emu
psy
syn

Pani Kowalska rozmawia...

Pani Kowalska rozmawia z s─ůsiadk─ů:
- M├│j m─ů┼╝ ma niesamowite szcz─Ö┼Ťcie! Dopiero wczoraj wykupi┼é ubezpieczenie a ju┼╝ dzisiaj wpad┼é pod samoch├│d.

Gazeciarz biegnie ulic─ů...

Gazeciarz biegnie ulic─ů i krzyczy:
- Wielkie oszustwo, wielkie oszustwo !45 poszkodowanych.
Przechodzień kupuję gazetę i mówi:
- Tu nie ma nic o tej sprawie!
Tymczasem gazeciarz biegnie dalej i krzyczy:
- Wielkie oszustwo, wielkie oszustwo! 46 poszkodowanych.

Spotykaj─ů si─Ö dwaj bezdomni....

Spotykaj─ů si─Ö dwaj bezdomni.
- Gdzie mieszkasz? - pyta jeden
- Nigdzie.
- Powita─ç... powita─ç s─ůsiada.

- Wiesz, Zenek, kupiłem...

- Wiesz, Zenek, kupi┼éem sobie psa wilczura. Taki do mnie przywi─ůzany, ┼╝e za nikim nie p├│jdzie, tylko za mn─ů, od nikogo jedzenia nie we┼║mie, tylko ode mnie, nikogo nie ugryzie, tylko mnie...

Facet czyta ogłoszenie...

Facet czyta ogłoszenie towarzyskie w gazecie: " Oddam się za dwa dobre słowa. tel..."
Bierze telefon i dzwoni.
- Ja w sprawie tych dwóch dobrych słów. Jakie to słowa?
- Sto euro.

Donald Tusk spotyka si─Ö...

Donald Tusk spotyka si─Ö z Chi┼äczykami na budowie autostrady. Chi┼äczycy siedz─ů i nic nie robi─ů.
ÔÇô Panowie, dlaczego wy tych autostrad nie budujecie? ÔÇô pyta oburzony Tusk.
Jeden z Chi┼äczyk├│w odpowiada: ÔÇô Bo ja nie umiem, ja jestem kucharz.
ÔÇô Jak pan nie umie, to po choler─Ö si─Ö pan bierze za budowanie? ÔÇô pyta zdziwiony premier.
ÔÇô A pan po co si─Ö bierze za rz─ůdzenie? ÔÇô m├│wi Chi┼äczyk.

Listonosz puka do drzwi,...

Listonosz puka do drzwi, nikt nie podchodzi wi─Öc przez d┼éu┼╝sz─ů chwil─Ö naciska na dzwonek. W pewnym momencie s┼éycha─ç otwieraj─ůce si─Ö zasuwy i z pewnym mozo┼éem w drzwiach staje kompletnie zaspany facet - "┼Ťpiochy" w oczach, jeden kape─ç i szlafrok. Listonosz patrzy na go┼Ťcia i zanosi si─Ö ┼Ťmiechem! Tak si─Ö ┼Ťmieje, ┼╝e a┼╝ pada na posadzk─Ö klatki. Lekko zdeprymowany facet z nut─ů niepokoju w g┼éosie pyta:
- Co jest?
Listonosz wstaje z ziemi, obciera oczy r─Ökawem i m├│wi:
- Panie, wiele rzeczy widzia┼éem, ale ┼╝eby kto┼Ť zapi─ů┼é szlafrok na dwa guziki i jajko to jeszcze nie widzia┼éem!!

Lata 80-te. Do Polski...

Lata 80-te. Do Polski przyje┼╝d┼╝a Golbaczow. Porozmawia┼é z politykami i uda┼é si─Ö do fabryki FSO. Zwiedzi┼é j─ů, a na ko┼äcu zapyta┼é si─Ö dyrektora:
- Pracuje mo┼╝e u was Stasiu Maliniak?
- Tak pracuje - odpowiedział strasznie zdziwiony dyrektor.
- Przyprowad┼╝cie wiec go do mnie.
Maliniak przyszedł do gabinetu, wypił z Golbaczowem po kielichu, pogadali sobie.
Trzy miesi─ůce p├│┼╝niej przyje┼╝d┼╝a do Polski ameryka┼äski gubernator. Sytuacja si─Ö powtarza. Gubernator zwiedza fabryk─Ö FSO i pyta dyrektora:
- Czy pracuje u was Stasiu Maliniak?
- Pracuje.
-P rzyprowad┼╝cie wi─Öc go do mnie.
Wypili Whisky, pogadali sobie.
Nast─Öpnego dnia Mali┼äski l─ůduje na dywaniku u dyrektora.
- Powiedzcie mi Maliniak sk─ůd wy znacie takich ludzi?
- No wie pan dyrektor by┼éy te czasy pod grusz─ů to si─Ö ludzi pozna┼éo.
Zdenerwowany dyrektor stara si─Ö go podej┼Ťc.
- Ale papie┼╝a to Maliniak nie znacie co?
- Nie wierzy pan, ┼╝e znam papie┼╝a?
-Z ałoże się o nowego Poloneza, że nie.
- Dobrze stoi. Ale jak panu to udowodnie?
- Pojedziemy do Rzymu. Ja stanę na Placu Świętego Piotra i poczekam aż ty wyjdziesz na balkonik z papieżem pod rękę i mi pomachasz.
- Dobrze zgadzam si─Ö.
Pojechali do Rzymu. Dyrektor stoi na placu patrzy, a tam Maliniak wychodzi z papieżem pod rękę i mu macha. Padł osłupiały na ziemie. Maliniak szybko wybiega, podchodzi do dyrektora i krzyczy:
- Panie dyrektorze niech się pan nie martwi o tego nowego Poloneza, ja się tam ciesze, że na wakacjach byłem, do Rzymu pojechałem...
- Ale tu nie chodzi o tego poloneza. Tylko jak tam sta┼ée┼Ť z papie┼╝em pod r─Ök─Ö i do mnie macha┼ée┼Ť to podesz┼éo dw├│ch Arab├│w i si─Ö mnie pytaj─ů: co to za facet w bia┼éym kitlu stoi obok Maliniaka!!!

Jak post─ůpi─ç gdy epileptyk...

Jak post─ůpi─ç gdy epileptyk wpadnie do basenu

- Wrzuci─ç proszek i brudne ciuchy

Do sklepu rybnego przychodzi...

Do sklepu rybnego przychodzi w─Ödkarz.
- Niech pan mi zarzuci dwa spore karpie.
Sprzedawca kładzie karpie na wadze.
- Przecież mówiłem, żeby pan mi je rzucił! Wtedy bez okłamywania żony będę mógł się pochwalić, że je złapałem!