#it
emu
psy
syn

Rosyjski wynalazek kt├│ry zmieni wszystko!

Pani pyta Jasia:...

Pani pyta Jasia:
- Gdzie jest Kowalski?
- Zachorowa┼é na niestrawno┼Ť─ç zaraz po tym, kiedy pani zada┼éa prac─Ö domow─ů.

Przed obliczem Pana Boga...

Przed obliczem Pana Boga staje Donald Tusk. Pan B├│g m├│wi:
ÔÇô Powiedz Donaldzie, gdzie chcesz p├│j┼Ť─ç, do nieba czy do piek┼éa?
Donald, troch─Ö przestraszony, pyta: ÔÇô Panie Bo┼╝e, a czy mog─Ö zobaczy─ç jak jest tu i tu?
ÔÇô Pewnie. Dok─ůd najpierw chcesz zajrze─ç? ÔÇô zgadza si─Ö Pan B├│g.
ÔÇô Do piek┼éa ÔÇô odpowiada Donald.
ÔÇô Piotrze, zaprowad┼║ ÔÇô rozkazuje Pan B├│g ┼Üwi─Ötemu Piotrowi.

Piotr puka do wr├│t piek┼éa. Drzwi si─Ö otwieraj─ů, a tam ta┼äce, hulanka, swawola, nowe ÔÇ×orlikiÔÇŁ otwieraj─ů, ┼Ťpiewy. Hulaj dusza!
ÔÇô No to teraz chcia┼ébym zobaczy─ç jak w niebie ÔÇô m├│wi Donald.
Puk, puk, otwiera anio┼é. A w niebie pie┼Ťni religijne, modlitwy, r├│┼╝aniec. Pan B├│g znowu pyta: ÔÇô Donaldzie, to co wybierasz?
ÔÇô Chcia┼ébym do piek┼éa ÔÇô decyduje Donald. Znowu otwieraj─ů si─Ö drzwi piek┼éa. A tu diabe┼é na wid┼éy, hyc i do kot┼éa z Donaldem. Donald krzyczy przera┼╝ony: ÔÇô Panie Bo┼╝e, przecie┼╝ nie tak to wygl─ůda┼éo! A Pan B├│g m├│wi: ÔÇô Donaldzie, tego PR-u to nauczy┼éem si─Ö od ciebie.

Idzie sobie chodnikiem...

Idzie sobie chodnikiem j─ůka┼éa i widzi na ulicy zdech┼éego konia. Wyj─ů┼é kom├│rk─Ö i dzwoni na policj─Ö:
- Komisariat policji słucham
- Pppro-ooszę pa-pana tututu na ulli-icy le-le-żży za-zabbii-iity kkoń
- A jaka to ulica?
- Mi-mi-mi
- Mickiewicza?
- Niee, mi-mi...
- Mikołaja?
- Niee!
- No to niechże pan zadzwoni za 10 minut jak pan będzie mógł to powiedzieć!
J─ůka┼éa dzwoni za 10 minut
- No i wie Pan już na jakiej ten koń leży ulicy?
- Noo na mi-mi-mi.
- Mickiewicza?
- Niee, mi-mi...
- Mikołaja?
- Niee!
- To prosz─Ö zadzwoni─ç p├│┼║niej
Facet zadzwonił za pół godziny:
- tten kkkooń leleży na ul-uliccy mi-mi
- Mickiewicza!?
- Taak! Prze-przenioosłłem sku sku*wy sku***syna!

Pani do s┼éu┼╝─ůcej:...

Pani do s┼éu┼╝─ůcej:
- Dzwoni─Ö i dzwoni─Ö, a ty nie przychodzisz!
- Nie słyszałam, proszę pani.
- No to mog┼éaby┼Ť chocia┼╝ przyj┼Ť─ç i powiedzie─ç, ┼╝e nie s┼éyszysz!

- Kelner! Poprosz─Ö "kalek─Ö...

- Kelner! Poprosz─Ö "kalek─Ö ze Wschodu"!
- Nie rozumiem... Co pan zamawia?
- "Kalek─Ö ze Wschodu".
- Takiego dania nie mamy w menu!
- Jak to nie ma? A kto tu napisał: "Tatar z jednym jajem"?

Ksi─ů┼╝─Ö elf├│w i jego oddzia┼é...

Ksi─ů┼╝─Ö elf├│w i jego oddzia┼é roz┼éo┼╝yli si─Ö na polanie na spoczynek. W pewnym momencie zza krzak├│w dobieg┼éo wo┼éanie:
- Hej, wy, elfie pokraki! To ma by─ç wojsko?! I ob├│z?! Hahaha! To ja, Mocarny Krasnolud z was si─Ö ┼Ťmiej─Ö! I nie boj─Ö si─Ö cho─ç jestem sam! Wy┼Ťlijcie tu do mnie kt├│rego┼Ť z was, jeden na jednego, honornie, a ja go pokonam!
Ksi─ů┼╝─Ö skin─ů┼é palcem i za krzaki pobieg┼é jeden z wojownik├│w. Przez chwilk─Ö s┼éycha─ç by┼éo szamotanie, a p├│┼║niej ten sam g┼éos:
- Ale zdechlak! Kogo┼Ťcie mi wys┼éali?! Przy┼Ťlijcie swojego najlepszego wojownika!
Ksi─ů┼╝─Ö drugi raz skin─ů┼é palcem i najdzielniejszy z elfich wojownik├│w pobieg┼é za krzaki. Szamotanie. Kr├│tki pisk. I g┼éos:
- Ten by┼é najlepszy?! Jeste┼Ťcie gorsi ni┼╝ my┼Ťla┼éem! Dawa─ç tu dziesi─Öciu z was!
Wkurzony ksi─ů┼╝─Ö machn─ů┼é r─Ök─ů i natychmiast dziesi─Öciu wojownik├│w pobieg┼éo za krzaki. Po chwili pe┼énej trzask├│w, szcz─Öku broni, szumu i krzyk├│w jednak znowu rozleg┼é si─Ö ten sam g┼éos:
- E, trawę tylko żrecie to i takie z was słabizny! z owcami wam się zabawiać, a nie walczyć! Przyjdźcie tu wszyscy!
Ksi─ů┼╝─Ö sykn─ů┼é ze z┼éo┼Ťci, zamacha┼é r─Ökami i resztka jego oddzia┼éu pop─Ödzi┼éa za krzaki. Po nied┼éugiej chwili szamotania i wrzask├│w krzaki rozchyli┼éy si─Ö i na polan─Ö potykaj─ůc si─Ö wpad┼é pokrwawiony elfi wojownik:
- Ksi─ů┼╝─Ö p...panie! Zdrada! Osz...osz...oszukali nas! Ich tam jest dw├│ch!

W przychodni:...

W przychodni:
- Dzień dobry, przyniosłem kał i mocz.
- Do analizy?
- Nie, kurcze, do degustacji!