#it
emu
psy
syn

Pi─Ökny prezenter telewizyjny...

Tre┼Ť─ç tylko dla doros┼éych. Zaloguj si─Ö lub zarejestruj aby potwierdzi─ç sw├│j wiek.

Jedzie facet swoim czerwonym...

Jedzie facet swoim czerwonym Ferrari. Patrzy w lusterko i widzi, ze go dogania syrenka, a z jej okna wychyla si─Ö jaki┼Ť facet i wrzeszczy:
-Panie, znasz pan syrenk─Ö?!!!
Zakl─ů┼é i przycisn─ů┼é gaz. Syrenka zn├│w go dogoni┼éa i sytuacja si─Ö powtarza. Po pi─Öciu razach odpu┼Ťci┼é sobie i odpowiedzia┼é:
-Znam.
-To powiedz mi pan, jak si─Ö dw├│jk─Ö wrzuca?!

Przychodzi Buzek do Kwa┼Ťniewsk...

Przychodzi Buzek do Kwa┼Ťniewskiego. Siadaj─ů przy stole. Prezydent patrzy na niego ... - marne to, oczka podkr─ů┼╝one, r─ůczki mu chodz─ů. Kwachu pyta:
- Panie premierze, wygl─ůda pan nie najlepiej, co si─Ö sta┼éo?
Buzek na to m├│wi:
- Kurcze Olek dajmy spok├│j tym konwenansom. Powiedz mi, do cholery, jak ty to robisz?! Otaczasz si─Ö samymi fachowcami, ekspertami pod ka┼╝dym wzgl─Ödem, masz kogo do telewizji pos┼éa─ç do ka┼╝dego programu, twoja kancelaria pe┼éna jest dobrych doradc├│w, prawnik├│w, ludzi od medi├│w, nawet ┼╝ona ci pomaga i wyci─ůgnie ci─Ö z najwi─Ökszej opresji itd...., A ja: ca┼éy m├│j gabinet to banda kretyn├│w, moi doradcy to infantylne gnojki, m├│j sekretariat wype┼éniaj─ů troglodyci. No powiedz, jak ja mam mie─ç dobre notowania pracuj─ůc z takim mot┼éochem, no jak!! Olek prosz─Ö ci─Ö, powiedz mi, jak ty sprawdzasz swoje otoczenie i doradc├│w, ┼╝eby si─Ö dowiedzie─ç,
kt├│rzy si─Ö nadaj─ů, a kt├│rzy nie??!
(kończył już chlipać Kwachowi w rękaw).
Olek popatrzy┼é i zamy┼Ťli┼é si─Ö, po kilku sekundach milczenia m├│wi:
- Dobra, panie profesorze, powiem to panu, bo szkoda mi się pana zrobiło. Po prostu przeprowadzam mały test.
- Test? Jaki test?- pyta Buzek.
- A zaraz go panu zademonstruje.
- RYYYYSIEK !!!!! wola Kwachu.
Po chwili do gabinetu wbiega sapi─ůc i dysz─ůc Kalisz.
- Słuchaj no Rysiu powiedz swemu prezydentowi taka rzecz: kto to jest jest synem twojej matki ale nie jest twoim bratem?
Kalisz przymrużył oczka i po 4 sekundach mówi:
- To proste, to musz─Ö by─ç ja!
- Dobrze, Rysiu, mo┼╝esz odej┼Ť─ç.
Drzwi się zamknęły.
- Widzi pan profesor, sprawdzam w ten spos├│b ka┼╝dego z mojego otoczenia. Jak ┼║le odpowie to won!
- Doskonale!- ucieszył się Buzek - Muszę to wypróbować.
Nast─Öpnego dnia przechadza si─Ö Buzek w kuluarach sejmowych i my┼Ťli, kogo by tu przydyba─ç i wypr├│bowa─ç. Nagle patrzy, a tu Handke pr├│buje uciec do sali kolumnowej udaj─ůc, ┼╝e nie widzi swojego szefa. Buzek szybkim susem dopad┼é balustrady i wola go. Chc─ůc nie chc─ůc minister edukacji pocz┼éapa┼é do Buzka.
- Mirek powiedz mi, kto to jest - jest synem twojej matki, ale nie jest twoim bratem?
Handke zbaraniał. Po chwili:
- Ale┼╝ panie premierze, nie mog─Ö tak od razu udzieli─ç odpowiedzi, to mo┼╝e by─ç bardzo pochopne, musze mie─ç wi─Öcej czasu, my┼Ťl─Ö, ┼╝e do jutra m├│g┼ébym postara─ç si─Ö ┼╝ebra─ç odpowiednie dane i udzieli─ç przynajmniej wst─Öpnej odpowiedzi...
Buzek się skrzywił.
- Dobra, Mirek, do jutra masz czas.
Handke w te p─Ödy pogna┼é do ministerstwa, powo┼éa┼é sztab kryzysowy, zam├│wi┼é ekspertyzy, analizy. Za pieni─ůdze z rezerwy MEN-u zosta┼éa utworzona specjalna kom├│rka do uporania si─Ö z problemem. Siedz─ů, my┼Ťl─ů i nic. Nikomu nic do g┼éowy nie przychodzi. Siedzieli tak a┼╝ do rana. W ko┼äcu Handke my┼Ťli:
- Kurcze, zadzwoni─Ö do Balcerowicza- m├│wi─ů, ┼╝e to podobno nieg┼éupi facet, mo┼╝e on cos pomo┼╝e. Jak pomy┼Ťla┼é tak zrobi┼é.
Odbiera zaspany Balcerowicz.
- Panie premierze, mam do pana takie małe pytanie: kto to jest synem twojej matki, ale nie jest twoim bratem?
- Oczywi┼Ťcie, ┼╝e to jestem ja!!!- wrzasn─ů┼é Balcerowicz i trzasn─ů┼é s┼éuchawk─ů. Uradowany Handke biegnie do URM-u, wpada do kancelarii premiera dr─ůc si─Ö wniebog┼éosy:
- Wiem! Wiem!
Z gabinetu wychodzi Buzek.
- No słucham, Mirek, słucham?
- To jest oczywi┼Ťcie Leszek Balcerowicz!
Buzkowi zw─Özi┼éy si─Ö oczy, ca┼éy posinia┼é i wrzasn─ů┼é.
- WON!!! WON!!! Won st─ůd ciemna maso!!! To jest Rysiek Kalisz!!!

