#it
emu
psy
syn

Malarz zapytał raz klienta:...

Malarz zapytał raz klienta:
- Czy podoba się panu pański portret?
- Je┼Ťli mam by─ç szczery, to musz─Ö powiedzie─ç, ┼╝e nie uwa┼╝am, ┼╝eby to by┼éo arcydzie┼éo sztuki.
- Ale pan również nie jest arcydziełem natury! - zawołał oburzony artysta.

- Kurde, spa─ç mi si─Ö...

- Kurde, spa─ç mi si─Ö chce, a tu tyle roboty...
- Wypij kaw─Ö.
- Nie pomaga, chce mi si─Ö spa─ç!
- We┼║ kredyt hipoteczny we frankach...

Na wsi zabitej dechami...

Na wsi zabitej dechami do sklepu wchodzi go┼Ť─ç w garniturze i z nienagann─ů manier─ů pyta:
- Czy dostan─Ö u pana serek Valbon?
Ekspedient za lad─ů patrzy na niego jak na kosmit─Ö i odpowiada jak na ch┼éopa przysta┼éo:
- Nie ma.
Klient:
- Dziekuj─Ö, do widzenia.
- Panie poczekaj pan. Nie mamy sera Valbon, ale mamy żółty ser i biały ser.
- Nie dziękuję. Chciałem ser Valbon. Do widzenia.
- Panie poczekaj pan. A co to jest ten ser Valbon?
- Serek Valbon to jest taki mi─Öciutki serek pokryty cieniutk─ů warstw─ů jadalnej ple┼Ťni...
- A to nie mamy takiego sera...
- Nic nie szkodzi... Do widzenia panu.
- Panie. Poczekaj pan. Sera Valbon to my nie mamy, ale s─ů za to pomidory Valbon i szynka Valbon...

Wycieńczony wędrowiec...

Wycieńczony wędrowiec (W) czołga się przez pustynię. W piasku odnajduje butelkę. Butelka jest, niestety, pusta. Wyskakuje jednak z niej dżin (D) i mówi tak:
D: Hej, jestem dżinem! Spełnię Twoje wszystkie życzenia.
W: Chc─Ö do domu! Do Chicago!
D: (bior─ůc w─Ödrowca za r─Ök─Ö): Dobrze, idziemy!
W (po chwili marszu, skonfundowany): Ale ja chc─Ö szybko!
D: No to biegnijmy!

Bandyci złapali Kowalskiego...

Bandyci z┼éapali Kowalskiego i zawie┼║li nad rzek─Ö. Wsadzili mu g┼éow─Ö pod wod─Ö na5 sekund i pytaj─ů;
Pieni─ůdze?
-Nie.
Zanurzyli go na 20 sekund:
-Kosztowno┼Ťci?
-Nie.
Zanurzyli go na pół minuty?
-Złoto?
-Może głębiej zanurzajcie, bo tu słabo widać!

Facet w knajpie pyta...

Facet w knajpie pyta kelnera:
- Jest mo┼╝e kawior?
- Nie ma, ale mo┼╝emy poda─ç przyciemnione okulary do ry┼╝u.

Idzie staruszek do "PZU"...

Idzie staruszek do "PZU" i powiada:
- Chciałbym się ubezpieczyć na życie.
- A ile pan ma lat?
- 85
- To pan ju┼╝ za stary! Niestety, ale nie mog─Ö pana ubezpieczy─ç.
- To si─Ö ojciec zmartwi Sad
- To pan ma ojca?
- Tak. A co?
- A ile ma lat?
- 104
- To przyjd┼║ jutro z ojcem.
- To si─Ö dziadek ucieszy!
- To ty masz dziadka?
- Tak. A co?
- A ile ma lat?
- 122
- To przyjd┼║ jutro z ojcem i z dziadkiem!
- Jutro nie mog─Ö!
- Dlaczego?
- Dziadek si─Ö ┼╝eni.
- To mu si─Ö jeszcze chce?
- Nie, nie chce, ale musi....

W wyniku wielu pr├│┼Ťb...

W wyniku wielu pr├│┼Ťb m─Ö┼╝czyzn, w sprzeda┼╝y pojawi┼éy si─Ö wreszcie nowe kosmetyk dla kobiet:
- perfumy "Takie ładne, kwiatowe",
- szminka "Mniej wi─Öcej czerwona",
- krem "No, do twarzy"
- i absolutny hit - od┼╝ywka do w┼éos├│w "Co┼Ť jak szampon, ale si─Ö nie pieni".

Dwóch przyjaciół, dopiero...

