#it
emu
psy
syn

W pewnej zapadłej wiosce...

W pewnej zapadłej wiosce postawiono maszt telefonii komórkowej. Niemal od
razu zacz─Ö┼éy nap┼éywa─ç skargi - a to kury si─Ö nie nios─ů, a to krowy mleka nie
daj─ů, migreny, wzrost liczby samob├│jstw itd.
Dyrektor sieci komórkowej napisał jedno krótkie pismo do sołtysa:
"Te wszystkie plagi to piku┼Ť. Pomy┼Ťlcie, co b─Ödzie, jak ten maszt w┼é─ůczymy!"

Słońce, piasek, woda......

Słońce, piasek, woda... zatrudnię do pracy przy betoniarce.

GDY BRAK GRABARZA...

GDY BRAK GRABARZA

Na wichurze niedaleczko poza stolic─ů, zmar┼éo si─Ö jednemu ch┼éopinie. W parafii rejwach si─Ö zrobi┼é, bo stanowisko grabarza nieobsadzone i komu teraz pogrzeba─ç denata? Ksi─Ö┼╝ulo uradzi┼é pospo┼éu z op┼éakuj─ůc─ů famili─ů, ┼╝e trzeba si─Ö spieszy─ç, bo spiekota sprawi, ┼╝e procesy naturalne towarzysz─ůce zew┼éokowi mog─ů uprzykrzy─ç ┼╝ycie ca┼éej wsi. Stan─Ö┼éo na tym, ┼╝e najmie si─Ö miejscowe malinowe nosy, co by dolink─Ö zrobili, trumn─Ö przenie┼Ťli i j─ů potem zasypali... Wzi─Ö┼éy si─Ö by┼éy chopy do roboty...
Uroczysto┼Ť─ç pogrzebowa. Zewsz─ůd chlipanie zrozpaczonych i ksi─Ödzowe mod┼éy. Raz po raz nabo┼╝ny nastr├│j psuje owocowy fetor p┼éyn─ůcy z paszcz ┼╝ulowych - w ko┼äcu trzeba si─Ö uodparnia─ç, by ludzkie nieszcz─Ö┼Ťcie nie bola┼éo - i ┼Ťmiech czterech raczkuj─ůcych "grabarzy" (uodpornienie dzia┼éa jak si─Ö masz). ┼Ümiech to du┼╝o powiedziane? Czterog┼éos starych emaliowanych gar├│w lec─ůcych po schodach. Ksi─ůdz nie wytrzyma┼é i kiedy s─ůczony przez ┼╝ul├│w ekstrakt owocowy zacz─ů┼é zabija─ç ich w┼éa┼Ťciwo┼Ťci motoryczne, a wzmaga┼é rubaszny rechot przetykany nast─ů ku**─ů maci─ů, podszed┼é do pijackich hien i rzek┼é:
- Panowie, tak nie mo┼╝na, tu ludzie p┼éacz─ů, cierpi─ů, szanujcie┼╝ to...
Na to grabarzowy MCR z cwaniackim wyj─Öciem dymi─ůcego peta, z bezz─Öbnej paszcz─Öki:
- Jak ksi─ůdz... hyyyp... da po dychu... hyyyp, to jeszcze p┼éaka─ç b─Ödziem...

Nauczycielka m├│wi do ucznia:...

Nauczycielka m├│wi do ucznia:
- Jasiu, nie wolno ci palić papierosów - przecież jesteŚ dopiero w 3-ciej klasie.
- Tak, prosze Pani, ale Lepper jak był w 3-ciej klasie to juz palił.
- Owszem, Jasiu, ale Lepper miał już wtedy skończone 18 lat.

Nauczyciel przerywa bijatyk─Ö...

Nauczyciel przerywa bijatyk─Ö i m├│wi do jednego z uczni├│w:
- Dlaczego bijesz koleg─Ö?
- Bo nazwał mnie grubasem...
- I co, my┼Ťlisz ┼╝e od tego schudniesz, spa┼Ťlaku?!

Klasa Jasia pojechała...