M─Ö┼╝czyzna spaceruje kalifornij...

M─Ö┼╝czyzna spaceruje kalifornijsk─ů pla┼╝─ů pogr─ů┼╝ony w g┼é─Öbokiej modlitwie.
Nagle przem├│wi┼é g┼éo┼Ťno:
- Panie Boże spełnij jedno moje życzenie.
I usłyszał głos Boga:
- Poniewa┼╝ zawsze chodzi┼ée┼Ť moimi drogami spe┼éni─Ö twoje ┼╝yczenie.
Mężczyzna poprosił:
- Zbuduj dla mnie most na Hawaje, żebym mógł tam jeździć samochodem, kiedy tylko zechce.
Bóg odpowiedział:
- Twoje ┼╝yczenie jest bardzo materialistyczne. Pomy┼Ťl logicznie, jak wielkich nak┼éad├│w wymaga takie przedsi─Öwzi─Öcie. Ile betonu, stali. Rzecz jasna mog─Ö to zrobi─ç, ale trudno znale┼║─ç usprawiedliwienie dla takiej pro┼Ťby. Mo┼╝e wymy┼Ťli┼éby┼Ť inne ┼╝yczenie, kt├│re bardziej odda┼éoby mi chwa┼é─Ö.
Mężczyzna długo się zastanawiał i w końcu odrzekł:
- Dobrze Panie Bo┼╝e, w takim razie chcia┼ébym by─ç w stanie zrozumie─ç kobiety. O co tak naprawd─Ö im chodzi, kiedy na moje pytanie - o ci jest? - odpowiadaj─ů - a nic.
Po kilku minutach ciszy Bóg odpowiedział:
- Chcesz dwa, czy cztery pasy ruchu na tym mo┼Ťcie?

Trzech sprzedawc├│w przechwala...

Trzech sprzedawc├│w przechwala si─Ö osi─ůgni─Öciami:
- Ja sprzedałem wieżę stereo głuchemu - mówi jeden.
- A ja sprzeda┼éem rakiet─Ö tenisow─ů bezr─Ökiemu - m├│wi drugi.
- A ja sprzeda┼éem milicjantowi zegar z kuku┼ék─ů - m├│wi trzeci.
- No i co w tym dziwnego? - dziwi─ů si─Ö koledzy.
- Bo do tego upchn─ů┼éem mu worek karmy dla ptak├│w.

Facet spaceruje sobie...

Tre┼Ť─ç tylko dla doros┼éych. Zaloguj si─Ö lub zarejestruj aby potwierdzi─ç sw├│j wiek.

Faceta bolaly bimbaly...

Tre┼Ť─ç tylko dla doros┼éych. Zaloguj si─Ö lub zarejestruj aby potwierdzi─ç sw├│j wiek.

Matka pakuje syna na...

Matka pakuje syna na wycieczk─Ö:
- Zapakowałam ci chleb, masło i kilogram gwoździ.
- Po co?
- Jak to po co? Posmarujesz chleb masłem i zjesz.
- A gwo┼║dzie!?
- Tu s─ů. Przecie┼╝ spakowa┼éam.

Szczyt lenistwa....

Szczyt lenistwa.
Nie wyci─ůgn─ů─ç niezjedzonych kanapek z plecaka po zako┼äczeniu roku szkolnego.

A mojego ojca, jak zmywał...

A mojego ojca, jak zmywa┼é naczynia, to wessa┼éo w odp┼éyw. Kr─ů┼╝y┼é tak po rurach i wyp┼éyn─ů┼é u s─ůsiadki w wannie, akurat jak bra┼éa k─ůpiel. No, przynajmniej on tak matce powiedzia┼é...