#it
emu
psy
syn

Posłowie i mercedesy...

Posłowie i mercedesy
Spotyka się trzech posłów. Pierwszy mówi:
- Ja to najbardziej lubi─Ö prowadzi─ç mercedesy.
- Ja fordy - m├│wi drugi.
Trzeci:
- A ja biuro poselskie.

Idzie młodzieniec przez...

Idzie młodzieniec przez park. Nagle widzi na ławce dziewczynę, która wrzeszczy:
- k***a, ch** by to strzelił!
Ch┼éopak patrzy na ni─ů i m├│wi:
- S┼éuchaj, fajna jeste┼Ť, troch─Ö nie wypada, ┼╝eby┼Ť tak przeklina┼éa.
Na co dziewczyna:
- Siadaj koło mnie, to Ci powiem dlaczego tak.
Ch┼éopak usiad┼é, dziewczyna szepn─Ö┼éa mu co┼Ť na ucho, na co ch┼éopak:
- Orzesz k***a, ja pie**ol─Ö!
Przechodz─ůca obok starsza pani:
- Oj, ta młodzież dzisiejsza. Jak Ci nie wstyd!
Ch┼éopak pr├│buj─ůc wybrn─ů─ç z sytuacji:
- Niech babcia usi─ůdzie obok mnie, to wyja┼Ťni─Ö o co chodzi.
Babcia usiad┼éa, ch┼éopak szepn─ů┼é jej co┼Ť do ucha, na co babcia:
- A niech to di**li, do ku**y n─Ödzy!
W tym czasie obok przechodzi┼é dostojny starszy pan. Widz─ůc to zwraca si─Ö do babci:
- Jak Pani może w starszym wieku, jaki to przykład dla młodzieży?!
Na to ona, żeby usiadł obok, to mu wytłumaczy o co chodzi. Dziadzio siada na ławce, a babcia:
- Ta ┼éawka jest ┼Ťwie┼╝o pomalowana...

Kapitan stoj─ůcy na mostku...

Kapitan stoj─ůcy na mostku kapita┼äskim dostrzega nieprzyjacielsk─ů torped─Ö zmierzaj─ůc─ů w kierunku statku i przywo┼éuje bosmana.
- Idź do marynarzy i powiedz im, że za chwilę statek wyleci w powietrze. Tylko zrób to tak, żeby nie wywołać paniki.
Bosman schodzi pod pok┼éad statku i wo┼éa do marynarzy graj─ůcych akurat w karty:
- Ch┼éopaki! Za chwil─Ö uderz─Ö pi─Ö┼Ťci─ů w st├│┼é i nasz statek rozpry┼Ťnie si─Ö w drzazgi.
Marynarze wybuchaj─ů ┼Ťmiechem.
Bosman podwija r─Ökaw i z ca┼éej si┼éy wali pi─Ö┼Ťci─ů w st├│┼é.
W tej samej chwili statek rozlatuje si─Ö na dwie cz─Ö┼Ťci i zaczyna ton─ů─ç.
Po kilku minutach w┼Ťr├│d morskich fal spotykaj─ů si─Ö p┼éyn─ůcy na ko┼éach ratunkowych: kapitan i bosman.
Kapitan zdziwiony:
- Nic nie rozumiem, przecież torpeda przeszła obok.

Komentator sportowy komentuje...

Komentator sportowy komentuje zawody w piciu narodowego trunku. I zaczyna:
- Dzie┼ä dobry pa┼ästwu! Dzi┼Ť odb─Öd─ů si─Ö zawody w piciu narodowego trunku.
- Pierwszy do stanowiska podchodzi Francuz. Będzie pił wino kieliszkami. I zaczyna 1 kieliszek, 2, 3, 4, 5 kieliszek.
- Złamał się francuz przy 5 kieliszku!
- Teraz do stanowiska podchodzi Polak! Będzie pił wódkę szklankami!
Zaczyna: 1 szklanka, 2, 3, 4, 5, 6, 7 szklanka i złamał się... Złamał się Polak po 7 szklance wódki!
- Teraz do stanowiska podchodzi faworyt dzisiejszych zawodów - Rosjanin. Będzie pił spirytus czerpakiem z wiadra!
Zaczyna 1 czerpak 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10 czerpak i złamał się! Złamał się czerpak! Zawodnik rosyjski pije z wiadra!