Klasa Jasia pojecha┼éa na wycieczk─Ö na basen i wszyscy si─Ö k─ůpali. Tylko Jasio siedzia┼é samotnie na ┼éaweczce bo z racji tego, ┼╝e mia┼é zesp├│┼é downa nie chciano go do wody wpu┼Ťci─ç. No, ale bardzo chce p┼éywa─ç, wi─Öc truje dupsko ratownikowi.
- Panie ratowniku ja chce pły-pływać! Ja chce pływać!
- Jasiu, nie bardzo, nie poradzisz sobie.
- Ale ja u-umiem, ja umiem! - nie poddaje się chłopak.
"No dobra" pomy┼Ťla┼é ratownik i pozwoli┼é mu wej┼Ť─ç. A tam metamorfoza - Jasio pruje wod─Ö niczym rekin, niczym Michael Phelps na igrzyskach w Pekinie. Ratownik oniemia┼éy, jakim┼Ť cudem zebra┼é si─Ö w sobie i wo┼éa Jasia i si─Ö go pyta.
- Jasio, gdzie si─Ö tak nauczy┼ée┼Ť p┼éywa─ç?
- Taatoo mnie za-zabra┼é na ┼Ťrodek je-je-jeziora i wy-wyrzuci┼é.
- No to ┼Ťwietna metoda! pogratulowa─ç tylko! A trudno Ci by┼éo?
- P┼éyn─ů─ç nie, ty-tylko z wo-worka si─Ö by┼éo ci─Ö┼╝ko wypl─ůta─ç.

BARDZO PRAWDZIWA BAJKA...

Bajka o 500 zł na dziecko...
Audycja jest komentarzem publicystycznym i ma mocno krytyczny i bolesny stosunek do rzeczywisto┼Ťci.

Do niewielkiego sklepiku...

Do niewielkiego sklepiku muzycznego przy lubelskim deptaku wchodzi znany pozna┼äski kolekcjoner ludowych instrument├│w muzycznych z ca┼éego ┼Ťwiata.
- Czy dostan─Ö u was - pyta wynio┼Ťle - wygarbowan─ů sk├│r─Ö kozy do polskich tradycyjnych dud├│w ?
- Niestety nie mamy - odpowiada sprzedawca
- No pewnie, sk─ůd w takim grajdole by┼éaby wygarbowana kozia sk├│ra - komentuje wybitny specjalista - A mo┼╝e jest bejcowana skorupa ┼╝├│┼éwia do kongijskiego conca ?
- Nie
- Cóż za pipidówa - mruczy pod nosem klient - To może chociaż znajdzie pan czesane włosy z końskiego ogona do irlandzkiej harfy celtyckiej ?
- Przykro mi - odpowiada poirytowany sprzedawca - Ale mog─Ö panu zaproponowa─ç ┼Ťwie┼╝utkie krowie p*zdy do niemieckich harmonijek ustnych.

Przy kraw─Ö┼╝niku stoi...

Przy kraw─Ö┼╝niku stoi facet i macha r─Ök─ů na przeje┼╝d┼╝aj─ůc─ů tax├│wke.
Taryfa się zatrzymała, gostek wsiadł, a szofer zagaja:
- Idealnie ┼╝e┼Ť pan na mnie trafi┼é. Zupe┼énie jak Heniek.
- Przepraszam, kto?
- Jak to kto? Heniek Kowalski. Niesamowity go┼Ť─ç, zawsze wszystko robi┼é porzadnie i na czas. Potrzebowa┼ée┼Ť pan tax├│wki akurat wtedy, kiedy bylem wolny i tedy przeje┼╝d┼╝a┼éem. Heniek taki fart to mia┼é za ka┼╝dym razem.
- No nie przesadzajmy... czysty przypadek.
- Dla He┼äka nie istnia┼éy "przypadki". On wszystko robi┼é profesjonalnie i perfekt. Spokojnie m├│g┼éby grac w tenisa albo w golfa z zawodowcami. Moglby tez bez wysi┼éku, jako gwiazda programu, ┼Ťpiewa─ç w operze albo ta┼äczy─ç w balecie.
- Hmm... to musiał być wybitnie uzdolniony człowiek!
- ┼╗eby┼Ť pan wiedzia┼é! Mia┼é niesamowit─ů pami─Ö─ç, pami─Öta┼é daty urodzin i imienin wszystkich cz┼éonk├│w swojej rodziny i wszystkie rodzinne rocznice. Wiedzia┼é wszystko o winach, no wiesz pan, kt├│re winko do jakiego dania, i w jakim kieliszku. W domu umia┼é wszystko naprawi─ç sam, lod├│wk─Ö, telewizor. Panie, nie to co ja, jak wymienia┼éem bezpiecznik to na ca┼éej ulicy by┼éo zaciemnienie.
- Mmm... jako┼Ť nie mog─Ö skojarzy─ç tak wybitnej osoby...
- No, ja tez nigdy go nie spotkałem.
- Jak to? To sk─ůd pan tyle o nim wie?!
- O┼╝eni┼éem si─Ö z wdow─ů po nim...