wszyscy brali udzia┼é i dopiero potem siadali┼Ťmy do sto┼éu. A u pana? - Nie by┼éo takiej potrzeby. Matka gotowa┼éa ca┼ékiem dobrze.

Na pla┼╝y nudyst├│w atleta...

Na pla┼╝y nudyst├│w atleta podchodzi do pi─Öknej kobiety.
- I co? Podobaj─ů Ci si─Ö moje musku┼éy, nie? Jak bomba!
A ona odpowiada:
- No, muskuły jak bomba, tylko lont mały.

David i John ka┼╝dego...

David i John ka┼╝dego roku je┼║dzili na polowanie na jelenie. Las by┼é tak g─Östy, ┼╝e wynaj─Öli helikopter, ┼╝eby ich tam zabra┼é. Na koniec polowania przywo┼éali helikopter, ┼╝eby zabra┼é ich i sze┼Ť─ç jeleni, kt├│re ustrzelili. Pilot helikoptera spojrza┼é na ┼éup:
- Mog─Ö wzi─ů─ç tylko po┼éow─Ö waszej zdobyczy - powiedzia┼é - Sze┼Ť─ç jeleni to b─Ödzie za du┼╝o dla tego helikoptera.
- W zesz┼éym roku helikopter zabra┼é sze┼Ť─ç jeleni - powiedzia┼é David - I to by┼é taki sam typ helikoptera, jak pana, a pogoda by┼éa podobna.
Pilot uleg┼é tym argumentom i wzi─ů┼é na pok┼éad my┼Ťliwych i sze┼Ť─ç jeleni. Helikopter nie m├│g┼é unie┼Ť─ç takiego ┼éadunku, ┼Ťlizga┼é si─Ö po czubkach drzew przez mil─Ö i rozbi┼é si─Ö w ko┼äcu na zboczu g├│ry. Na szcz─Ö┼Ťcie nikomu nic si─Ö nie sta┼éo.
- Wiesz, gdzie jeste┼Ťmy? - spyta┼é John.
- Tak - powiedzia┼é David - jakie┼Ť sto metr├│w od miejsca, w kt├│rym rozbili┼Ťmy si─Ö zesz┼éym razem.