Dw├│ch przyjaci├│┼é, dopiero co po rozwodzie, postanawiaj─ů zerwa─ç wszelkie kontakty z kobietami - na zawsze. Postanawiaj─ů wyjecha─ç na Alask─Ö, tak daleko na p├│┼énoc jak tylko si─Ö da, by mie─ç pewno┼Ť─ç, ┼╝e nigdy wi─Öcej nie spojrz─ů na baby. Uradzili, postanowili i... wyjechali! Samolot wyl─ůdowa┼é w Anchorage na Alasce, sk─ůd czeka┼éo ich jeszcze oko┼éo 200 mil psim zaprz─Ögiem do miejsca przeznaczenia. Weszli do trade-sklepu dla traper├│w. M├│wi─ů kr├│tko do w┼éa┼Ťciciela:
- Jedziemy na północ i chcemy dostać wszystko, co może być potrzebne potrzebne dla dwóch mężczyzn, na cały rok!
Sprzedawca wrzuca worki z wszelkim potrzebnym jedzeniem, amunicj─ů, witaminami. Potem na ca┼éy ten stos wrzuca dwie deski, oko┼éo p├│┼étora metra d┼éugie, z dziur─ů po┼Ťrodku, oblepion─ů naoko┼éo futerkiem.
Faceci pytaj─ů
- Po co te dechy?
Na to sprzedawca
- Panowie, jedziecie do miejsca bez kobiet, mo┼╝ecie te deski naprawd─Ö potrzebowa─ç.
Faceci:
- Nigdy!!!
Sprzedawca:
- We┼║cie te deski, tak czy owak. Je┼Ťli ich nie u┼╝yjecie, zwr├│c─Ö wam pieni─ůdze w przysz┼éym roku.
Nast─Öpnej wiosny tylko jeden z nich przyje┼╝d┼╝a do trade sklepu. Zamawia zaopatrzenie na kolejny rok. Sprzedawca zauwa┼╝a:
- W zeszłym roku było was dwóch. Gdzie jest twój partner?
- Zastrzeliłem sku******a
- Dlaczego?!
- Przy┼éapa┼éem go w ┼é├│┼╝ku z moj─ů desk─ů!

Przychodzi facet do restauracj...

Przychodzi facet do restauracji i siada za stolikiem. Podchodzi do niego kelner.
- Dzień dobry, co padać?
- Czy mo┼╝na zam├│wi─ç kaczk─Ö?
- Tak, oczywi┼Ťcie.
- To poproszę kaczkę z Ostrołęki.
- Z Ostro┼é─Öki? Oczywi┼Ťcie prosz─Ö pana, za chwil─Ö podam.
Kelner wpada do kuchni i krzyczy:
- Cholera, jaki┼Ť facet zam├│wi┼é kaczk─Ö z Ostro┼é─Öki. Sk─ůd ja tak─ů wezm─Ö?
- We┼║ pierwsz─ů lepsz─ů z lod├│wki, obsma┼╝ymy, facet na pewno si─Ö nie pozna.
Po kwadransie kelner stawia przed klientem talerz z upieczon─ů, pachn─ůc─ů kaczk─Ö i m├│wi:
- Proszę uprzejmie, kaczka z Ostrołęki!
- Pozwoli pan, ┼╝e sprawdz─Ö - m├│wi klient, wsadza palucha w kaczy kuper, wyjmuje, w─ůcha i m├│wi z oburzeniem:
- Panie, ta kaczka jest z Białegostoku, zabieraj pan to!
Kelner posłusznie zabiera kaczkę, wpada do kuchni i mówi do kolegów:
- Niedobrze! Facet się poznał, że to kaczka nie z Ostrołęki. Co robić?
- Dawaj j─ů. Jeszcze lepiej j─ů obsma┼╝ymy, doprawimy i powiesz, ┼╝e jest z Ostro┼é─Öki. Tym razem facet nie pozna.
Po kwadrancie kelner niesie klientowi kaczk─Ö, m├│wi─ůc:
- Bardzo pana przepraszam za pomyłkę. Teraz mam kaczkę z Ostrołęki, bardzo proszę.
- Pozwoli pan, ┼╝e sprawdz─Ö - m├│wi klient, wk┼éada palucha w kaczy kuper, wyjmuje, w─ůcha i krzyczy:
- Przecież ta kaczka też nie z Ostrołęki, ona jest z Poznania. Zabieraj pan to!
W tym momencie podchodzi do niego klient siedz─ůcy przy s─ůsiednim stoliku, wida─ç ┼╝e lekko pijany, wypina ty┼éek i m├│wi:
- Panie, zapomnia┼éem sk─ůd ja jestem, m├│g┼éby pan sprawdzi─ç?