Szef firmy dyktuje sekretarce...

Szef firmy dyktuje sekretarce list do kontrahenta:
- "Jest pan pod┼éym oszustem! Je┼Ťli pan natychmiast nie zap┼éaci za wy┼éudzone towary, zg┼éosz─Ö doniesienie do prokuratury."
Sekretarka przerywa:
- Szefie, list przyjdzie akurat na ┼Ťwi─Öta. Czy nie uwa┼╝a pan, ┼╝e s┼éowa s─ů troch─Ö za ostre?
- Ma pani racj─Ö. Prosz─Ö dopisa─ç pod spodem: "Weso┼éych ┼Üwi─ůt".

Zywa pomarancza kupuje...

Zywa pomarancza kupuje na straganie owoce, sprzedawca sie pyta:

-Zapakowac w siatke?
- Nie poturlam.

Samolot. Pasa┼╝erowie...

Samolot. Pasa┼╝erowie bawi─ů si─Ö,
pij─ů drinki, ┼Ťpiewaj─ů, ta┼äcz─ů.
Pilot samolotu woła do siebie stewardese:
- Prosz─Ö uspokoi─ç pasa┼╝er├│w,
poniewa┼╝ samolot si─Ö pali!
- Dobrze prosz─Ö pana ju┼╝ id─Ö.
Stewaredesa do pasa┼╝er├│w:
- Prosz─Ö pa┼ästwa! Prosz─Ö zasi─ů┼Ť─ç w fotelach,
zapi─ů─ç pasy, poniewa┼╝ samolot si─Ö pali i bedziemy l─ůdowa─ç awaryjnie.
Nikt jednak nie słucha stewardesy. Zawiedziona idzie do pilota i mówi:
- Panie pilocie, oni mnie wcale nie s┼éuchaj─ů. Nadal si─Ö bawi─ů i ┼Ťpiewaj─ů!
- To mo┼╝e niech pani przeka┼╝e im t─Ö informacj─Ö ┼Ťpiewaj─ůco?
Stewardesa idzie i ┼Ťpiewa:
- Samolot si─Ö pali!
A wszyscy pasa┼╝erowie:
- Sialalalala!

Na parkowej ┼éawce rozmawiaj─ů...

Na parkowej ┼éawce rozmawiaj─ů dwaj koledzy:
- Skoro jeste┼Ť takim dobrym ornitologiem, stary, to powiedz mi, kt├│ry z tych dw├│ch ptak├│w siedz─ůcych na ga┼é─Özi to skowronek, a kt├│ry to szpak - zagaduje pierwszy.
- Nie roz┼Ťmieszaj mnie! - odpowiada drugi. - Skowronek to ten, kt├│ry siedzi ko┼éo szpaka.

Przychodzi pijany facet...

Przychodzi pijany facet do domu, a ┼╝ona od progu: - Gdzie by┼ée┼Ť ? - U Jacka... - Co robi┼ée┼Ť ? - W szachy gra┼éem... - Tak ┼Ťmierdzisz w├│dk─ů ! - A czym mam ┼Ťmierdzie─ç ? Szachami ?

Lech Kaczyński umarł....

