Jenga - zr贸b to sam

W ksi臋garni:...

W ksi臋garni:
- Poprosz臋 co艣 do czytania.
- Co艣 lekkiego?
- Niekoniecznie, mam samoch贸d przed sklepem.

呕ona do m臋偶a:...

呕ona do m臋偶a:
-Kochanie, od dzisiaj gotujesz, sprz膮tasz, zajmuiesz sie
dzieckiem - koniec tych tandetnych meczy Extraklasy,
film贸w w TV, spotka艅 z kolegami, bilarda i tym podobnych
b艂aze艅skich rozrywek... Przerywa spogldaj膮c zdziwiona na
Ma艂偶onka, kt贸ry ubiera buty i kieruje si臋 w
kierunku wyj艣cia:
- A Ty dok膮d!? jeszcze nie sko艅czy艂am.
_ ld臋 do apteki.
- Po co?
- Po Stoperan, bo chyba Ci臋 posra艂o Smile

Przyjezdza Murzyn. Na...

Przyjezdza Murzyn. Na wakacje. Ze studiow z Warszawy. Do ojczyzny, stolicy Konga, Brazaville.
- Jak tam w tej Rzeczypospolitej Polskiej, M'Benga? - pyta ojciec.
- Dobrze.
- Poziom nauki zblizony do tego w Oxfordzie, gdzie poglebia swa wiedze twoj brat, M'Banga?
- Wiekszy.
- A czy biale kobiety sa nadal takie piekne, jak w latach 70., gdy ja tam pobieralem nauki?
- Oczywiscie.
- A co sadzisz o polskiej zimie?
- Ta zielona to jeszcze moze byc, ale tej bialej drugi raz moge nie przezyc.

Adwokat wygra艂 dla biznesmena...

Adwokat wygra艂 dla biznesmena bardzo trudny proces. Wysy艂a mu SMSa:
- Prawda zwyci臋偶y艂a.
Biznesmen natychmiast odpowiedzia艂:
- Prosz臋 wnie艣膰 apelacj臋!

Jad膮 zakonnice rowerami...

Jad膮 zakonnice rowerami po wybojach. Po jakim艣 czasie siostra prze艂o偶ona zatrzymuje si臋 i m贸wi:
- No siostrzyczki, dosy膰 tej rozpusty, zak艂adamy siode艂ka...

Hrabia k膮pie si臋 w morzu....

Hrabia k膮pie si臋 w morzu. W pewnym momecie zaatakowal go rekin. Krzyczy wi臋c do wiernego s艂ugi:
- Janie, podaj n贸偶!
- Jan z oburzeniem:
- Panie Hrabio, z no偶em do ryby?!!!

M臋偶czyzna w barze dostrzega...

M臋偶czyzna w barze dostrzega swego przyjaciela pij膮cego "do lustra", z wyra藕nie zrozpaczon膮 min膮. Podchodzi do niego i pyta:
- Stary, co si臋 sta艂o? Wygl膮dasz okropnie.
- W lutym zmar艂a moja matka. Zostawi艂a 35 tysi臋cy dolar贸w w spadku...
- Wsp贸艂czuj臋.
- We marcu zmar艂 m贸j ojciec, pozostawiaj膮c mi 60 tysi臋cy dolar贸w...
- Okropne.
- W kwietniu zmar艂 m贸j wujek i zostawi艂 mi 20 tysi臋cy dolar贸w...
- Rozumiem tw贸j pod艂y nastr贸j. Trzy bliskie osoby, jedna po drugiej. Ale to by艂o ju偶 prawie p贸艂 roku temu.
- No w艂a艣nie, k...a, i od tamtej pory kompletnie nic!

Mosze i Salcia wybrali...

Mosze i Salcia wybrali si臋 w szabas na spacer. Nagle zobaczyli przeje偶d偶aj膮c膮 taks贸wk臋 i biegn膮cego za ni膮 Icka, rozpaczliwie machaj膮cego ramionami.
- Nigdy bym nie przypuszcza艂, 偶e Icek nie przestrzega szabasu - m贸wi Mosze.- Widzia艂a艣 jak on bieg艂 za taks贸wk膮?
- B贸g m贸wi, aby艣my nie os膮dzali bli藕nich. Mo偶e jest chory i musi pilnie jecha膰 do szpitala. - 艂agodzi Salcia.
- Daj spok贸j! Bieg艂 50 km na godzin臋! Jest zdrowszy ni偶 Arnold Schwartzenegger.
- No to mo偶e jego 偶ona rodzi.
- Urodzi艂a w zesz艂ym tygodniu.
- Mo偶e musi odwiedzi膰 j膮 w szpitalu - pr贸buje dalej Salcia.
- Ju偶 jest w domu.
- Wi臋c mo偶e dziecko potrzebuje lekarza!
- No co ty! Przecie偶 Icek sam jest lekarzem.
- A mo偶e musi pilnie jecha膰 do pacjenta w szpitalu?
- Szpital jest w przeciwn膮 stron臋.
- No to pewnie zapomnia艂, 偶e dzi艣 jest szabas...
- Niemo偶liwe! Mia艂 na sobie jedwabny krawat od Giovanniego. Nigdy nie nosi go w dni powszednie.
- Ale偶 ty masz oko, Mosze! Ja nawet nie zauwa偶y艂am, 偶e on ma krawat!
- Jak mog艂a艣 nie zauwa偶y膰!? Przecie偶 przytrzasn膮艂 go sobie w drzwiczkach taks贸wki!