Lech Kaczy┼äski umar┼é. Jego dusza pow─Ödrowa┼éa do bram nieba, gdzie czeka┼é na niego ┼Ťw. Piotr. Piotr zatrzymuje Lecha i m├│wi:
- S┼éuchaj, stary. Z kim┼Ť takim jak ty nie mamy do czynienia na co dzie┼ä, mamy wi─Öc specjaln─ů procedur─Ö dla takich przypadk├│w. Szef ka┼╝e ci sp─Ödzi─ç jeden dzie┼ä w piekle, i jeden w niebie, ┼╝eby┼Ť m├│g┼é sobie sam wybra─ç miejsce zamieszkania. Tam, gdzie wybierzesz, sp─Ödzisz wieczno┼Ť─ç.
U┼Ťmiechni─Öty Kaczy┼äski odpowiada:
- Ale ja już wybrałem, chce do nieba!
Na to Piotr:
- Przykro mi, takie s─ů zasady.
Wi─Öc Lech wsiad┼é najpierw do windy prowadz─ůcej do piek┼éa. Winda si─Ö zatrzyma┼éa, drzwi si─Ö otwieraj─ů. Widok wprawia pasa┼╝era w zaskoczenie.
Przed nim jest zielone pole golfowe, obok wida─ç pawilon klubowy. Siedz─ů tam wszyscy jego nie┼╝yj─ůcy przyjaciele, rodzina, elegancko ubrani. Na jego widok biegn─ů z otwartymi ramionami i witaj─ů go rado┼Ťnie, a nast─Öpnie zapraszaj─ů na wytrawn─ů kolacj─Ö z szampanem i kawiorem. Przy kolacji odwiedza ich diabe┼é, tak samo elegancko ubrany, czysty, ogolony itd. Przynosi im lody.
Gdy Lech ko┼äczy pi─ůty kieliszek szampana, diabe┼é m├│wi:
- Śmiało, Leszku, wypij następny.
- No, nie wiem czy to wypada...
- Spoko, tu jest piekło i wszystko wolno!
**
Po 24 godzinach sp─Ödzonych w piekle Lech zaczyna si─Ö powa┼╝nie zastanawia─ç. "W sumie diabe┼é to fajny go┼Ť─ç, kulturalny, opowiada ┼Ťmieszne dow...y. Nie jest tak ┼║le, ale zobaczymy, jak b─Ödzie w niebie."
Przysz┼éa kolej na wizyt─Ö w niebie. Co prawda czysto, ┼éadnie, wok├│┼é sami mili ludzie i oczywi┼Ťcie Szef. Lech czuje si─Ö troszk─Ö nieswojo, zw┼éaszcza ┼╝e zamiast dobrego klubu jest zwyczajna jad┼éodajnia, nikt nie opowie ┼Ťwi┼äskiego dow...u ani wulgarnie nie za┼╝artuje. W dodatku wszyscy ci─ůgle powtarzaj─ů o "wieczystym pokoju" i generalnie jest mi┼éo, ale nieciekawie.
Gdy przyszed┼é czas na wyb├│r, Kaczy┼äski przychodzi do ┼Ťw. Piotra i m├│wi:
- Widzisz, Piotrze... niebo niew─ůtpliwie te┼╝ ma zalety itd, ale chyba jednak wola┼ébym p├│j┼Ť─ç do piek┼éa...
Piotr oczywi┼Ťcie nie kwestionowa┼é wyboru. Nagle Kaczy┼äski poczu┼é, ┼╝e traci grunt pod nogami i po kr├│tkim locie twardo wyl─ůdowa┼é na spalonej, ognistej ziemi. Rozejrza┼é si─Ö wok├│┼é i z przera┼╝eniem stwierdzi┼é, ┼╝e piek┼éo ju┼╝ nie jest wspania┼é─ů sielank─ů. Przed nim by┼éa tylko smo┼éa, sadza i unosi┼é si─Ö smr├│d palonych zw┼éok. Ujrza┼é swoich przyjaci├│┼é poddawanych okrutnym torturom, skutych ┼éa┼äcuchami. Nagle poczu┼é kud┼éat─ů, ┼Ťmierdz─ůc─ů ┼éap─Ö diab┼éa na swoim garniturze. Przestraszony, spyta┼é:
- Kolego diable, a gdzie się podziało pole golfowe, klub i szampan? Czemu nie jest już tak pięknie, jak było tu wczoraj?
Na to diabe┼é z u┼Ťmiechem:
- Wczoraj mieli┼Ťmy kampani─Ö wyborcz─ů. Dzi┼Ť, synku, zag┼éosowa┼ée┼Ť na nas.